Creepypasta Wiki
Advertisement

Jestem Mike.Z moją żoną,Elizabeth jesteśmy już 4 lata.Ostatnio jej tak często nie widzę ponieważ jest w szpitalu,oczywiście ją odwiedzam codziennie po pracy.Spodziewamy się dziecka,jeszcze nie wiemy jaką będzie mieć płeć,ale i tak się cieszę że będziemy mieć dziecko.26 października odwiedziłem ją i wróciłem do domu,było po 21:30 byłem trochę zmęczony,bo praca i moja żona.Ale no cóż.takie życie,co poradzić.Tak więc wracając do tematu.Położyłem się na kanapie i oglądałem wiadomości.,,Kolejna ofiara pewnego mordercy,to już 20 ofiara,a morderca nie jest znany.Zalecam dobrze zamykać drzwi i okna".Słyszałem jak dziennikarka mówiła.Lekko byłem wystraszony,ponieważ bałem się o moją żonę,więc do niej zadzwoniłem.

,,Halo?''-powiedziała Elizabeth.

,,Hej Elizabeth,wszystko w porządku?''-spytałem.

,,Tak,raczej tak,lekko boli mnie głowa,ale jest okej'-odpowiedziała radośnie.

,,To dobrze''-przemówiłem.

Rozmawiałem z nią przez jakieś 20 minut.Odłożyłem telefon,wyłączyłem telewizor i poszedłem spać.Miałem problem z zaśnięciem.Ale jakoś zasnąłem...Usłyszałem skrzypienie podłogi,nie ruszałem się ponieważ byłem bardzo zmęczony.Starałem się znowu zasnąć.Nagle usłyszałem głos przez który miałem zaraz spaść z kanapy,nagle usłyszałem.

,,Śpisz?''-spytał ochrypły,niski głos.

Nie ruszałem się,nie mogłem,bałem się nawet oddychać.Postarałem się oddychać płynnie,i się udało.Znając po głosie to był męski głos,bo jak by inaczej?Minęło kilka minut i słyszałem kroki z daleka i zamykanie drzwi.Od razu wstałem,nie mogłem oddychać.Od razu podszedłem po telefon i wybrałem numer na policje...

,,Wie pan jak wyglądał?''-spytał policjant.

,,Nie...Było ciemno...Nawet na niego nie spojrzałem"-odpowiedziałem z niepokojem.

,,...Dobrze,postaramy się go odszukać i posadzić go za kratki,więc życzę miłego wieczoru panie Missin''- i podszedł do swego radiowozu.Byłem dalej wstrząśnięty tym co się zdarzyło.Po tym jak odjechał,zadzwoniłem do swojej Elizabeth.Nie odbierała...i to normalne że nie odbierze, bo była północ.Westchnąłem i wróciłem do mieszkania...Znowu po pracy pojechałem by spotkać moją Elizabeth w szpitalu.Gdy kierowałem się w stronę jej pokoju,niespodziewanie zatrzymała mnie pielęgniarka o imieniu Bella.

,,Nie może pan teraz wejść''-mówiła pielęgniarka.

,,Dlaczego?''-spytałem.

,,Ponieważ....Pana żona...''-nie mogła nic powiedzieć.

Szybko poszedłem do jej pokoju i zauważyłem prześcieradło na jej całym ciele wraz z twarzą.Nie mogłem uwierzyć...Ściągnąłem jej prześcieradło z twarzy...Była...martwa...Jej ciało było zimne i blade miała lekko krwi na klatce piersiowej...Byłem zdruzgotany...Nie mogłem się ruszyć,znowu.Czułem jak ciepłe łzy spływają po moich policzkach.Pielęgniarka wyprowadziła mnie z pokoju i powiedziała dlaczego umarła...w nocy ktoś ją dźgnął w pierś.Nie mogłem tego znieść...Wydarłem się na całe gardło i wybiegłem ze szpitala i pojechałem do domu...

Dalej płakałem...Czemu ktoś miał ją zabić?DLACZEGO?!

Przez okno wpatrywałem się w las obok mojego mieszkania i postanowiłem że pójdę na spacer do lasu...Ten spacer był najdłuższy jaki kiedykolwiek miałem,aż 3 godziny.No nic.Gdy już byłem w domu była godzina 18:00.Postanowiłem że zrobię sobie kolacje.Kiedy to robiłem,przypomniałem sobie jak z Elizabeth zwykle to robiłem.Raz wysypała na mnie niechcący połowę mąki...Heh...Kiedyś tak było...Ale teraz już nie jest...Jest 20:00 kolacja zjedzona,naczynia,dom umyty i obejrzane wiadomości.Chciałem iść spać,ale wiedziałem że ON może znowu tu przyjść,więc kiedy kładłem się spać,pod stolik obok kanapy położyłem gaz pieprzowy.Miałem go ponieważ gdy jeździłem w góry i wiele osób mnie okradało ale od pierwszej kradzieży mam ten gaz więc...

Kolejny raz miałem problem ze spaniem bo dalej się bałem że on znowu tu przyjdzie...około 23:40.nareszcie zasnąłem...

Słyszałem to,odgłos kroków po panelach.Uśmiechnąłem się i po cichu zabrałem gaz pieprzowy.Słyszałem jak kroki zbliżają się do mnie...Gdy facet znowu spytał o to samo co wczoraj,wstałem jak najszybciej i psiknąłem na nie go gazem.Krzyczał tak głośno że pies mojej sąsiadki szczekał.Gdy upadł szybko otworzyłem drzwi wejściowe i zawołałem

,,Dzwońcie po policje!W moim domu jest włamywacz!,,

Jak najszybciej chwyciłem włamywacza za ręce,tak by nie mógł się ruszyć.Gdy to zrobiłem,mogłem usłyszeć syreny policyjne...

,,Nazywa się Jack Walker,pochodzi z sąsiedniego miasta,posiada 28 lat i mieszkał w starej chatce w lesie,w jego domu można zauważyć kilka ofiar z ranami w klatkach piersiowych i w brzuchach''-przemawiał policjant.

,,Dobrze że przynajmniej odpłaci teraz za wszystko''-odpowiedziałem ponuro.

Myślałem że będzie umiał mnie powalić ale raczej nie.Czyli znaczy że ma zero IQ. Miał posiniaczoną twarz,krótkie,falowane,blond włosy,zielonawe oczy,był chudy ale wysportowany i posiadał około 170-180 cm tak jak ja,ale byłem od niego wyższy.Byłem szczęśliwy i zły,szczęśliwy bo dostał na co zasłużył,a zły za to że zabił moją Elizabeth.Jej długie,blond włosy,jej brązowe oczy i łagodny wyraz twarzy...Poszedłem do łazienki,spojrzałem na siebie w lustrze.Moje brązowe,tłuste,i falowane krótkie włosy,podkrążone szare oczy.Wyglądałem okropnie jednym słowem.Po kilku minutach spędzonych w łazience powróciłem po policjanta i powiedziałem

,,Miłego wieczoru''

Na co on

,,Nawzajem''

Gdy wróciłem do domu postanowiłem zadzwonić do wszystkich i poinformować o zgonie Elizabeth,nie będzie łatwe życie bez niej,ale na pewno moja rodzina mi pomoże...

Advertisement