Creepypasta Wiki
Advertisement

Właśnie wracała ze szkoły. Siedziała na tylnym siedzeniu szkolnego autobusu, ciągle skrobiąc coś ołówkiem w notesie. Nazywała się Rachel Overland.

Była ona jedną z najbardziej uzdolnionych plastycznie i przy okazji najładniejszych dziewczyn miejscowej szkoły. Już od długiego czasu wiele dziewczyn ( w tym nawet te dużo starsze ) zazdrościło jej urody, mimo że miała jedynie 15 lat. Była smukłą dziewczyną o jasnej karnacji. Jej rude włosy opadały jej na ramiona, spływając falami aż do pasa, a skóra była nieskazitelna - doszukanie się na niej jakiegokolwiek pieprzyka lub przebarwienia było równe niemożliwemu. Była czysto porcelanowa. Jednak największym jej atutem były jej turkusowo-granatowe oczy, które ( jak to ludzie mówili ) były zawsze uśmiechnięte. W związku z jej wyglądem Rachel miała wielu zalotników, jednak nie potrzebowała chłopaka - była po prostu wolnym duchem.

Ogólnie była lubianą osobą - zawsze uśmiechniętą, zabawną, skorą do żartów. Mimo to czuła się bardzo samotna. W dziennej rutynie nikt nie dostrzegał, że pod jej "maską" kryła smutek i ból. Nie miała nawet przyjaciół. "Tylko by się o mnie martwili" pomyślała po czym westchnęła.

Gdy autobus zatrzymał się pod przystankiem najbliższym jej "domu", przełknęła ślinę i odruchowo dotknęła wielkiego guza na tyle głowy. Jako iż był szczelnie ukryty pod kurtyną włosów tylko ona o nim wiedziała.

Gdy tylko przekroczyła próg budynku usłyszała wrzask. Odruchowo schyliła się gdy szklanka rozbiła się tuż nad jej głową.

- CO TO MA BYĆ ?!

- Em....

- PYTAM SIĘ!!! - krzyczał jej ojciec wskazując na stół. "O cholera" pomyślała "Zapomniałam posprzątać po śniadaniu"

- To tylko miska... już to...

- NIE!- krzyknął i uderzył ją w policzek. Poczuła jak napływają jej łzy do oczu. Schyliła się przed następnym ciosem i uciekła z domu. Pobiegła do najbliższego parku. Usiadła pod drzewem i zaczęła płakać. Myślała o swoim życiu. Jej matka rozwiodła się z ojcem gdy stał się alkoholikiem. Rachel miała wtedy 8 lat, ale dokładnie pamiętała jak bił jej mamę. Gdy w końcu się z nim rozwiodła prowadziły szczęśliwe życie. Do czasu.... Jakieś dwa lata temu jej mama zginęła w wypadku samochodowym. Wtedy z braku innych krewnych musiała zamieszkać z powrotem z ojcem. Od tamtej chwili jej życie było piekłem....

- Rachel? - usłyszała głos obok siebie. Podniosła głowę. Była to Lizzie - jej znajoma z klasy. Blondynka patrzyła na nią z niepokojem - Coś się stało? Od kiedy ty się smucisz?

Wtedy coś w niej pękło. Wszystkim się wydawało, że ma cukierkowe życie. Że oni mają większe problemy. Ale oni nic nie wiedzieli....

- A nie mogę?! - wykrzyczała - Że niby nie mam zmartwień?! - krzyknęła po czym wybiegła z parku zostawiając dziewczynę z rozdziawionymi ustami.

Na szczęście jej ojciec spał. Pobiega do swojego pokoju i trzasnęła drzwiami. Siadła przy ścianie, podkuliła kolana i schowała głowę. Skulona w ten sposób zaczęła płakać. Po jakimś czasie ni stąd ni zowąd zerknęła na biurko - leżała na nim strugawka. Nagle ogarnęła ją pewna myśl. Wzięła ją i wyłamała żyletkę.

- To ponoć pomaga.... - westchnęła i przejechała nią sobie po ręce. To była prawda - od razu czuła się lepiej.

Minęło kilka tygodni, a cięcie się stało się jej codziennością. Do tego stała się cicha i wiecznie smutna. Niegdyś piękna teraz była blada, smutna, wychudzona, a jej policzki się zapadły. Nawet jej oczy straciły wesołą iskrę. Nie była to już ta sama dziewczyna... od kiedy dała upust swoim emocjom zmieniło się wszystko.

Gdy pewnego dnia na lekcji języka francuskiego, znowu cięła się w ostatniej ławce zauważyła to jej nauczycielka - pani Dods

- Rachel! Boże dziecko co ty najlepszego wyprawiasz?! - krzyczała

-Niech się pani tak nie drze - syknęła

- A te rysunki... - wskazała na jedno z jej arcydzieł. Ostatnio spodobało jej się rysowanie smutnych bądź trochę psychopatycznych rzeczy. Ten rysunek przedstawiał wisielca.

- ZAMKNIJ SIĘ - wydarła się Rachel

Rachel leżała w kuchni okrutnie pobita.

- JAK ŚMIAŁAŚ - darł się jej ojciec. Spodziewała się tego. W końcu mało kto cieszy się, że jego dziecko zostało wyrzucone ze szkoły. Jeszcze raz ją uderzył wyrwaną nogą od krzesła po czym odszedł przeklinając. Dziewczyna jednak tam została skulona z bólu i strachu. Po chwili ogarnęło ją inne uczucie - niewyobrażalna wściekłość. Jej psychika została teraz zniszczona. Pragnęła zemsty. Na ojcu - za to, że był tym kim był, na Lizzie - gdyby się nią nie przejmowała jak inni nic by się nie stało, ale przede wszystkim na pani Dods - gdyby nie zadzwoniła po ojca lub siedziała cicho nic by się nie stało.

Podniosła się powoli po czym chwyciła największy nóż kuchenny. Przechodząc przez przedpokój przypadkowo zerknęła w lustro. Z jej pięknych oczu leciała krew niczym łzy. "Jakiś nerw musiał mi puścić gdy płakałam..." pomyślała. Weszła powoli do sypialni ojca.

-Dobranoc tatusiu. - szepnęła po czym podcięła mu gardło.

Wróciła na dół po czym zerknęła jeszcze raz na lustro.

-Co by tu z tym zrobić... - westchnęła - No pewnie! - krzyknęła patrząc na maskę zawieszoną na ścianie. Przedstawiało ona roześmianą twarz. Była porcelanowo biała z wyjątkiem fioletowych ust i obwódek wokół oczu. Usta i oczy były wygięte w taki sposób jakby się uśmiechały. Rachel założyła maskę i jeszcze raz zerknęła w lustro. Zauważyła że poplamiła się krwią - Przebiorę się! -powiedziała do siebie.

Wesołe i kolorowe ubranie zmieniła na czarne leginsy, fioletową bluzę z kapturem i trampki tego samego koloru.

-Czas się zemścić- mruknęła

Wracała właśnie z domu Lizzie. Teraz już nie pomyśli, że była szczęśliwa, ale ona za to będzie wiecznie. Jej usta zostały tak przyszyte do policzków aby mogła się już zawsze uśmiechać, a wargi zostały usunięte. Zewnętrzne kąciki oczu przybiła szpilkami w taki sposób aby też były wesołe. Na koniec po tych wszystkich torturach poderżnęła jej gardło. Teraz szła w odwiedziny do pani Dods.

Weszła przez okno na drugie piętro domu i usiadła na korytarzu. Chciała na nią poczekać. Gdy tylko nauczycielka weszła na korytarz przygwoździła ją do podłogi.

- Zostaw mnie szatanie!

- Czy wyglądam na szczęśliwą? - spytała nie zwracając na nią uwagi

- T-tak dziecko... a teraz proszę cię puść mnie - powiedziała rozpoznając uczennicę

- A teraz? - spytała ściągając maskę. Jej twarz była pokryta czerwonymi łzami, a oczy puste - jakby nie obecne. Była pozbawiona jakichkolwiek emocji. Nauczycielka krzknęła, a Rachel musnęła delikatnie jej twarz nożem.

- Nie martw się... ty wciąż możesz być szczęśliwa...

- K-kim ty jesteś?

- Ja? Oh... od teraz jestem Happy Mouth

Wpis z gazety:

"Policja odnajduje coraz więcej ciał. Morderczynią jest najprawdopodobniej zaginiona Rachel Overland. Większość ciał została zmasakrowana w dokładnie taki sam sposób. Morderca zostawia za sobą karteczkę z treścią:

" Są przeszczęśliwi, czyż nie? Happy Mouth "

Jeśli ktokolwiek napotka podejrzaną postać prosimy o natychmiastowe skontaktowanie się z policją"

Advertisement