Creepypasta Wiki
Advertisement

Pamiętasz Elizę Dalton? Odkąd ją poznałeś, było w niej coś osobliwego. Kiedy w parku, przy "twojej" wierzbie, jej kruczoczarne oczy promieniowały tuż pod tym jakże urzekającym uśmiechem. Długie atramentowe włosy kobiety opadały wzdłuż zgrabnych ramion i lśniły w letnim blasku słońca. Wyciągnęła przyjazną rękę ku tobie, odizolowanemu samotnikowi, jakoby wspaniała bogini uniżyła się zupełnie nędznemu szczurowi.

I tak właśnie zaczął kwitnąć ten romans. Czułe słowa, romantyczne gesty i wonne kwiaty. Ale Eliza coś przed tobą skrywała. Nie próbuj zaprzeczać. Niewybaczalny sekret.

W momencie, w którym wprowadziła się do twojego mieszkania, dostrzegłeś pewien fakt, "coś" ci tutaj nie pasowało. Pod tym niewinnym wyrazem twarzy krył się przerażający byt. Chciał zapewne pozostać niezauważony, ale ty, tak, właśnie ty, taki bystry i dzielny, rozgryzłeś tę nikczemną kreaturę. Nic ci nie umknie, prawda?

I po jakimś czasie wiedziałeś już na pewno. Eliza Dalton była wiedźmą. Za dnia zdobiła ciemne niczym węgiel warkocze uroczymi sztucznymi kwiatami, ale w głębi oczu kobiety malowało się szaleństwo. W nocy, równo o godzinie trzeciej nad ranem, wymykała się z podwójnego łoża. Z ciepłej pościeli. Z twoich objęć. I kierowała się do kuchni. W ataku psychotycznego obłąkania otwierała kuchenne szafki. Wszystkie po kolei. A potem, z jeszcze większym hukiem, zatrzaskiwała je. Najczęściej jednak sięgała do szuflady z nożami, to właśnie dlatego otwierała się ona z trudem i tak okropnie skrzypiała, wyciągała każdy po kolei, a następnie ostrzyła i pocierała o siebie. Słyszałeś ten przeraźliwy zgrzyt zza korytarza, ale nie mogłeś nic zrobić, za bardzo się bałeś.

Następnie przechodziła do salonu. Na środku pokoju wyrysowała swój pentagram, pamiętasz, jak w całym mieszkaniu słychać było to ciężkie rycie po panelach? Wymawiała niezrozumiałe dla ciebie modlitwy i śpiewała jakieś iście szatańskie pieśni. Tańczyła dziko, uderzając przy tym mocno o podłogę. I rozlegał się kolejny hałas. Gdy kończyła, gasiła świeczki, których zapach tak intensywnie czułeś, a swoje piśmidła zasłaniała dużym kwadratowym dywanem, nigdy nie miałeś odwagi go podnieść. W głębi duszy wolałeś utrzymywać, że to wszystko to tylko jeden bardzo zły i bardzo długi sen.

A mimo to zawsze ją tolerowałeś. To niesamowite. Dałeś jej masę wolności, a ona to wykorzystywała. W środku nocy kucała nad tobą. Dyszała, ciężko i głośno, aż po twoich plecach przechodził zimny dreszcz. W ręku trzymała przerażający przedmiot, raz linę, a raz nóż. Wypowiadała ku tobie te okropne słowa, delikatne groźby, tak, jak do kochanka, którym na swoje nieszczęście byłeś. Jednak pewnego razu przyniosła coś innego. Coś, czego odór unosił się w sypialnianym powietrzu i całkowicie wypełniał twoje nozdrza. Ludzka odcięta głowa. I szeptała. Raz. Po. Raz.

"Widzisz, on kiedyś żył tak jak ty. A teraz wisi nad tobą. Ale ty się nie bój, to jeszcze nie ta pora, jednak przyjdzie czas i na ciebie, a gdy pojawisz się w mojej kolekcji, postawię cię na honorowym miejscu!"

Chciałeś krzyczeć, ale udawałeś, że śpisz. Po raz kolejny brakowało ci odwagi. Lęk całkowicie cię sparaliżował. Puste oczy wpatrywały się w ciebie i przewidywały, a ty za chwilę staniesz się eksponatem chytrej diablicy.

Więc gdy obudziłeś się rano tego dnia, znów ją ujrzałeś. Ach! To ten sam wdzięk i gracja! To ta sama cnotliwa dziewczynka, którą pokochałeś! Zdałeś sobie wtedy sprawę z czegoś, co całkowicie odmieniło twój punkt widzenia. A może takowa świadomość kryła się w tobie od tej pamiętnej chwili?

Eliza urzekła cię, zwabiła, jak mistyczna wróżka igrała z tobą, a ty, taki głupi, dałeś się zwabić śmiercionośnej syrenie. Sam jesteś sobie winny! Jak mogłeś tego nie dostrzec? Naprawdę byłeś aż tak bezmyślny, by nie zorientować się w tych piekielnych oczach? A zaraz zginiesz. W ciągu dnia kochanka nie zdradzi swoich intencji, zaś w nocy będzie czekać. W łóżku, może w toalecie. Wyobraziłeś sobie blade kafelki splamione chłodną krwią. Gdy tak jednak myślałeś, nie mogłeś utożsamić się z myślą, że należy ona do ciebie.

"Dosyć już tego."

Chwytasz więc za nóż, najostrzejszy i największy, jaki udało ci się odnaleźć, i bronisz się. Ratujesz swój żywot. I nie słyszysz przeraźliwych krzyków. Ba! To ty powinieneś był krzyczeć! Tak! To krzyki z otchłani twojego umysłu! Na pewno! I nie patrzysz na to, co się wylewa, chyba, że chodzi tu o głęboko skrywany gniew, który opuszcza twój zagmatwany umysł. Nóż ląduje głębiej, nie baczy na nic, nie pyta. Cóż za satysfakcja wypełnia cię doszczętnie! Jakaś przyjemna rzecz przeszywa na wskroś całe twoje ciało.

"Czyli... To koniec?"

Tak, to prawda, Eliza Dalton nie będzie cię już niepokoić.

Dwa dni później zgłaszasz zaginięcie swojej narzeczonej.

Zwłoki ukrywasz.

Zostawiasz sobie jedynie głowę.

Bo to ty jesteś "wiedźmą".

Advertisement