Creepypasta Wiki
Advertisement

Był sierpień. Wyjechałam z przyjaciółmi na obóz do pobliskiego lasu. Nie było nas dużo. Tylko ja, Rin, Laura, Tom i Rita. I jeżeli myślicie, że będzie to typowa historia, w której spotkaliśmy jakiegoś psychopatę to się mylicie. Las był spokojny, nie było tam zwierzyny dlatego nie baliśmy się jakoś specjalnie. Ot, zwyczajny borek. Gdy szukaliśmy miejsca na rozbicie namiotów Laura zauważyła drewniane ławki pokryte mchem. Obok nich stała szopa również mchem pokryta.

– Jak myślicie? Możemy tutaj rozbić obóz? – zapytała Laura.

– No jasne! Czemu nie? – powiedział energicznie Rin.

– Może te ławki i szopa do kogoś należą? Wiecie, może są prywatne? – Och, Laura! Ty zawsze komplikujesz. Jakby były prywatne to nie byłyby takie zaniedbane. – parsknęła Rita.

– Dobra nie dyskutujmy. Rin i Rita wbiją śledzie, ja i Tom zbadamy tę szopę, a ty Laura pomożesz Ricie i Rinowi. – rozkazałam.

Drzwi szopy nie dało się otworzyć. Deski był dość szerokie i powoli się rozkruszały, więc Tom za dwoma kopami wyważył deski. Nic nie było widać. Zero strumieni światła. Całe szczęście, że mieliśmy latarki. Na ścianie mogliśmy dostrzec napis SŁONECZNY OBÓZ.

– Hej, Tom, czy ty w podstawówce nie byłeś członkiem Słonecznego Obozu?

– Owszem, byłem, ale nigdy nie widziałem podobnego miejsca.

Postanowiłam zignorować napis i szłam dalej w głąb szopy. Nagle pode mną zapadła się deska. Tom zdołał mnie w porę złapać. Chwilę potem w dziurze po desce dostrzegł drabinę. Zardzewiałą, ale dało się po niej zejść. On zszedł pierwszy, by mógł mnie asekurować. Byłam strasznie strachliwa, jeżeli chodziło o niesprawdzone sprzęty. To, co zobaczyliśmy pod podłogą, było nie tyle straszne co ekscytujące... Leżało tam krzesło z urwanym oparciem, całe pokryte pajęczynami. Przed nim stał regał z książkami. Tom wziął jedną z książek. Nosiła chyba tytuł Słoneczny domek w mglistej dolinie. Nagle padł na kolana i wydukał:

– Ja... Ja widziałem tę książkę. Dostałem identyczną na moje ósme urodziny... Jednak po przeczytaniu jej kilkakrotnie miałem koszmary, więc ją wyrzuciłem...

– Czyli to może być twoja książka?

– Nie...moja miała na okładce podpis Tom B.

– Ale...spójrz! Tutaj jest rozmazany podpis!

– O matko... Najpierw znajoma mi nazwa obozu, potem jeszcze książka z moim podpisem... nie... to za wiele!

– Tom, posłuchaj... – uklęknęłam przy nim. – Jeżeli nie wyjdziemy z tego cało to pamiętaj... – już miałam się do niego zbliżyć gdy nagle podłoga się pod nami zapadła i wpadliśmy jeszcze głębiej. Tym razem wylądowaliśmy w ciemnym pomieszczeniu. Nie dosięgaliśmy do otworu w podłodze wyżej. Tom chwycił się za głowę i zaczął krzyczeć:

– MY STĄD NIE WYJDZIEMY! MY TU ZGINIEMY! SZCZURY NAS ZJEDZĄ! – po czym spadł na moje kolana i z płaczem wydukał:

– Lena... Nawet nie wiesz jak mi na tobie zależy... ALE MY TU MARNIE ZGINIEMY!

Gdy już miałam mu wyznać, co czuję, w otworze ujrzałam czyjąś twarz. Była to twarz Laury.

– Ej co wy tu robicie?

– Bardzo śmieszne pytanie. Już nie będę pytać jak nas znalazłaś, ale lepiej nas wyciągnij! – wrzeszczałam.

– Usłyszałam krzyk Toma. Ciekawa miejscówka. Może by tu tak zamieszkać?

– Haha, ale z ciebie dowcipnisia. IDŹ PO COŚ DŁUGIEGO, ŻEBYŚMY MOGLI SIĘ WSPIĄĆ!!! – już miałam się rozpłakać gdy nagle przyszedł Rin z długim patykiem.

Udało nam się wydostać. Noc przespaliśmy dobrze. Staraliśmy zapomnieć o incydencie w szopie. Jednak gdy na drugi dzień wróciłam do domu coś mnie niepokoiło i coś mi mówiło, że muszę wrócić do tej szopy... coś mnie do niej ciągnęło. I czułam, że muszę zadzwonić do Tom'a. Tak też uczyniłam. Był dostępny na skype, więc natychmiastowo zadzwoniłam i prosiłam o spotkanie w parku. Od razu wiedział, że chodzi mi o szopę. Tym razem jednak ubezpieczyłam się. Wzięłam mocną latarkę i moją dosyć dużą skakankę bym mogła ją przywiązać i po przeszukaniu ciemnej dziury, z której wybawił nas Rin wyjść. Gdy już dotarliśmy na miejsce zobaczyliśmy, że... szopy nie ma.

– Na pewno nie pomyliłeś kierunków? – zapytał Tom.

– Nie! Na pewno!

– Chodź, może jednak ci się pomyliło. Przeszukamy resztę lasu.

I tak też poczyniliśmy. Jednak dalej szopy nie było. Gdy już mieliśmy się poddać i wrócić do domu nagle ją zauważyliśmy! Stała cała nieruszona... przynajmniej od zewnątrz. Weszliśmy do środka. Również nic się nie zmieniło. Zeszliśmy do ciemnej dziury po skakance. Tom wziął także kredę, żebyśmy mogli oznaczać miejsce, w których byliśmy. Dziura była ogromna! Miała nieskończone metry. W pewnym miejscu zauważyliśmy kałużę wody. Obok niej leżał obraz przedstawiający łąkę i bawiące się dzieci. Tom krzyknął:

– Na tym obrazie jestem ja... i-i moje kuzynki? Tak! Stella, Mia i Jodie! Obraz przedstawia jesień – w wieku sześciu lat bawiłem się z nimi jesienią! Mamy nawet takie same ubrania!

– Tom... tyle tu rzeczy związanych z tobą... jesteś pewien, że nigdy tu nie byłeś?

– Pewien nie jestem...

– No więc widz... – nie zdążyłam dokończyć zdania. Mój przyjaciel upadł i zaczął dramatycznie wrzeszczeć.

Nagle szarpnął mnie za rękę. Upadłam. Przybliżył się i mnie pocałował. A potem... rozprysnął się na tysiące kawałków. Moja latarka zgasła a szopa zniknęła. Znalazłam się w... łóżku. Obok niego stała moja mama i pielęgniarka.

– Gdzie ja jestem?! Gdzie szopa?! Gdzie Tom, Rin, Laura i Rita?!

– O co ci koteczku chodzi? Nie znam takich osób...

– Mamo! Przecież Tom to mój przyjaciel a Laurę, Rin i Ritę znam od przedszkola! I byłam z nimi na obozie!

– Co ty pleciesz? Nigdy nie posłałabym cię z jakąś grupką nieodpowiedzialnych dzieciaków na obóz...

– Mamo, przecież Tom mnie całował, Rin wyciągnął z dziury... Naprawdę nie kojarzysz?

– Niech się pani nie martwi. Pańska córka miała atak, to normalne, że mówi od rzeczy.

– Jaki atak?!

– Obudziłaś się w nocy i krzyczałaś uderzając rękoma o podłogę. To był atak. – wyjaśniała pielęgniarka.

– Przecież to Tom wrzeszczał, że szczury go zjedzą...

– Albo coś ci się przyśniło, albo wymyślasz. Nie martw się, to normalne.

– Ale...

– Nic już nie mów. Odpoczywaj. – powiedziała mama po czym cmoknęła mnie w czoło i wyszła wraz z pielęgniarką.

Patrząc przez szpitalne okno ujrzałam grupkę bawiących się dzieci. Krzyczały:

– Tom podaj mi piłkę!

– Jodie łap mnie!

– Stella za tobą!

– Mia uspokój się!

I nigdy mnie nie poznają? - pomyślałam. Do oczu napłynęły mi łzy.

Advertisement