Creepypasta Wiki
Advertisement

Kelly ogarnął paniczny strach, gdy spostrzegła wchodzące po schodach postacie. Chciała uciekać ale wiedziała, że to tylko pogorszy sytuację w której się znajdowała. Martwiła się również czy na pewno jej przyjaciele posłuchają ją. Nie chciała ich narażać na to wszystko. Już dużo straciła przez to. A to wszystko dlatego, ze musiała tutaj przyjechać.

Od początku znała całą prawdę. Wróciła tutaj. Chciała w końcu znaleźć swojego ojca, którego kiedyś zostawia. Nie! To nie ona go zostawiła. Zrobiła to jej matka jak ona była jeszcze w brzuchu. Nie przyszła na świat. Matka obiecała jej, że przyjedzie tutaj z nią i, że będzie mogła go w końcu poznać. Ale jej matka umarła gdy ona miała 16 lat. Obiecała jej, że wróci tutaj. I wróciła. Wiedziała o wszystkim i to najbardziej bolało. Narażała na to wszystko swoich najbliższych. Ale na ojcu, którego nigdy nie widziała zależało jej najbardziej. Przyjaciele to była rzecz drugorzędna.

Była w szoku, gdy znalazła ciało dziadka w lesie. Mu nie udało się uciec. Oni go złapali i zamienili w swojego. Ale jej matka wiedziała jak można się ich pozbyć. Wystarczyło odciąć martwemu głowę. Co musiała czuć córka, gdy zabijała ojca? Nie.. on już wtedy nie był jej ojcem. Był jednym z nich.

Teraz widziała w końcu swojego ojca. Siedział na fotelu przed nie rozpalonym kominkiem w ciemnym płaszczu. Spojrzał na nią. Była podobna do matki. Jak dwie krople wody…

- Nareszcie jesteś – Ojciec wstał z fotela i podszedł – Wybacz ten skromny komitet powitalny ale czekam na ciebie od 16 lat – Kelly spojrzała na schody. Wszystkie stwory stały na schodach i kołysały się. Patrzały w ich stronę.

- Jestem ojcze…Jestem… – Kelly spojrzała w końcu na jego twarz. Nie zmieniła się nic. Nadal był tym młodym chłopakiem, którego kochała jej matka.

- Moja córka… – Uścisnął ją… Wtedy zobaczyła jego prawdziwą twarz. Pomarszczoną i smutna. Twarz starszej osoby, która w życiu wiele wycierpiała – Wybacz mi, że w ten sposób potraktowałem twoich przyjaciół – Kelly odsunęła się na chwilę od niego.

- Oni tylko przeszkadzali.

- A ci dwaj co jeszcze żyją? Wiedzą coś?

- Wiedzą…

- Co?! – Ojciec podskoczył ze strachu. Przez chwilę w myślach Kelly przeszły okropne sceny. Nie istotny był Lee ani Darco. Ale nie chciała aby ginęli. Nie… oni musieli żyć dalej.

- Nic specjalnego… – Skłamała – Prawie nic… Widzieli tylko chodzących ludzi. Są przekonani, że to jakiś gang- Ojciec spojrzał na nią zdziwiony. Wiedział, że Kelly kłamie. Denerwowało go to ale nie chciał stracić córki.

- W takim razie niech odejdą…

***

Lee i Darco spojrzeli w niebo. Byli zniecierpliwieni. Od czasu aż wszystkie zmory weszły do domu nie widzieli niczego co by mogło przykuć ich uwagę. Kelly też nie było. Słońce pojawiało się coraz bardziej aż w końcu wyszło zza ciemnego lasu całe.

- Nie przyszła – Lee podniósł się z ziemi.

- Gdzie idziesz? – Darco zawołał za nim gdy chłopak poszedł w kierunku domu.

- Idziesz czy tutaj zostajesz? Nie zostawię jej tam w środku – Oboje wiedzieli, że Kelly gdzieś tam musi być. Wiedzieli też, że ONI też są tam w środku. Ale ważne było dla nich aby wyciągnąć z tego piekła Kelly. Kelly jeśli już jest po niej? Może nie warto nadstawiać przez nią karku? Nie! Ona była ich przyjaciółką. Tez by to dla nich zrobiła.

Niepewnym krokiem weszli do domu. Ogarnął ich chłód. Wszędzie było pusto.

- Kelly? – Krzyknął Lee… Jednak nikt się nie odezwał.

- Sprawdźmy wszystko. Ona gdzieś musi tutaj być… – Sprawdzili cały dom. Gdy spotkali się sami na dole poczuli strach a ich głowy wypełniły jedynie pytania. Gdzie ona jest? Było jeszcze jedno miejsce do, którego nie poszli… Piwnica…

Ostrożnie zeszli po schodach i oświecili światło. Całe pomieszczenie było w okropnym stanie. Lee podszedł do biurka i chwycił jeden z dokumentów. Ktoś wszystko podpalił. Nie było nic co by przetrwało. Wszystko poszło z dymem.

- Ktoś się chciał wszystkiego tutaj pozbyć… – Lee usiadł i oparł głowę o ręce

- Kelly… – Darco spojrzał na przyjaciela.

- Przecież nie myślisz? Dlaczego by miała to robić?

- Dlatego… – Darco pokazał mu zdjęcie. Była na nim kobieta podoba do Kelly Kelly mężczyzną obok, który trzymał jej rękę na brzuchu. Dziewczyna z pewnością była w ciąży.

- Nic z tego nie rozumie. Przecież to nie ma w ogóle sensu – Lee zastanawiał się przez chwilę… Ale nie umiał czegokolwiek wymyślić. Nic do niego nie docierało. Nic nie trzymało się kupy.

- Komuś bardzo zależało żebyśmy to znaleźli – Darco wyciągnął spośród szczątek dziennik. Jednak ten nie należał do Donna ale do Lili. Dziewczyny w której Donn był zakochany a którą stracił. Otworzył ostatnią stronę i przeczytał: „Ku pamięci mojej matki Lili, która odeszła z tego świata… Dla moich przyjaciół, których będę zawsze pamiętać… I dla mojego ojca z, którym zostanę już na zawsze…”.

Lee spojrzał na Darco.

- A więc ona wiedziała – Darco potwierdził głową.

- I odeszła…

- Czyli to koniec?

- Tak…

Oboje wzięli ze sobą dziennik i wyszli z domu.

THE END

Advertisement