Nazywam się Liu. Tak, Liu brat Jeffa. Jak przeżyłem sam w domu z psycholem, który przyłożył mi nóż do gardła... Ale to opowiem później. Zacznę od tego co się działo w poprawczaku i czemu ja, a nie Jeff tam trafiłem. Kiedy w domu zastaliśmy policję, od razu zwaliłem winę na siebie. Pewnie pomyślicie dlaczego? Otóż uświadomiłem sobie, że Jeff pobił ich w mojej obronie. Kiedy policja zabrała mnie do radiowozu, Jeff wybiegł i krzyczał:
W sumie nie wiem, czemu policja wierzyła mi, a nie jemu. Nie jest to ważne. Zabrali mnie do poprawczaka. Był to zgniło-zielony zniszczony budynek. Nie podobał mi się, ale już nie było odwrotu. Kiedy wysiedliśmy, z drzwi tego budynku wyszedł umięśniony łysy mężczyzna. Jak się okazało, był to sam dyrektor. Zaprowadził mnie do mojej celi czy co to tam było. Było tam jeszcze siedmiu ludzi. Trzech w moim wieku (czyli mieli po czternaście lat). Reszta miała po siedemnaście. Ten poprawczak nie wyglądał na miejsce, gdzie ludzie się poprawiają. Wręcz przeciwnie. Sądzę, że jak ludzie do niego trafiają, zmieniają się na gorsze. Dwóch siedemnastolatków było ogolonych na łyso.
Nikt się do mnie nie odzywał. I dobrze. Słyszałem, że jak w poprawczaku powie się coś nieodpowiedniego do nieodpowiedniej osoby, to ma się przerąbany cały pobyt w zakładzie. Siedziałem tak myśląc sobie, kiedy nagle zachciało mi się iść do toalety. Wstałem i poszedłem do owej ubikacji. Odwróciłem się i zobaczyłem 3 idących za mną. Dwóch dresów i jeden chłopak w moim wieku. Wiedziałem co zamierzają. Sprintem podbiegłem do drzwi i je otworzyłem. Zobaczyłem ich biegnących w moją stronę. Przytrzymałem drzwi, żeby nie weszli. Przeszkadzał mi ohydny smród wydobywający się z któregoś z kibli. Nie było to teraz ważne. Walili w drzwi, czułem że nie dam rady. Miałem racje. Weszli. Jeden dres uderzył mnie z pięści w nos. Upadłem. Reszta zaczęła mnie kopać. Ból był niewyobrażalnie silny. Ten sam dres, który mnie uderzył w nos złapał mnie za szyję i chciał włożyć moją głowę do tego śmierdzącego kibla. Tego było już za wiele. Uwolniłem całą moją energię. Wpadłem w furię. Myślę, że tak czuł się Jeff kiedy bił tamtą bandę. Wyrwałem się z uścisku dresa i z całej siły uderzyłem go w twarz. Jeszcze stał, więc kopnąłem go w jaja. Tego kopniaka nie mógł wytrzymać i upadł. -Co do cholery? - zaklnął drugi dres i rzucił się na mnie. Kiedy jego pięść była tuż przy mojej twarzy, złapałem go za rękę i zacząłem ją wykręcać. Wrzeszczał z bólu. Uderzyłem go w głowę, a on upadł. Pozostał więc tylko czternastolatek. Rozglądałem się i nie mogłem go znaleźć.
Następnego dnia nikt nie odważył się mnie wyzywać ani zaczepiać. Zachciało mi się do toalety – nikt za mną nie szedł. Załatwiłem się i wróciłem do celi. Chwilę później wszedł dyrektor poprawczaka i oznajmił mi:
-Co z nim? - Na razie ma całe ciało w bandażach-odpowiedziała mama -gdyby nie dziewczyna z sąsiedztwa, Jane, mógłby umrzeć.
- Co zrobiła?
-Upuściła gaśnice na siebie i straciła przytomność. Pojechaliśmy do domu. Dzień minął normalnie. Poszedłem spać i obudziłem się rano.
Ubrałem się w jeansy i niebieską bluzę i ruszyłem na autobus. Od kolegi usłyszałem że Jane wyszła. Wreszcie mogłem jej podziękować. W szkole na drugiej przerwie podszedłem do niej i powiedziałem:
Odchodząc usłyszałem chichotanie jej koleżanek. Usłyszałem że jedna powiedziała do Jane:
-Nie jest zła?! – Ona jest… Perfekcyjna! – krzyknął z radości - pasuje do mnie idealnie!
-A....! - Wrzeszczałem ale po chwili doznałem ulgi- Nie, nie umierałem, ktoś mnie gasił! Jakież wielkie było moje rozczarowanie kiedy zobaczyłem przed sobą twarz Jeffa z wiadrem -Cześć braciszku – To początek twojego make up’u –powiedział i pociął mi policzki na znak uśmiechu. Dopiero teraz mogłem dostrzec jego twarz. Nie miał on powiek i zrobił sobie taki sam uśmiech jak mi. Dopiero teraz poczułem, że kiedy się paliłem spalił się także sznur. Błyskawicznie chwyciłem nóż i dźgnąłem mojego brata w udo. Wyszedł a raczej wypełznął przez okno. Wiedziałem że wróci, więc ubrałem się w czarną dresową bluzę z kapturem i czarne dresowe spodnie. Pobiegłem do łazienki zobaczyć swoją twarz. To co zobaczyłem przeraziło mnie. Moja skóra wyglądała jak węgiel a na moich policzkach widniał uśmiech. Chciałem się rozpłakać ale nie było na to czasu. Ten psychopata mógł tu wrócić w każdej chwili. Pomyślałem, że nie mogę wyjść z tą twarzą. Pobiegłem do pokoju. Chciałem znaleźć coś odpowiedniego. Przeszukiwałem moje szafki. Wreszcie znalazłem to o co mi chodziło. Maska Anonymous była w sam raz.
Tak wygląda Liu -A więc jestem Anonymous – pomyślałem. Naciągnąłem kaptur na głowę chwyciłem mój nóż. Wybiegając z domu zobaczyłem w sypialni moich martwych rodziców. -Nie ma czasu ich opłakiwać - pomyślałem - zamiast tego mogę się zemścić Pobiegłem do lasu w poszukiwaniu Jeffa. Nie chciałem żeby zabił kogoś jeszcze. Myślicie pewnie czemu myślałem, że Jeff pobiegł do lasu. Wyobrażacie sobie rannego psychopatę na ulicy? Co byście w takim wypadku zrobili? Pewnie zadzwonilibyście na policję. I dlatego tak myślałem. Gdy dotarłem do lasu spodziewałem się usłyszeć jęki bólu. Jakież było moje wielkie rozczarowanie gdy usłyszałem psychopatyczny śmiech.
-Nie nazywaj mnie swoim bratem! – odpowiedziałem a raczej odkrzyknąłem Po chwili usłyszałem szelest w krzakach. Zacząłem kręcić się wokół siebie w celu obserwowania okolicy. Kręciłem się ciągle i nagle zobaczyłem przed sobą Jeffa. Jego kruczoczarne długie włosy opadały na jego pozbawione powiek niebieskie oczy. Poczułem jak adrenalina wypełnia moje ciało. Moje serce zaczęło bić mocniej i szybciej. Nie było czasu się zastanawiać. Zacisnąłem rękojeść mojego noża i rzuciłem się na mojego brata. Próbowałem dźgnąć go w samo serce. Sparował cięcie i kontratakował. Próbował trafić mnie w prawą rękę. Wykorzystując mój refleks szybko uniknąłem ataku i drasnąłem go w jeszcze krwawiące udo.
![]()
-Bogowie nie krwawią! -uśmiechnąłem się i spojrzałem na jego krwawiące udo. Niestety przez moją maskę uśmiechu nie było widać
-Nigdy! - odpowiedział ze złością Pomimo tego że skóra Jeffa była biała zrobił się cały czerwony ze wściekłości. O to mi chodziło. Zacisnąłem rękojeść mojego noża i czekałem aż prowokacja zrobi swoje. Nie musiałem długo czekać. Jeff od razu rzucił się na mnie. Zrobiłem szybki unik i dźgnąłem go w brzuch. Jeff padł na kolana. Zebrałem cała moją siłę i kopnąłem go w twarz. Morderca odleciał na kilka metrów. Podszedłem do niego a on błyskawicznie się zerwał. Nie byłem na to przygotowany. Nim zdążyłem cokolwiek zrobić dźgnął mnie w prawą rękę. Z bólu upuściłem mój nóż. Kopnąłem podchodzącego do mnie Jeffa. Szybko się schyliłem i podniosłem mój nóż. Podbiegałem do Jeffa ale nagle usłyszałem syreny radiowozów. Najwidoczniej jakiś człowiek usłyszał odgłosy walki i zawiadomił policje. Zostawiłem Jeffa i pobiegłem w las. Za sobą usłyszałem głos mojego brata:
- Do zobaczenia jutro na spotkaniu!
Tej nocy nie spałem. Myślałem o Jeffie i o jego pożegnaniu. O 20 przypomniało mi się. Zaprosiliśmy rodzinę Jane na kolacje! O tym spotkaniu mówił Jeff. Zebrałem całe moje siły i pobiegłem w stronę domu naszych sąsiadów. To co ujrzałem napełniło mnie poczuciem winy. Dom Jane stał w płomieniach a pod jej dom przyjechała karetka. Z domu wynieśli jakąś osobę. Była to Jane.
-To moja wina -myślałem - mogłem nie zapomnieć o tej kolacji!
- Jane?! – spytałem Jane. Widocznie mnie nie rozpoznała po głosie bo chwyciła nóż celując we mnie. Teraz dostrzegłem jej twarz. Miała na sobie maskę. Jak wyglądała ta maska dobrze wiecie. Zajęcia szermierki zrobiły swoje – uniknąłem ciosu i wytrąciłem jej nóż z ręki. Szybko podbiegłem do jej noża i go zabrałem. Jane była pozbawiona jakiejkolwiek broni.
-Nie nazywaj mnie Jeffem - rozkazałem
Wyglądała podobnie do mnie ale ja miałem włosy
Postanowiłem inaczej ją pocieszyć.
- Mów dalej – zachęcała Jane
- Czemu?- zapytała się Jane – Nie chcesz go zabić?
Jesteśmy mordercami.
Jesteśmy zabójczym duetem.
Nie odpuścimy. Jesteśmy zabójcami, jesteśmy zabójczym duetem, nie wybaczymy, nie zapomnimy, spodziewaj się nas.. Jeff
Nie zapomnimy.
_____________________________________________________________________________________
_______________________________________________________________________________________________________
![]() |
Przejdź do zawartości




