Creepypasta Wiki
Advertisement
Creepypasta Wiki

Mam na imię Andrew. Mam 17 lat i mieszkam jeszcze z rodzicami w domu jednorodzinnym. Zwykle nie mam problemów ze snem. Jednak tamtej nocy było inaczej.

Obudziłem się około 3:15 w nocy. O dziwo nie byłem śpiący, więc wstałem i chciałem zrobić to samo, co bym zrobił gdybym wstał normalnie, bo wiedziałem, że tej nocy już nie zasnę. Po wyjściu z pokoju wszedłem na korytarz prowadzący na piętro niżej i do toalety. W połowie korytarza mam drzwi na balkon. Przechodząc spojrzałem na nie przelotnie i odwróciłem wzrok, kierując się do toalety. Jednak niecałą sekundę później zorientowałem się, że zobaczyłem tam coś dziwnego. W oknie domu sąsiada było widać sylwetkę, która przez wszechobecną ciemność wyglądała jak cień. Kiedy tylko znowu skierowałem wzrok na okno sąsiada, sylwetki już nie było. Wiedziałem, że sąsiedzi gdzieś wyjechali, więc wydało mi się to dziwne, zwłaszcza o 3-ciej nad ranem, ale nie aż tak, żeby myśleć, że ktoś im się włamał do domu. Zrobiłem kolejny krok w stronę toalety, zatrzymałem się i poczułem silną chęć wejścia do ich domu i sprawdzenia co to było. W tamtym momencie nie zdawałem sobie sprawy, że wejście do domu sąsiadów, których nie powinno być w domu i to jeszcze w środku nocy było więcej niż dziwne. Ja o kimś, kto wpadłby na podobny pomysł pomyślałbym, że jest ciężko chory na głowę. Szybko się ubrałem i próbując być jak najciszej, wyszedłem z domu, tak żeby moi rodzice o niczym nie wiedzieli.

Daniel Hertzler House at night.jpg

Wszedłem na podwórko sąsiada, a potem do jego domu. Z jakiegoś powodu wiedziałem, że drzwi są otwarte. Skierowałem się od razu na piętro, do okna, w którym widziałem cienio-podobną postać. Kiedy wszedłem do pokoju ze zdziwieniem stwierdziłem, że na środku jest położona drabina przywiązana sznurkiem do pudełek z farbą, która była też rozlana na podłodze. Nie wiedziałem, że mają remont. 

Z ciekawości spojrzałem na zegar na ścianie w pokoju obok, żeby sprawdzić, która jest godzina. Nie chciałbym, żeby rodzice się obudzili i zobaczyli, że nie ma mnie w domu. Przetarłem oczy z niedowierzaniem. Na zegarze była godzina 3:13. Najpierw na myśl mi przyszło, że zegarek po prostu późni się o kilka minut. Nie wziąłem ze sobą telefonu, bo nie pomyślałem, że mógłby mi się do czegoś przydać. Na moim telefonie godzina na pewno byłaby poprawna. Pomyślałem, że poszukam kolejnego pokoju, w którym jest zegarek. Nie musiałem szukać długo. Kolejny zegarek był na końcu korytarza, z którego wchodziło się do pokoju. Ten zegarek chodził tak samo jak poprzedni, ale przez czas poszukiwania minęła jedna minuta. Zegarek pokazywał więc 3:14 nad ranem.

"To niemożliwe, żeby wszystkie zegarki w tym domu opóźniały się o tyle samo minut." pomyślałem.

Wszedłem ponownie do pokoju, w którym "trwał" remont. Spojrzałem przez okno w kierunku mojego domu i zobaczyłem postać patrzącą przez drzwi od balkonu.

"Czyżby moi rodzice usłyszeli jak wychodziłem z domu? Albo któryś się obudził i postanowił z nieznanego mi powodu sprawdzić co u mnie?"

Kiedy tylko zobaczyłem kogoś przez tamte drzwi odsunąłem się od okna i modliłem się, żeby po prostu któryś z moich rodziców poszedł do toalety, a nie do mojego pokoju. 

Postanowiłem iść dalej przez dom i szukać to, co widziałem kilkadziesiąt minut temu w tym oknie. Zobaczyłem pod sufitem przykręconą półkę, na której coś leżało. Podniosłem drabinę, która do tej pory leżała na ziemi. Ubrudziłem się przy tym farbą, bo drabina była nią cała ufajdana. Na półce stała jedynie szklanka. Tylko. Ale była ubrudzona farbą, zupełnie tak jakby ktoś ubrudzony nią, tak jak ja, podniósł ją. Ja także ją podniosłem i obejrzałem z każdej strony. Odłożyłem samotny przedmiot z powrotem na półkę i zszedłem z drabiny. Chcąc przejść do kolejnego pokoju potknąłem się o sznurek, który łączył drabinę i pojemniki z farbą. Drabina w jedną sekundę runęła na ziemię powodując wielki huk. Bałem się, żeby ktoś, kogo szukam tego nie usłyszał. Po wywołaniu hałasu poszedłem dalej. Trafiłem na kolejny długi korytarz.

"Ten dom z zewnątrz nie wydaje się taki duży" pomyślałem. 

Wchodząc do jednego z pokoi prowadzących z korytarza doznałem prawdziwego szoku. Na ziemi leżało pełno zwłok. Na oko dwanaście. A cała podłoga była pokryta krwią. Na fotelu pod ścianą siedział ktoś mojej postury. Trzęsąc się cały ze strachu podszedłem powoli. Doznałem kolejnego szoku. Nie wiem dlaczego wtedy nie zemdlałem. Na fotelu siedziałem ja. Umazany farbą i zestresowany. W jego (a właściwie w moich) oczach było widać szaleństwo. "Ja" siedzący na fotelu nawet się na mnie nie patrzył kiedy wchodziłem. Zupełnie tak jakby się mnie spodziewał. W ręku trzymał nóż. Powiedział do mnie jedno jedyne zdanie, wciąż nie parząc się na mnie. 

— Jesteś następny. — Po wypowiedzeniu tych słów wbił sobie nóż w brzuch. Był on tak długi, że przebił 'mnie' na wylot. Sparaliżowany strachem, bliski szaleństwa patrzyłem przez kilka minut na siebie konającego na podłodze i obserwując jak się wykrwawiam. Rozejrzałem się po pokoju cały czas trzęsąc się jak nigdy. Zauważyłem, że wszystkie zwłoki w pokoju miały rany po dźgnięciu nożem w tym samym miejscu, w brzuchu. Kucnąłem przy jednych zwłokach i zobaczyłem coś gorszego niż wszystko do tej pory. Zwłoki miały moją twarz. Wszystkie zwłoki w pokoju miały moją twarz. Byłem jedynym żywym sobą wśród reszty trzynastu trupów w tym pokoju. Usiadłem zrezygnowany na fotelu i myślałem o wszystkim co się stało. 

Po kilku minutach wszystko stało się jasne. W oknie domu sąsiada zobaczyłem samego siebie, który kilkadziesiąt minut przede mną wyszedł z domu.

Wszystkie te rzeczy, które widziałem podczas chodzenia po tym domu były śladami samego mnie. Szklanka na półce była brudna, bo ja ją już wcześniej podniosłem, a drabina przewrócona, bo ja ją przewróciłem. A godzina na wszystkich zegarkach była dobra... zaraz, zaraz... która godzina? Spojrzałem na zegarek umieszczony na ścianie przede mną. Była 3:25 nad ranem. Kiedy zobaczyłem godzinę, kolejna część układanki do mnie dotarła. Już wiedziałem kogo widziałem kilka minut temu w drzwiach balkonowych... i bynajmniej nie był to żaden mój rodzic. "Zaraz" Pomyślałem i zamarłem. Skoro wstałem o 3:15 to teraz powinienem już być w tym domu.- Wypowiadając te słowa w myślach usłyszałem głośny trzask w głębi domu. Prawie wszystko stało się jasne. Uświadomiłem sobie, że wszyscy "ja", którzy wejdą do tego domu muszą zginąć, ale nie wiedziałem dlaczego. Nie obchodziło mnie to. Czułem, że muszę to zrobić. Wziąłem z ręki poprzedniego, siedzącego na fotelu "mnie" nóż. Wiedziałem, że dzielą mnie sekundy przed spotkaniem samego siebie. 

Kiedy kolejny "ja" wszedł do pokoju, byłem wgapiony w podłogę. Nie musiałem patrzeć na to co się dzieje, bo wszystko wiedziałem... sam to w końcu już przeszedłem. Nie unosząc wzroku wypowiedziałem to samo co usłyszałem będąc na miejscu tego biedaka zbliżającego się do mnie.

— Jesteś następny — Po wypowiedzeniu tego wbiłem sobie długi nóż w brzuch i upadłem na ziemię.

Obudziłem się zlany zimnym potem i oddychając bardzo ciężko. Spojrzałem na mój telefon. Była 9:05 rano. Piszę teraz to wszystko na telefonie. Aktualnie jest 10:14

Wyłączam telefon i idę korytarzem prowadzącym od mojego pokoju. Kątem oka, przechodząc obok drzwi balkonowych, zauważam postać w oknie domu sąsiada. "Może sprawdzę kto to?"

Advertisement