Creepypasta Wiki
Advertisement

Raport nr 3821

Incydent w stacji wojskowej

15.11.2013 nad Czelabińskiem wybuchł meteoroid o średnicy około 17 metrów i masie wynoszącej do 10 tysięcy ton. Meteoroid podczas eksplozji rozpadł się na bardzo wiele fragmentów, jeden z nich został znaleziony przez rosyjskie służby w jeziorze Czebarkul i zabrany do badań. Badania rozpoczęły się 30 listopada 2013 jakiś czas po tym jak udało się fragment rozkruszyć i zaobserwować dziwny śluz z niego wypływający. Dokładnie 1 grudnia 2013 kontakt z placówką został zerwany, ostatnia wiadomość jaka przyszła z placówki była wezwaniem o pomoc wysłanym kilka godzin po pierwszym zerwaniu łączności, wysłano wojsko aby zbadało sytuację. Wojsko zastało jedynie do połowy rozpuszczone ciała, zniszczony sprzęt i dyktafon. Zapis wiadomości z dyktafonu został umieszczony poniżej.


Nagranie[]

Nazywam się Dimitrij Czorokow i jestem strażnikiem w jednej z placówek badawczych na Syberii... Ech... to i tak nie ma znaczenia bo już niedługo ta abominacja pozbawi mnie życia... pomoc i tak nie przyjdzie na czas... Ale to nie ważne... Istotne jest to co się w tym budynku zdarzyło. Dzień zaczął się normalnie, przydzielono mnie razem z kilkoma innymi strażnikami do pilnowania bezpieczeństwa naukowców podczas jednego z eksperymentów. Nie było to nic nadzwyczajnego ot takie rozwalanie meteoru, meteoroidu... nieważne. 

Dziwnie zaczęło się dziać dopiero jak ten meteor już rozkruszyli bo wypłynęła z niego jakaś dziwna czarna maź. Bynajmniej nie sądzę by to było normalne... Zaczęli nad tą mazią przeprowadzać eksperymenty. Nie będę ich opisywał, bo od czegoś są naukowe dokumentacje.

Kiedy skończyli prowadzić te eksperymenty postanowili zbadać reakcję tej mazi na ludzkie ciało, w tym celu zaprowadzili jakiegoś więźnia i kazali mu wejść do sali z tym glutem, obiecując, że go potem wypuszczą (świetna perswazja). Maź była spokojna dopóki nie podszedł do niej na kilka metrów, wtedy owinęła się wokół niego ściskając go tak, że aż zrobił się niebieski, wpływając do jego organizmu przez usta, nos i uszy. Nagle zamiast więźnia na podłodze leżała jakiś czarna wijąca się masa bez konkretnego kształtu. Po kilku minutach (chyba) po środku sali stała całkowicie czarna, przygarbiona postać z bardzo długimi rękami i szponami, długim pyskiem, wielkimi zębami wyglądającymi tak jakby były z tego samego co reszta tej abominacji, dziwnie wygiętymi rogami na głowie, o długich ugiętych nogach i stopach wyglądających trochę jak wilcze łapy, machającymi w losowych kierunkach mackami wyrastającymi z pleców, czarnej ślinie płynącej z pyska, czymś przypominającym kolce wyrastającym z rąk i ramion oraz białych jak śnieg oczach. Mam nadzieję, że opis wyszedł poprawnie (opisywanie samym głosem mi nie wychodzi). Chwila![słychać jakiś krzyk] Jest blisko... złapał go... muszę zachować ciszę...[szeptem] [słychać jakieś kroki i powarkiwanie potem cisza a kroki dochodzą z coraz większej odległości] Wreszcie sobie poszedł... Kontynuując... Wszyscy naukowcy byli przerażeni widząc tą kreaturę i chcieli ją jak najszybciej unieruchomić, w tym celu rozpylili gaz usypiający. Lecz tego potwora to tylko rozwścieczyło, zaczął bardzo głośno i gardłowo ryczeć, prąd wysiadł. Drzwi do sali z istotą się otworzyły a naukowcy uciekli, część strażników strzelała do potwora ale on przebijał ich mackami i wydawał się być rozbawiony naszymi próbami powstrzymania go. Ja uciekłem jak zabił pierwszego strażnika.

Słyszałem za sobą ryki tej bestii i krzyki personelu, cały prąd był wyłączony, więc wezwanie pomocy było prawie niemożliwe a przynajmniej bez włączenia awaryjnego zasilania. W końcu zgubiłem to cholerstwo i zacząłem się rozglądać za czymś do jedzenia bo poczułem bardzo silny głód. Byłem chyba w szatni dla naukowców, a przynajmniej tak się wydawało. Kiedy sprawdzałem czy w szafkach jest coś do jedzenia w jednej z nich znalazłem jakąś księgę z pentagramem i napisem ''Necronomicon''. W księdze było bardzo dużo zaschniętej krwi i opisów różnych krwawych rytuałów. W jakiejś innej szafce wreszcie znalazłem jedzenie. Posiliłem się i poszedłem w kierunku pokoju komunikacyjnego. Kiedy szedłem widziałem uwalane po podłodze, uduszone i częściowo rozpuszczone martwe ciała. Natknąłem się na jakiegoś naukowca, przedstawił się jako Aleksiej Sparonow, po stosunkowo krótkiej rozmowie obmyśliliśmy plan: ja idę do pokoju komunikacyjnego a on do reaktora włączyć zapasowe zasilanie. Jak postanowiliśmy tak zrobiliśmy pobiegłem tutaj, poczekałem, aż włączy się prąd, wezwałem pomoc i zacząłem nagrywać... niestety Aleksiej nie miał tyle szczęścia... to jego krzyk słyszałem... Właściwie to nie wiem czy jest jeszcze coś o czym mógłbym powiedzieć... Może...[słychać dźwięk pękania metalu] Aaa! Nie!!!

[słychać zakłócenia i dźwięk duszenia oraz łamanych kości, następnie słychać kroki a zakłócenia stają się coraz silniejsze, wśród zakłóceń słychać gardłowy i bulgoczący głos mówiący: ''Nikt nie ucieknie!'']

[później słychać kroki z coraz większej odległości a dyktafon w końcu się wyłącza]

KONIEC NAGRANIA

Dodatek[]

Na monitorach wszystkich komputerów w placówce wyświetlała się wiadomość w kodzie binarnym mówiąca:

-To już się zaczęło.

Nie wiemy co to może oznaczać.

[]

Pasta od Kartoflanego Piekarza, mam nadzieję, że się spodobała.

Advertisement