Creepypasta Wiki
Advertisement

Witam, chciałbym przedstawić wam moją historię. Obudziłem się wczoraj w nocy. Miałem straszny sen, nie do opisania. Sam sen nie byłby straszny, gdybym nie słyszał tych hałasów, odgłosów, krzyków... to było coś nieludzkiego. Nie usłyszycie tego w żadnym horrorze. Odgłosy... nie, raczej ryki. Wciąż mam je w głowie. Większość z was zapewne uznałaby mnie za wariata. Nie będę przynudzał, po prostu przejdę do sedna.

Wstałem nad ranem. Wprowadziłem się niedawno do kamienicy w Niemczech. Mieszkanie było za przystępną cenę. Wręcz bardzo niską. Nie było za duże, ale mi wystarczało. Ubrałem się i wyszedłem do pracy. Po drodze spotkałem sąsiadów, (Z dogadaniem się nie miałem problemów, dobrze znałem język) pytali, czemu wprowadziłem się akurat tutaj. Od razu odpowiedziałem "Cena była dosyć niska". Sąsiadka wydawała się być miła i od razu zapytała się, czy to mieszkanie z zielonymi drzwiami. Przytaknąłem. Sąsiadka powiedziała, że to mi się przyda, po czym wyciągnęła z torby Biblię i powiedziała "Oddasz mi ją, jak sytuacja się uspokoi". Nie wiedziałem wtedy, o co jej chodzi. Uznałem ją za wariatkę. "Bardzo nalegam, abyś ją wziął, z początku też miałam problem, ale nie przyznawałam się". Ja dosyć zdziwiony wziąłem Biblię i poszedłem do pracy.

Po powrocie położyłem się spać.

Obudziłem się w nocy, przetarłem oczy, a kiedy zacząłem wyraźnie widzieć, ujrzałem postać. Przede mną stała dziewczynka w białej, poniszczonej sukience. Nie miałem pojęcia, co się dzieje. Zanim przyswoiłem co się właśnie wydarzyło, otworzyła się szafa, z której po chwili wypadła fotografia. Przedstawiała ona dziewiątkę dzieci i dwie dorosłe osoby. Czy to była rodzina? Nie miałem pojęcia, co się dzieje i co robić. Byłem tak przerażony, że po prostu złapałem najbliższe ciuchy i wyskoczyłem z nimi przez okno.

Wtedy właśnie zdałem sobie sprawę, jak genialnym pomysłem było mieszkanie na parterze. Ubrałem się w to, co wziąłem z domu i pośpiesznie poszedłem do baru. Nie mogłem wrócić do domu. A na pewno nie teraz.

Wróciłem nad rankiem. Po drodze spotkałem sąsiadkę i zapytałem ją o tę fotografię. Zaprosiła mnie do siebie. Opowiedziała mi historię. Kiedyś w moim mieszkaniu i reszcie kamienicy mieszkali Żydzi. Tamtego dnia niemieccy żołnierze weszli do kamienicy i z zimną krwią pozabijali całą masę niewinnych ludzi. Rozstrzelali ich w zaledwie 2 minuty. Dzieci się chowały, ale nic to nie dało. Kule przebijały wszystkie materace, łóżka i resztę mebli. Jedno dziecko przeżyło, była to dziewczynka. Siedziała w zamkniętym domu, ukrywała się dopóki, nie skończyło jej się jedzenie. Umarła z głodu.

Po usłyszeniu historii zaniemówiłem. Wróciłem do domu. Wyobrażałem sobie, jak to musiało wyglądać, ale szybko wyrzuciłem tę myśl z mojej głowy. Przenocowałem u kolegi z pracy, a na drugi dzień spakowałem wszystko i postanowiłem się wyprowadzić. Ostatniej nocy w kamienicy miałem sen. Był on gorszy od tego wszystkiego, co do tej pory mi się przydarzyło. Były to krzyki i głośne ryki... tego czegoś.

Wyprowadziłem się, minęły już 23 dni. Codziennie śni mi się tamten sen. Dziś jest dzień 24 i przestałem je słyszeć... bo w ogóle nie spałem. Ona nawiedza mnie w myślach, gdy tylko zgaszę światło. Odgłosy były prawdziwe, tak samo, jak ginący w męczarniach ludzie, których widzę, kiedy tylko przymknę oczy. Czasami kątem oka zauważam rogatą postać, która mnie obserwuje, wychylając głowę zza rogu ściany. Kiedy tylko patrzę się w jej kierunku, znika.

Pomocy.

Advertisement