Creepypasta Wiki
Advertisement

Historia może nie jest zbyt straszna, ale jest akurat prawdziwa.

Mój znajomy był w dzieciństwie harcerzem. Tak, wiem, sam tego nie lubię. Zdarzyło się to kiedy miał około jedenaście lub dwanaście lat, w okolicach Wrocławia. Jego zastęp był właśnie na jednej z typowych harcerskich wycieczek do lasu, jednego z tych większych, mieszanych.

Jak zwykle chodzili po krzakach, kiedy zaczynało się ściemniać. Mój przyjaciel był wtedy z partnerem i przysiągł, że słyszał za sobą kroki, zorientował się po szeleszczących liściach i pękających gałązkach, pobiegli więc do zastępowego, bojąc się jak to dzieci, że w lesie znajdować może się wilk albo coś gorszego. Chyba każdy tak miał jako dziecko, albo wilk, albo niedźwiedź, albo dzik.

Problem pojawił się, kiedy okazało się, że zastępowego nie było na miejscu, bo zajmował się mniejszymi dzieciakami, za to grupę kolegi bez ostrzeżenia przejął podzastępowy, który według opisów był typowym chamem — wąsy, kwadratowa twarz, palący codziennie chyba całą fabrykę Malboro. Zaczął, oczywiście paląc peta pod drzewem, powtarzać, że "to tylko jeleń" albo "grzybiarze szukają, co wam rodzice nie mówili?", co prawie rozwinęło się w jedną z tyrad w stylu "kiedyś to było".

Parę godzin później przy ognisku znowu usłyszeli kroki, coraz głośniej. Na szczęście był z nimi już i zastępowy, więc znajomy mu to zgłosili. W przeciwieństwie do swojego zastępcy, wziął sprawę na poważnie i powiedział dzieciakom, żeby były czujne, a także obiecał, że w nocy będzie ich pilnował. Działo się to w okresie, kiedy popularne było straszenie dzieci pumą, która rzekomo znalazła się w Polsce, więc od razu wiele dzieci z tym kotem właśnie skojarzyły kroki.

W końcu po parunastu minutach opowiadania zwyczajowych historii przy ognisku wszyscy zasnęli. Następnego dnia odnaleziono w paru namiotach dziury, zrobione tak, żeby można było przez nie spoglądać. Kilka dzieciaków zgłosiło zaginięcie rzeczy, a jedna z puszek z konserwami została znaleziona kilka metrów dalej od obozu, otwarta i opróżniona.

Rodzice zaczęli się oczywiście pultać, bo zagrożenie dla dzieci, itp. co dość wkurza mojego kolegę do tej pory, bo harcerstwo mu się spodobało, a przez ten incydent właśnie nie mógł się nim nacieszyć, bo jego psychiczna matka go wypisała.

Teraz się z tego śmiejemy, ale wtedy mojemu koledze ewidentnie nie było do śmiechu. Nikt nie wie do tej pory, kto wszedł do obozu tej nocy, dlatego pozwalam wam wyciągnąć własne wnioski.

Advertisement