Creepypasta Wiki
Advertisement

Iza wstała wcześnie. Przetarła oczy i poszła umyć twarz nad zlewem. Patrzyła w lustrze, jak woda spływa jej po policzkach i zastanawiała się, czyją twarz przed sobą widzi. Nie była pięknością - duży nos, krótkie włosy i okrągła buzia sprawiały, że porównywała się do pomidora. Zamknęła oczy, by po chwili je otworzyć, ot zwykła, rutynowa czynność. Podskoczyła, gdy w lustrze mignęło jej coś czarnego. Gwałtownie się odwróciła, ale w łazience nikogo poza nią nie było. Gdy uspokoiła oddech, ubrała się i wyszła do pracy.

Szła powoli, wbijając wzrok w chodnik. Każdy krok wydawał się być cięższy, a droga nie miała się ku końcowi. Przystanęła obok kwiaciarni. Zaciągnęła się zapachem, a gdy ruszyła dalej, uderzyła w coś twardego. Automatycznie przeprosiła i podniosła głowę, a wtedy ujrzała parę czarnych ślepi.

- Uważaj - powiedział dziwnym głosem wysoki mężczyzna w garniturze.

Odsunął się, a ona przyspieszyła kroku, czując jak jej serce wali o żebra. Odwróciła się, by jeszcze raz mu się przyjrzeć. Stał nieruchomo - w czarnym garniturze i kapeluszu, patrząc na nią niepokojąco. Zacisnęła dłonie i parę minut później była już w pracy. Kolejny nudny dzień. Posegregowała dokumenty, zaparzyła kilkanaście kaw, posprzątała biuro i usiadła do laptopa. Przeglądała portale randkowe, szukając przystojnych mężczyzn i wysyłała im zdjęcia koleżanek, wciskając, że to ona. Wieczorem wyszła z budynku i skierowała się do domu. Cienie na ulicy pochłonęły wszystkie inne kolory. Nie lubiła ciemności, ale nie nosiła ze sobą latarki. Większość lamp była zepsuta, niektóre ciągle migały, dając minimalne poczucie bezpieczeństwa. Szła przed siebie, mijając kolejne sklepy, aż w oddali dostrzegła znajomą kwiaciarnię. Kiedy była już blisko, jedna z pobliskich lamp rzuciła światło w jej stronę. I wtedy to zobaczyła.

Ulica

On dalej tam stał.

Wzięła powietrze do płuc, ale zamiast krzyczeć, przyspieszyła kroku i starała się go wyminąć najciszej jak umiała. Obcasem nadziała się na kawałek rozbitego szkła i syknęła pod nosem ze wściekłości. Mężczyzna ożywił się na ten dźwięk i ruszył w jej stronę. Szedł wolno i kołysał się na boki, a jego ręce bezwładnie zwisały. Nie widziała jego oczu, ale nie myślała teraz o tym. Była naprawdę przerażona. Zaczęła biec i biegła tak długo, aż nie znalazła się pod swoim domem. Zatrzasnęła drzwi i głośno oddychając, podbiegła do okna. Stał przed jej furtką. Przyłożyła ręce do ust, gdy powoli podniósł rękę do góry. Przyglądała mu się, zapamiętując każdy milimetr jego ciała. Zacisnął dłoń i wysunął wskazujący palec, po czym zaczął kiwać nim na boki. Wyglądał jakby ją przed czymś ostrzegał. Jej wzrok analizował ruch jego palca, a serce łomotało jej o żebra. Opuścił rękę i znów stał nieruchomo. Odsunęła się od okna i wskoczyła do łóżka, zakrywając się kołdrą. Nie zauważyła nawet, gdy po jej twarzy zaczęły lecieć łzy.

Obudziła się rano i pierwsze co poczuła, to mokrą poduszkę. Zerwała się na równe nogi i niepewnie podeszła do okna. Odetchnęła z ulgą, gdy nikogo nie zobaczyła przed furtką. Poszła wziąć prysznic, a gdy była już ubrana, zamówiła taksówkę do pracy. Bała się przechodzić koło kwiaciarni samotnie. Gdy ją mijali, nikogo nie dostrzegła. Wieczorem po pracy, zdecydowała się pójść do baru. Usiadła z piwem i wtopiła usta w napoju. Wypiła tak dużo, że urwał jej się film. Obudził ją przyjemny zapach kwiatów. Uchyliła powieki i od razu zdała sobie sprawę, gdzie jest. Siedziała wewnątrz kwiaciarni. Rozglądnęła się, szukając wyjścia, a gdy tylko je znalazła, zamarła. Po drugiej stronie stał on.

Momentalnie jedyne, czego pragnęła, to tego, by drzwi były zamknięte. Czarne oczy błyszczące spod kapelusza patrzyły na nią tym samym, niepokojącym wzrokiem co zwykle. Odsunął się od drzwi i podszedł do szklanej szyby. Długi palec w rękawiczce zaczął kreślić napis na szkle. Brwi jej zaczęły drżeć, gdy odczytała to, co napisał.

U W A Ż A J

Serce jej waliło jak szalone, złapała się za coś, co stało najbliżej niej. Wrzasnęła z bólu, czując, jak jej ręka krwawi. Wybrała sobie bukiet kolczastych róż. Idiotka. Złapała się za dłoń i zaczęła rozsmarowywać krew po skórze, wciąż patrząc na mężczyznę przed kwiaciarnią. A on stał. Wciąż stał. Powoli podniósł palec i znów zaczął nim kiwać. Obserwowała jego ruchy, czując jak robi się senna. Usiadła na ziemi i wciąż wpatrzona w jego obraz zasnęła.

Obudziła się u siebie w łóżku. Jej dłoń była cała, jakby nic się zeszłej nocy nie wydarzyło. Spojrzała przez okno, ale nikogo nie było. Poszła do łazienki i obmyła twarz, a gdy podniosła głowę, zauważyła w swoim odbiciu coś niepokojącego. Jej oczy były kompletnie czarne. Ubrała kapelusz i wyszła na zewnątrz. Tego dnia nie chciała iść do pracy. Stanęła pod kwiaciarnią i stała. I stała.

_____________

To moja pierwsza creepypasta, dajcie znać jak się podoba! Pisana kompletnie spontanicznie. :)

Alice

Advertisement