Creepypasta Wiki
Znaczniki: apiedit VisualEditor
Znaczniki: apiedit VisualEditor
Linia 1: Linia 1:
Było to w lany poniedziałek. Razem z grupką przyjaciół (sześciu chłopaków - w tym ja - i jedna dziewczyna) wybraliśmy się do lasu, aby zrobić ognisko, czym chcieliśmy uczcić nadchodzące dni wolne dla części z nas. Około godziny 18:03 rozpaliliśmy ogień i powoli dokładaliśmy do środka gałęzi, patyków i papieru. Cały czas towarzyszyło nam uczucie niepewności i lęku, do którego początkowo nikt nie chciał się przyznać. Było jeszcze jasno, może to dlatego.
+
Było to w lany poniedziałek. Razem z grupką przyjaciół (sześciu chłopaków, w tym ja i jedna dziewczyna) wybraliśmy się do lasu, aby zrobić ognisko, czym chcieliśmy uczcić nadchodzące dni wolne dla części z nas. Około godziny 18:03 rozpaliliśmy ogień i powoli dokładaliśmy do środka gałęzi, patyków i papieru. Cały czas towarzyszyło nam uczucie niepewności i lęku, do którego początkowo nikt nie chciał się przyznać. Było jeszcze jasno, może to dlatego.
   
 
Siedziliśmy, piekliśmy kiełbaski i inne smakołyki, siedząc na kocu. Powoli robiło się ciemno i każdego zaczęły przechodzić dreszcze. Około 20:00 poszedłem z kolegą po jeszcze trochę drewna na opał. Po drodze kolega zauważył dziwne ślady na ścieżce, mimo, że wcześniej ich tam nie było. Stwierdziliśmy, że to zignorujemy i szliśmy już nieco szybciej po drewno.
 
Siedziliśmy, piekliśmy kiełbaski i inne smakołyki, siedząc na kocu. Powoli robiło się ciemno i każdego zaczęły przechodzić dreszcze. Około 20:00 poszedłem z kolegą po jeszcze trochę drewna na opał. Po drodze kolega zauważył dziwne ślady na ścieżce, mimo, że wcześniej ich tam nie było. Stwierdziliśmy, że to zignorujemy i szliśmy już nieco szybciej po drewno.
Linia 5: Linia 5:
 
Po chwili usłyszeliśmy z miejsca, gdzie była reszta przyjaciół dziwne odgłosy, coś jakby "Zostaw! Zostaw go! Ratunku!". Rzuciliśmy zebrane drewno i wróciliśmy do grupy. Powiedzieliśmy o zdarzeniu, lecz oni byli potwornie wystraszeni, widząc nasze miny. Te dziwne odgłosy słyszeliśmy tylko my! Trochę się uspokoiliśmy do momentu, kiedy to koleżanka krzyknęła, że za drzewem widziała czarną postać. Reszta się śmiała, ale nie ja i kolega, z którym byliśmy po drewno. Wiedzieliśmy, że coś tu jest nie tak.
 
Po chwili usłyszeliśmy z miejsca, gdzie była reszta przyjaciół dziwne odgłosy, coś jakby "Zostaw! Zostaw go! Ratunku!". Rzuciliśmy zebrane drewno i wróciliśmy do grupy. Powiedzieliśmy o zdarzeniu, lecz oni byli potwornie wystraszeni, widząc nasze miny. Te dziwne odgłosy słyszeliśmy tylko my! Trochę się uspokoiliśmy do momentu, kiedy to koleżanka krzyknęła, że za drzewem widziała czarną postać. Reszta się śmiała, ale nie ja i kolega, z którym byliśmy po drewno. Wiedzieliśmy, że coś tu jest nie tak.
   
Minęła godzina, a my byliśmy coraz bardziej wystraszeni, otaczającym nas lasem. Około godziny 23 postanowiliśmy, że wracamy. Wsiedliśmy do samochodu z przeczuciem, że coś się stanie i tak było, samochód nie chciał odpalić! Kolega spanikowany wybiegł i chciał na nogach opuścić las, ruszył zanim drugi, lecz go nie dogonił. Stwierdzliliśmy, że musimy jakoś odpalić auto, żeby go dogonić. Po 15 minutach walki z maszyną udało się. Ruszyliśmy za kolegą. Po okolo 500 metrach dogoniliśmy kolegę, który stał jak wryty, cały blady i patrzył w naszym kierunku. Spytaliśmy, co się stało, odpowiedział - "Ten facet w czarnym nas ochraniał, te ślady były prawdziwe, ten potwór jest za wami...".
+
Minęła godzina, a my byliśmy coraz bardziej wystraszeni, otaczającym nas lasem. Około godziny 23 postanowiliśmy, że wracamy. Wsiedliśmy do samochodu z przeczuciem, że coś się stanie i tak było, samochód nie chciał odpalić! Kolega spanikowany wybiegł i chciał na nogach opuścić las, ruszył za nim drugi, lecz go nie dogonił. Stwierdziliśmy, że musimy jakoś odpalić auto, żeby go dogonić. Po 15 minutach walki z maszyną udało się. Ruszyliśmy za kolegą. Po około 500 metrach dogoniliśmy kolegę, który stał jak wryty, cały blady i patrzył w naszym kierunku. Spytaliśmy, co się stało, odpowiedział - "Ten facet w czarnym nas ochraniał, te ślady były prawdziwe, ten potwór jest za wami...".
 
[[Kategoria:Opowiadania]]
 
[[Kategoria:Opowiadania]]
 
[[Kategoria:Legendy miejskie]]
 
[[Kategoria:Legendy miejskie]]

Wersja z 14:58, 5 maj 2016

Było to w lany poniedziałek. Razem z grupką przyjaciół (sześciu chłopaków, w tym ja i jedna dziewczyna) wybraliśmy się do lasu, aby zrobić ognisko, czym chcieliśmy uczcić nadchodzące dni wolne dla części z nas. Około godziny 18:03 rozpaliliśmy ogień i powoli dokładaliśmy do środka gałęzi, patyków i papieru. Cały czas towarzyszyło nam uczucie niepewności i lęku, do którego początkowo nikt nie chciał się przyznać. Było jeszcze jasno, może to dlatego.

Siedziliśmy, piekliśmy kiełbaski i inne smakołyki, siedząc na kocu. Powoli robiło się ciemno i każdego zaczęły przechodzić dreszcze. Około 20:00 poszedłem z kolegą po jeszcze trochę drewna na opał. Po drodze kolega zauważył dziwne ślady na ścieżce, mimo, że wcześniej ich tam nie było. Stwierdziliśmy, że to zignorujemy i szliśmy już nieco szybciej po drewno.

Po chwili usłyszeliśmy z miejsca, gdzie była reszta przyjaciół dziwne odgłosy, coś jakby "Zostaw! Zostaw go! Ratunku!". Rzuciliśmy zebrane drewno i wróciliśmy do grupy. Powiedzieliśmy o zdarzeniu, lecz oni byli potwornie wystraszeni, widząc nasze miny. Te dziwne odgłosy słyszeliśmy tylko my! Trochę się uspokoiliśmy do momentu, kiedy to koleżanka krzyknęła, że za drzewem widziała czarną postać. Reszta się śmiała, ale nie ja i kolega, z którym byliśmy po drewno. Wiedzieliśmy, że coś tu jest nie tak.

Minęła godzina, a my byliśmy coraz bardziej wystraszeni, otaczającym nas lasem. Około godziny 23 postanowiliśmy, że wracamy. Wsiedliśmy do samochodu z przeczuciem, że coś się stanie i tak było, samochód nie chciał odpalić! Kolega spanikowany wybiegł i chciał na nogach opuścić las, ruszył za nim drugi, lecz go nie dogonił. Stwierdziliśmy, że musimy jakoś odpalić auto, żeby go dogonić. Po 15 minutach walki z maszyną udało się. Ruszyliśmy za kolegą. Po około 500 metrach dogoniliśmy kolegę, który stał jak wryty, cały blady i patrzył w naszym kierunku. Spytaliśmy, co się stało, odpowiedział - "Ten facet w czarnym nas ochraniał, te ślady były prawdziwe, ten potwór jest za wami...".