Creepypasta Wiki
Advertisement

- Zabił go? – Zapytała Kelly patrząc na Lee w oczekiwaniu na dalszą część.

Lee pokręcił przecząco głową

– To co się stało?

- Chwilka nie wiem gdzie skończyłem – I zaczął czytać dalej to co pisało w dzienniku Donna.

Chłopak napisał wszystko po wydarzeniach.

* * *

- Nie mogę tego zrobić! – Powiedział odkładając siekierę. Spojrzał na ojca w jego oczach pojawiła się łza.

- Wiedziałem, że tego nie zrobisz – W tym momencie upadł na kolana – Nie masz wystarczającej odwagi. Zawsze wiedziałam, że będziesz mięczakiem – Zaczął się śmiać – Słyszysz? Jesteś dla mnie nikim! Nikim! Nie potrafiłeś się nawet wyprzeć mnie gdy skazywali cię – Donn spojrzał na niego zdziwiony. Nie wiedział co robić. Zbierała się w nim potworna złość. Rosła z sekundy na sekundę – A Lili? Jak myślisz dlaczego wyjechała? – Donn zacisnął zęby. Chciał się uwolnić od tego i nie słyszeć co mówi ojciec – To wszystko moja sprawa. Wyjechali bo ojciec Lili był mi winien pieniądze i to bardzoDUŻE PIENIĄDZE. Dałem mu wybór… Albo odda mi pieniądze albo się stąd wyniesie z swoja parszywą rodziną! I zgadnij co zrobił? – Uśmiechnął się szeroko.

Był zadowolony z tego co zrobił. Z tego, że jego syn stracił jedyną miłość swojego życia. I to przez niego. Człowieka, którego uważał za ojca. Tak naprawdę był on potworem.

- Brzydzę się ciebie – Rzekł Donn podnosząc siekierę z ziemi – Nie zasługujesz na to by żyć.

- I co zabijesz mnie? – Donn uniósł siekierę.

- Taka śmierć nie była by bolesna. Tylko była by dla Ciebie ratunkiem – W tym momencie coś zaczęło dobijać się do drzwi piwnicy.

- Chyba nie zamierzasz… – Ojciec spojrzał na niego przerażony. Ale Donn uśmiechnął się i wszedł do góry po schodach – To oni! Oni nas zabiją!

- Zabiją? Może ciebie ale nie mnie – Donn otworzył zamek i odbiegł od drzwi. Wspiął się po biurku i otworzył klapę od wentylacji i wdrapał się do środka. Wychylił głowę by zobaczyć co się dzieje. Jedyne czego teraz chciał to zobaczyć jak ojciec umiera w potwornych męczarniach.

- Nie! – Krzyczał ojciec – Nie róbcie mi krzywdy – Do piwnicy weszli ludzie. Ludzi? Tak nie można ich było już nazwać. Byli chodzącymi śmieciami, które zarażone wirusem wyhodowanym przez ojca nadal żyły. Ich oczy połyskiwały i wpatrywały się w ojca. Podchodziły wolno. Kołysały się kuśtykały. Brody dotykały im mostka. Wydawali z siebie przerażające odgłosy sapania – Błagam! Ja nie chciałem! – Ojciec próbował wstać ale chora noga nie pozwalała mu na to. Trupy w końcu dotarły do niego. Donn odwrócił się aby nie patrzeć chociaż ten widok sprawiał mu przyjemność. Jego ojciec krzyczał gdy rozrywano go na kawałki. Martwi w końcu zakryli go całego… Odsunęły się gdy ich uczta została zakończona a caiało napełnione nowym mięsem ludzkim i krwią…

CIĄG DALSZY NASTĄPI…

Advertisement