Creepypasta Wiki
Nie Ten artykuł wymaga poprawy!

Jeśli masz na niego pomysł zajmij się nim. W przeciwnym razie zostanie usunięty.

Siedzałem przy moim bracie na krześle,on leżał na łóżku. Spał. Nie wiedziałem Kiedy się obudzi,siedziałęm przy nim prawie całe dnie. To jedyne co mogłem w stanie robić od kiedy zachorował. Wszystko zaczeło się 2 miesiące kiedy miasto zaczeło popadać w ruine po ataku terorrystycznym. Zrzucili dziwny gaz po czym każdy praw

Comment 49l6dId4P0Lwp8HmqyoOFz5JmfpIs0rf

ie zmarł,najprawdopodobnioe jesteśmy ostatnimi ludzmi w tym mieście albo jednymi z nielicznych. Kiedy się obudził spojrzał na mnie wyczerpaną twarzą. Z jego twarzy schodziła skóra,wypadło mu mnóstwo włosów z głowy,więc z daleka wyglądało to jakby był łysy. Jego gałki oczne były prawie że czarne,tylko po dłuższym wpatrywaniu można było zauważyć tęczówke.Również jego organizm został mocno osłabiony więc najmniejszy ruch powodobał nagłe zasłabnięcie.  Kiedy się obudził zaczoł wymiatować. Po chwili przestał poszedłem po wode dla niego oraz ręcznik żeby sprzątnąć wymiociny z dywanu. Podeszłem do lodówki, otwierając ją spostrzegłem się że pożywienia starczy nam już tylko na jeden dzień. Kiedy wróciłem do pokoju brata podałem mu wode koła niego a ja zaczołem sprzątać jego "odchody". Kiedy skończyłem sprzątać zauważyłem że nawet nie drgnoł. Zapytałem czy mam ja go napoić.Nie odezwał się.Zapytałem ponownie,ale poraz kolejny nie uzyskałem odpowiedzi. Dotknołem go i po raz trzeci zapytałem. Ten dalej leżał w milczeniu,domyśliłem się najgorszego,lae niebyłem pewny więc sprawdziłem puls. Moje obawy się potwierdziły. Klękłem przed łóżkiem i zaczołem cicho płakać,obiecałem mu że z tego wyjdzie ale zawiodłem. Zawiodłem, przysięgałem mu że z tego wyjdzie a gdy wyzdrowieje to uciekniemy z tego zrujnowanego miasta. Podiosłem jego ciało i zaniasłem go do piwnicy, wykopałem dziure żeby jego ciało się zmieścieło, kopałem przez 2 godziny ale się nie zmęczyłem. Przeżyłem z nim i tą chorobą tydzień więc byłem bardziej "wytrzymalszy". Gdy skończyłem wsadziłem tam jego ciało,odmówiłem modlitwe i go zakopałem. Wróciłem do jego pokoju,przebrałem pościel i się położyłem. Byłem smutny i zarazem wściekły, każdej nocy się zastanaoiałem czemu władze z innych miast nam nie pomogom. Leżałem tak i myślałem,aż w końcu wstałem,ubrałem się i wyruszyłem w miasto. Idąc Patrzyłem na splądrowane budynki,wraki samochodów oraz gień utrzymujący się w różnych domach przez całe dnie. W końcu znalazłem mały sklepik z wielkimi wybitymi szybami, drzwi wogóle nie było więc nie miałem problemu z wejściem do środka. Regały były poprzewracane,były w nich dziury,produkty które były już przeterminowane leżały na ziemi, lada z kasą były w miare porządku. wziołem pare "jeszcze" dobre jedzenie. Poszłem na magazyny,rozejrzałem się,jednak nic interesującego nie zobaczyłem. Gdy chciałem z tamtąd wyjść usłyszałem jakiś szum,jakby radiowy oraz zniekształcony głos. Od razu wróciłem i zaczołem szukać miejsca dzwięku. Po kilku minutach szukania znalazłem za pudłami mały pokoik. Była tam kanapa,lodówka,mały stolik z krzesłem oraz radio. Upuściłem wszystkie przedmioty które trzymałem z szoku,podbiegłem do radia,wyprostowałem antenke i zaczołem kombinować jak dać sygnał. Gdy tak główkowałem zauważyłem jakiś cień za mną. Udawałem że go niewidze,gdy był dość blisko sięgnołem za patyk na ziemi i się zamachnołem do tyłu. Tajemnicza postać jednak unikła ataku gdy na niego spojrzałem zorientowałem że ma na sobie gómowy strój oraz maske przeciw gazową,na lewej piersi widniała mała flaga Ameryki. Pomyślałem że w końcu będzie dobrze, jednak na wszelki wypadek dalej trzymałem broń w pogotowiu. Mężcyzna powiedział żebym się nie bał i wyszedł z nim na zewnątrz. Nie byłem pewny czy ryzykować, jednak nie miałem zbyt wyboru i się zgodziłem dalej dzierżąc broń. Na dworzu była mała grupka ludzi oraz bardzo podobnie do mężcyzny który mnie odnalazł,będe ich nazywał AP. Ludzie z AP powiedzieli że musimy odejść z miasta z względu na dużą toksyczność Genu P. Nikt się nie przeciwstawiał i wszyscy szybkim krokiem opuściliśmy miasto. Po godzineie wędrówki dotaliśmy do lasu w którym była mała wioska. Były tam małe domki,zagroda z zwierzęntami oraz coś w stylu placu zabaw dla młodszych ocalonych. Przydielono każdemu z nas po domku w którym znajdowało się łóżko. stolik z dwoma krzesłami,kuchenka na drewno oraz ogródkiem. Gdy wszyscy się usytułowyłaliśmy,zebrano nas w miejscu coś na wzór sceny. Jeden z AP wszedł na "scene" I zaczoł mówić że jesteśmy im potrzebni do stworzenia lekarstwa na Gen P i że nikt nie może uciec poza wioske bo i tak zginiemy. Wtedy zapytał czy ktoś się żle czuję,jeden mężczyzna podniusł ręke,faceci z AP spojrzeli się na siebie,podeszli do niego i zabrali go gdzieś za scene w głąb lasu. Po 10min wrócili sami... . Człowiek z AP kontynułował swój przewód mówiąc nam że tą wioske chroni specialnie stworzona bariera z stucznej bakteri którą sami stworzyli która chroni przed Genem P,Jednak nie będzie się utrzymywać wiecznie,więc mamy z nimi współpracować. Poczułem że nie zależy im na tym abyśmy przeżyli tylko na tym aby sami się mogli ochronić. Na koniec powiedziano nam że zaraz pójdziemy na specjalne badania i że nam podadzą sczepionki. Podiękował za uwagę i poszedł. Nas zaprowadzono na "badania" gdzie tylko się pytali o takie rzeczy jak to co jedliśmy gdy bylyśmy w mieście itp. Potem mogliśmy wrócić do domu na resztę dnia. Spojrzałem na swój nowy zegrek,które wszyscy dostali od AP. Była godz 18:00 więc uznałem że pujde spać i w końcu się wyśpie. Położyłem się w łóżku,i gdy już prawie snołem usłyszałem jak faceci z AP gadają o tym że jeśli nie uda się uzyskać lekarstwa albo oczyścić ziemi to cała ziemia opustoszeje. Wtedy się domyśliłem że mówiąc "że cała ziemia opustoszeje" to nie tylko moje miasto zostało zarażone, lecz cały świat. To był kolejny moment kiedy chiało mi się tylko płakać, mówili też że jesteśmy najprawdopodobniej ostatnimi ludzmi na ziemi. Następnego dnia o 7:00 wszystkim kazano odać krew do badań potem mieliśmy iśc do lasu narąbać drzewa,ale tylko w obszarze gdzie jest bariera,następnie mieliśmy zająć się zwierzętami a na koniec część miało przygotować posiłek,w tym ja. Gdy wszystko było gotowe i zaczeliśmy roznosić obiady do domków,gdy nareście rozniosłem posiłek i sam go spożyłem,spojrzałem na zegarek,była 18:00. uznałem że znowu pójde spać o tej godzinie bo byłem przemęczony,jednak zanimzasnołem zauważyłem że na zegarku też pisze data miesiąc i rok,data jaka była to26.09.2019. Po tym odrazu zasnołem. Nie będe opisywał następnych dni bo wszystko toczyło się tak samo,to po prostu stało się rutyną. Po miesiącu jednak zauważyłem zę jest przynajmniej połowa mniej ludzi niż kiedy tu przybyliśmy. Tym razem nie robiono nam badań tylko zabrali kilka osób a reszta miała dzień wolny, sędziłem ten dzień na myśleniu o tym co się stało z tymi ludzmi. Kolejne miesiące mijały tak samo oprucz tych dni wolnych gdzie brano kilka osób których już potem nie widziałem. Aż nadszedł dzień 11.03.2020. Obudziłem się i poszedłem tam gdzie zawsze na badania,jednak gdy tylko otworzyłem drzwi zastałem tych z AP. Cofnołem się troche,powiedzieli mi że jestem ostati tylko z jednego powdu. Zaprowadzili mnie do pomieszczenia gdzie była tylko jakaś komora,zamkneli za sobą drzwi i powiedzieli że mam tam wejść. Zapytałem czemu. Odpowiedz mnie zamurowała. Chcieli mnie tam umieścieć żeby wytworzyć antidotum i sami się uratować a ja im bym na to pozwolił bo mam dziwną mutacje genetyczną która sprawia że nie moge zachorować na Gen P chcieli pobrać ze mnie cała krew i stworzyć z tego lekarstwo na Gen P,tylko że wtedy zginę. Zaczołem uciekawywarzając drzwi,biegłem w stronelasu,przed oczyma zaczeły się pojawiać jakieś światła. Obudziłem się z koszmaru,z koszmaru który na szczęscie nie istniał. Odetchnołem z ulgą i poszłem do kuchni i spojrzałem na zegar. Zamarłem. Data to 18.09.2019. Dzień ataku terrorystycznego