Creepypasta Wiki
Advertisement
Postać-0

Ostatnimi czasy ja i moi koledzy wpadliśmy na pomysł, aby wejść do pewnego opuszczonego budynku i poznać jego historię. Zapowiadało się ciekawie, lecz jednak stało się to niemałą tragedią. Późną nocą wtargnęliśmy do opuszczonego szpitala, o którym mówiliśmy. Rozdzieliliśmy się, dwóch z nas poszło na 1 piętro, dwóch do kostnicy, a ja i mój kolega zeszliśmy do piwnicy szpitalnej. Wszystko wydawało się być spokojne, dopóty nasze latarki nie zaczęły szwankować. Kolega w pewnym momencie stwierdził że nie czuje się dobrze, ale ja parłem aby iśc dalej. Był to straszliwy błąd, im głebiej schodziliśmy. Tym sytuacja zdawała się wyłacznie pogarszać

Na końcu piwnicy, która sama w sobie była istnym labiryntem. Znaleźliśmy drzwi. Nie zyskały by one naszej uwagi gdyby nie były one zabrudzone krwia. Nie była to jakaś zaschnięta krew sprzed roku czy tym bardziej sprzed kilku lat. Była to świeża krew. Wtedy obaj zrozumieliśmy, że najlepiej będzie wycofać się z tego miejsca tak szybko jak to możliwe. Chciałem zawiadomić resztę o ewakuacji, ale jednak nasze odbiorniki zamiast działać, szumiały w nienaturalnie głośny sposób. Zestresowaliśmy się i bez namysłu zaczęliśmy szybkim krokiem wracać na powierzchnię. Wtedy to się zaczęło. Drzwi otworzyły się ze straszliwym hukiem, po czym coś wyłoniło się zza drzwi. Biała, chuda postać ze strasznie wydłużonymi kończynami spoglądała na nas. Przyjaciel spojrzał temu czemuś w oczy... Stworzenie zasłoniło twarz i zaczęło szlochać, po momencie łkanie zamieniło się w płacz, a płacz w krzyk. Biegliśmy jak tylko mogliśmy. Kiedy oddaliliśmy się na wystarczającą odległość postanowiłem skontaktować się z kolegami.

Udało się.

Kazałem im wynosić się ze szpitala najszybciej jak się da... wtedy przerwało. Szumienie krótkofalówki robiło się coraz głośniejsze, po wyłączeniu urządzenia usłyszeliśmy bieg. Zanim zdążyliśmy zareagować postać wybiegła z jednego z drobnych pokoików, i chwyciła mojego kolegę. Przerażenie nie pozwoliło mi się ruszyć, widziałem więc cierpienie mojego przyjaciela, który wiedział że wstąpi do Otchłani wraz z istotą, a jego dusza będzie potępiona na wieczność. Postać wbiła mu długie jak maczety szpony w brzuch, wyciągając z niego wnętrzności i wsłuchując się jego skowyt. Liczył na pomoc, której niestety nie mogłem mu udzielić. W jednej chwili oczy mego kolegi wypełniły się czernią, a postać spojrzała na mnie. Wtedy usłyszałem głos w mojej głowie... Miałem wybór. Odejść do Otchłani doświadczając takiego samego bólu jakiego doznał mój przyjaciel. Czy jednak pokojowo oddać się w głębie mroku bez możliwości ucieczki... Postąpiłem tak, jak uważałem... Oddałem się mu, lecz moja dusza cierpi bardziej niż jego... Przebijana tysiącami pocisków, w nieskończonej męce...

Advertisement