Creepypasta Wiki
Advertisement

Rozdzwonił się dzwonek na następną lekcję w szkolnym budynku. Tłumy uczniów z najróżniejszych klas zaczęli schodzić do sal. Mimo iż to była szkoła prywatna i to jedna z droższych w tamtej dzielnicy, cieszyła się sporą popularnością – tym bardziej tych najbogatszych. Jedną z najpopularniejszych tam uczniów była Anna. Pochodziła z zamożnego domu, ojciec był przedsiębiorcą, a matka dorabiała w prestiżowym salonie fryzjerskim. Anna właśnie zaczęła zmierzać szybkim krokiem do sali na matematykę. Po drodze rzuciła wzrokiem na chłopaka opartego o ścianę, czekającego na nauczyciela. Zmierzyła go prędkim wzrokiem i parsknęła śmiechem.

-Patrzcie, ma buty KiK’a!- syknęła do koleżanek obok.

Osoby jej towarzyszące wybuchły jednolitym śmiechem, spoglądając na ucznia z tanimi butami.

Pechowiec speszył się i próbował uciec wzrokiem od nich. Zaczerwienił się, co tylko spotęgowało siarczysty śmiech rozpieszczonych nastolatek. Idąc dalej żwawym krokiem podeszły razem z Anną pod drzwi Sali, w której miały odbyć się lekcje i otworzyły je szybkim i sprawnym ruchem. Weszły do klasy i zobaczyły stojącego pod tablicą nauczyciela i resztę klasy, która już zajęły miejsca. Nawet się nie ośmieliły przywitać z innymi, po prostu zajęły swoje miejsca i wyjęły za pazuchy telefony, korzystając z nich, podczas kiedy nauczyciel pisał coś na tablicy.

-Patrz, co mi Maciek wysłał na messie- Szepnęła Anna do koleżanki z ławki.

Anna podniosła telefon, który wcześniej położyła między uda i odwróciła go w stronę jej towarzyszki.

Na wyświetlaczu telefonu widniały powiadomienia z komunikatora takie jak „jaki dzisiaj towar?” lub „wpadasz dziś do mnie?” a pod nimi Czat, gdzie znajdowały się wiadomości od Macieja. Na ów konwersacji widniał stos wiadomości a „Kocham cię czy umówisz się ze mną?” to był motyw przewodni całej korespondencji. Na nieszczęście naszego zakochańca siedział tuż obok ławki Anny i widział reakcje na jego wiadomości, lekko przechylając głowę ze wzrokiem w lewo. Śmiech, który brzmiał jak zepsuty silnik. Anna i jej koleżanka nie mogły wytrzymać ze śmiechu, który słyszało pół sali. Maciej pękł w środku, oczy mu się zaszkliły i pojawiła się „ta” postać. Czarny szkielet, z przerzedzonymi włosami. Na łopatkach i kręgosłupie miał łuk z leszczyny i z boku miednicy kilka strzał z gratami zatrutymi wodami z am;or’pura. Resztę kościstego ciała skrywał pod odzieniem uszytego z rune’infortu. Wbijał w jego ramię kości dłoni, ból przeszywał Macieja aż od serca po środek tułowia. Ponownie rozlega się dzwonek szkolny, tym razem na przerwę. Anna akurat już kończyła lekcję a z racji, że była dzisiaj środa musiała się sprężać na trening gimnastyki. Włożyła na plecy plecak i wyszła sprintem ze szkoły. Zdążyła jeszcze włączyć ulubiony zespół K-pop’owy na słuchawkach i truchtem poszła do galerii. Nagle coś przykuło jej uwagę – dziwna postać mieniąca się w ciemnej alei. Anna zwolniła kroku. Rozległ się pisk i huk. Anna upadła i zamknęła powieki – czy na zawsze?. Widziała ciemność…

Anna z trudem podniosła ponownie powieki. Była cała obolała i nie widziała, gdzie jest. Siedziała na podłodze brudnej od wszelakich plam, a ściany były pokryte pleśnią i dziwną sadzą. Zauważyła postać. Tajemniczy jegomość był wzrostu typowego mężczyzny. Miał czarny szlafrok a wokół szyi szal ze złotymi krańcami, czarnym wypełnieniem oraz białym napisem: „คՇєг єՇ เยรՇเՇเคє ɭเєร”. Trzymał w ręku księgę, ozdobioną srebrnymi i szklanymi dodatkami. Miała na środku napis „คภ;ςเєภՇ'ɭเ๒г'๔๏๓เภ”. Nastolatka wpadła w panikę i zaczęła krzyczeć ostatkiem sił. Postać pstrykneła palcem i w moment usta Anny zaszły szwami. Jej oczy okazywały czystą agonię. Postać zbliżyła się do nastolatki i powiedział:

-Witaj moja „droga”, zwą mnie al;ucinari'visu, jestem tu na tylko na chwilę-Rzekł opanowanym głosem.

Al;ucinari'visu otworzył księgę i zaczął wyszeptywać formuły:

- ๏รՇєภ๔є'เɭ'คภ;เ๓ค, ợยเค ภ๏ภ รςเยภՇ'ợยเ๔ єรՇ Ŧคςєгє.-Wypowiedział wyższym tonem i zamknął księge.

Annie zamgliły się oczy. Poczuła chłód i po chwili już nie było przerażającego bytu obok niej. Rozejrzała się po pokoju. Znajdowała się w białej sali, była podłączona pod kroplówkę i maszyny, których nazw nawet nie znała. Dostrzegła lustro naprzeciwko niej. Było długie na całą ścianę. Widziała dziwne sylwetki jakby za lustra i… siebie. Jednakże to nie była do końca ona. Jej skóra była cienka i sucha, wręcz jałowa. Oczy puste i bez żadnej wartości. W miejscu klatki piersiowej widniała dziura, która odkrywała popękane kości i rozerwane mięśnie oraz serce w zaawansowanym stanie rozkładu. Jej drogi oddechowe były rozpuszczone jak tani plastik a płuca skurczone i czarne jak smoła. Widziała to dzięki licznym dziurom i rozerwaniom na jej ciele. Jej twarz była pusta i nie okazywała żadnych emocji. Obok siebie dostrzegła najróżniejsze postacie, których nie mogła rozpoznać, a nawet opisać przez uczucie otępienie. Jedyne co umiała, zrozumieć to napis na jej bransoletce z papieru, na którym rozczytała napis „Psychoza:Pacjent N/N”. Usłyszała szmer za sobą cichy i delikatny głos:

-Zostaniesz w tej stagnacji po kres swych dni- szepnęła tajemnicza postać i zamilkła…

ђ๏๔เє'คย;Շє๓ ค๓๒ยɭคՇ เภ ﻮгคשเ๒ยร'г๏รՇєг-๓єภร

Advertisement