Creepypasta Wiki
Advertisement
Delete-icon.png Ten artykuł został oznaczony jako kwalifikujący się do ekspresowego skasowania.

Kolejna moja pasta xD więc kolejna prośba o uzasadnioną krytykę i informowania mnie o błędach :D

_____________________________________________________________________________________

Kira.jpg

Nieszczęście może spotkać każdego człowieka. Nikt nie chciałby być na miejscu tego chłopaka. Gnębiony przez inność. Sam siebie za to potępiał. Okaleczał się, zamykał w sobie, a nawet był agresywnie nastawiony do innych. Bił i znęcał się, mimo że tego nie chciał. Kierował nim tylko gniew i impulsywność. Nosił imię Kira, a jego wygląd był dość nietypowy. Trupioblada skóra, sine oczy, których tęczówki były mieszanką niebieskiego koloru z zielonym. Jego włosy były ciemnobrązowe. Nosił białą koszulę, a do niej czarny krawat, dżinsy i trampki. Jedno oko zawsze miał lekko zakryte grzywką.

Szedł ciemną ulicą. Powietrze cięły krople deszczu. Co chwilę krajobraz rozjaśniały błyskawice, a grzmoty przerywały ciszę. Nie obchodziło go, że moknie. Po tym dniu wszystko miał gdzieś. Wiedział, że lepiej w jego życiu już na pewno nie będzie. Z dnia na dzień czuł coraz większą nienawiść do ludzi i świata. Przed nim stanął wysoki, łysy mężczyzna w skórzanej kurtce, jasnych dżinsach i glanach.

- Wiesz co się dzieje z chłopczykami takimi jak ty nocą? - zapytał z głupim uśmieszkiem.

- Spływa to po mnie jak po kaczce... - odpowiedział bezczelnie Kira.

- Zabawny jesteś... - zaśmiał się, po czym wyjął nóż z lewej kieszeni kurtki - dawaj wszystko co masz, albo cię pokroję i pokropię sokiem z cytryny!

- No to pokaż... - prychnął brązowowłosy.

Oberwał z pięści w twarz. Wyglądał, jakby to go nie ruszyło, ale w rzeczywistości odczuwał niemały ból. Przyjął kilka kolejnych ciosów. Nadal stał prosto. Skinhead przestał go bić. Powoli czuł zmęczenie. Ze zdziwieniem patrzył na Kirę. Niebieskooki zaczął się śmiać, jednak sprawiało mu to ból przez poobijaną klatkę piersiową. Powalił łysego mężczyznę na ziemię umiejętnie wyrywając nóż z jego ręki. Rzucił ostrzem w drzewo, w które się wbiło.

- Boisz się... prawda? - cały czas się śmiał.

Facet przełknął ślinę. Po chwil, zamiast chłopaka widział przed sobą ogromnego, czarnego wilka o delikatnie świecących turkusowych oczach. Wyszczerzył swoje kły, ostre jak brzytwy. Zaczął warczeć. Chodził dookoła swojej ofiary. Nagle rzucił się na niego rozrywając zębami kurtkę mężczyzny, by dobrać się do jego brzucha. Próbował się bronić, ale wilk był o wiele silniejszy. Po kilku minutach z mężczyzny można było zbierać tylko kości, skórę i porozrywane ubrania. Wielki pies oblizał zakrwawiony pysk. Szybko uciekł zostawiając za sobą przez kilka metrów ślady krwawych łap.

Miasto od samego rana huczało o brutalnym morderstwie na osiedlowym chuliganie. Kira jadł śniadanie w kuchni razem z rodzicami i starszym bratem. W radiu słychać było wiadomości.

- Teraz to człowiek sam nie wie gdzie może czuć się bezpieczny... jak nie mordercy to jakieś agresywne dzikie zwierzęta... - zaczął ojciec chłopaków.

- Się nie zdziwię jak następny będzie Kira... - zaśmiał się Hiro. Od dziecka gnębił Kirę przez to, że siedemnastolatek był adoptowany, bo ich mama nie mogła już zajść w ciążę.

- A mam ci wsadzić ten widelec w oko?! - prychnął Kira.

- Ej! Tylko bez takich! - kobieta zwróciła im uwagę. Brązowowłosy zmarszczył brwi.

- Dobrze, mamo. - uśmiechnął się Hiro.

- Kiedy wy w końcu zaczniecie normalnie żyć w swoim towarzystwie chłopaki? Powoli mam dość tych waszych humorków! - wtrącił mężczyzna.

Kira wstał nerwowo i odszedł od stołu. Wsunął trampki na stopy.

- A ty gdzie?! - zapytała jego matka.

- Wychodzę! - wrzasnął. Wyszedł z domu, trzaskając drzwiami.

- A tego co ugryzło? - zdziwił się ojciec.

- Jakbyś nie pracował całymi dniami to byś wiedział... od kilku miesięcy odstawia takie cyrki... - odparła blondynka.

- Po prostu debil i tyle... - podsumował krótko Hiro.

Kira siedział na ławce w parku. Bawił się zapalniczką. W głowie miał burzę myśli. Wszystko dookoła go drażniło. Miał ochotę wybuchnąć. Jego umysł wciąż przeszywał głos, który mówił mu dziwne, okropne rzeczy. Słyszał tylko "Zabij! Zabij! Zabij!". To powoli stawało się nie do zniesienia. Ten potwór siedzący w nim, najwyraźniej chciał przejąć kontrolę. Z czasem coraz bardziej mu się to udawało. Po chwili ktoś przed nim stanął. Kira podniósł głowę. To był jego brat, Hiro.

- Co tu robisz? - zapytał oschle brązowowłosy.

- Matka kazała mi cię poszukać... lepiej wracaj do domu, bo oboje oberwiemy... wiesz, że ostatnio ma huśtawki nastrojów przez to, że tyje - wytłumaczył dwudziestolatek.

- Gdyby mnie to jeszcze jakoś obchodziło...

- Co cię gryzie?

- Nic takiego. Nie chcę o tym z tobą rozmawiać.

- Dobra, to chociaż chodź ze mną.

Bracia szli w milczeniu. Mieli już przechodzić przez pasy. Hiro zostałby potrącony, ale Kira skoczył przed auto. Z nieludzką siłą uderzył w maskę, wgniatając dziurę. Samochód gwałtownie się zatrzymał. Blondyn obserwował brata ze zdziwieniem. Kira nie sądził, że potrafi obudzić w sobie taką siłę.

- Hiro... spadamy! - krzyknął Kira. Zaczął biec. Hiro pogonił za nim. Po dziesięciu minutach byli już w domu. Chłopcy bez słowa poszli do pokoju blondyna.

- Jak ty to zrobiłeś?!

- A ja wiem?

- Boże... jesteś w tym domu tyle lat, a ja o tobie nic nie wiem!

- Może to i lepiej... uciekałbyś przede mną gdzie popadnie... a teraz sorry, idę do swojego pokoju. - mruknął Kira.

Kiedy chłopak wyszedł, Hiro zrobił dziwną minę. Zastanawiało go, co Kira miał na myśli. Dochodziła godzina pierwsza w nocy. Kira siedział zwinięty w kącie pokoju. Telepał się i szeptał dziwne rzeczy. Tupał stopą o podłogę i trzymał się za głowę. Kiwał się jakby miał chorobę sierocą. Gwałtownie wstał. Tymczasem Hiro grał na komputerze w gry RPG. Słyszał hałasy. Olał to. Pomyślał, że Kira znów lunatykuje i buszuje po mieszkaniu.

Minęło pół godziny, ale hałasy nie ustawały. Blondyn postanowił to sprawdzić. Kiedy wyszedł z pokoju, wszystko, jak ręką odjął, ucichło. Po chwili usłyszał warczenie dochodzące z sypialni rodziców. Podążył w tamtym kierunku. Otworzył drzwi od ich pokoju. Zobaczył coś, czego się całkowicie nie spodziewał. W powietrzu unosiła się obrzydliwa, metaliczna woń krzepnącej już krwi. Ojciec chłopaków leżał na podłodze rozszarpany i rozczłonkowany. Do tego jakiś duży, wilkowaty pies wyjadał wnętrzności ich matki zaplątany w jej jelita. Zwierzę odwróciło głowę w jego stronę. W pysku trzymał pokaleczony, jeszcze żywy ludzki płód. Chłopak miał ochotę zwymiotować. Od razu poznał te turkusowe oczy.

- Kira! - wrzasnął.

Pies przeżuł nienarodzone dziecko i połknął je, po czym wydostał się ze splątanych jelit blondynki. Hiro zaczął uciekać. Kira pogonił za nim. Chłopak schował się w kuchni, trzymając w dłoni duży nóż kuchenny. Wyszedł zza szafki, by sprawdzić teren. Niepotrzebnie. Kira stał w progu z wyszczerzonymi kłami. Hiro rzucił w jego stronę nożem. Chybił. Pies obserwował upadające ostrze. Po chwili znów skupił wzrok na swoim celu. Skoczył. Blondyn w ostatnim momencie złapał patelnię i uderzył nią brata w głowę z całej siły, chwilowo go ogłuszając.

Kira pisnął. Chłopak zaczął rzucać w niego czym popadnie. Pies wściekł się. To nie on tu był ofiarą. Zaatakował Hiro, powalając go na podłogę. Pazurami rozerwał skórę na jego brzuchu. Blondyn zaczął wyć z bólu. Kira powrócił do ludzkiej formy. Zaczął bawić się wnętrznościami swojego brata. Kiedy mu się to znudziło, spojrzał w oczy swojego brata proszące o litość. Brązowowłosy zaczął oblizywać dłoń z krwi. Drugą, lekko ścisnął serce Hiro. Zaśmiał się szyderczo.

- Twoja krew smakuje jak czekolada...

Kira-0.jpg

KiraTheMonster~~

Advertisement