Creepypasta Wiki
Advertisement

Ten dzień będzie istnym przekleństwem i wstępem do koszmaru w którym brałem udział.

Ten dzień zaczął się , a właściwie był normalny do południa kiedy dostałem SMS-a od mojego starego znajomego.
"Franek pomóż ,znalazłem coś co budzi we mnie niepokój i obawę.Podczas sprawdzania w bibliotece informacji o bunkrach niemieckich na terenie mojego miasta, znalazłem notkę o czarnym Monolicie, który znajdował się na malej wysepce zwanej przez mieszkańców wyspą diabła.Monolit ten ma emanować złą energią, chcąc to sprawdzić postanowiłem popłynąć tam ale nie sam, wiec czy nie popłyniesz Janek ze mną na wyspę diabła ?"

Po przeczytaniu SMS-a od Janka , zadzwoniłem do niego i zgodziłem się, choć nie wiedziałem wtedy w co się wpakowałem.Janek powiedział ze na wyspę popłyniemy od razu .Po spakowaniu się i zabraniu odpowiedniego sprzętu,przyjechał po mnie jego jeepem,bowiem nie mieszkam już w tym mieście od pewnej historii.Po dojechaniu na miejsce w którym Janek zawsze miał swoją łódkę, przeprawiliśmy się nią na tą nieszczęsną wyspę.Wtedy była prawie noc.Wyspa była mała, z kilkanustoma drzewami i krzewami, które tworzyły mały lasek.Od razu zauważyliśmy ten czarny monolit, po czym podeśliszmy do niego.Ten kamień, a właściwie po moim spojrzeniu kamienny obelisk wyglądał na umieszczony przez człowieka, z wszystkich stron pokryty był cyrylicą albo czymś podobnym. Jednak po zauważeniu kilkanaście znaków się powtarzało i tworzyło niezrozumiałe zdania: "la mayyitan ma qadirun yatabaqa sarmadifa itha yaji ash-shuthath al-mautu gad yantahi" oraz "Ph’nglui mglw’nafh Crh'ty R’lyeh wgah’nagl fhtagn".

Kiedy Janek zaczął deklamować te zdania, bo czytaniem tego nie można było nazwać,naszych uszów dopadł przerażający dźwięk jakby ktoś zaczął zdzierac skóre,wtem monolit samoistnie przekręcił się o 180°, po tym woda zaczęła bulgotać i wtedy,ta  Istota wyłoniła się majestatycznie z mrocznych odmętów. Ogromne, niczym Polifem i odrażające, istne monstrum z najgorszego nocnego koszmaru podpłynęło do brzegu podeszło żwawo do Monolitu, objęło go gigantycznymi, pokrytymi łuską ramionami, pochyliło ohydny łeb, po czym wydało kilka miarowych dźwięków.W thm samym czasie my schowalismy sie w krzakach i  próbowaliśmy być cicho,chcąc dostać się do łódki, której stwór nie zniszczył dziwnym trafem.postanowiliśmy dostać się do niej krzakami by nie wyjść z ukrycia ,jednak w trakcie czolgania się do niej,Janek ukuł się w palec i zakrzyczał.Stwór to usłyszał i nagle był już przy nas,złapał Janka i zlamal go w pół. Ja nie zważając na stratę przyjaciela, dotarlem do łódki i zacząłem płynąc w stronę miasta, jednak potwór chyba nie chciał żadnych świadków, bo rzucił ciało rozpołowione Janka i zaczął mnie gonić, jednak adrenalina i stres zrobiły swoje, bo po chwili dobilem do brzegu wsiadłem w samochód i odjechałem, mając na uwadze że Janek został zabity pojechałem na policję. Opowiedziawszy im o wszystkim,

Zostałem po raz drugi zabrany na wyspę, jednak nie było ani ciała ani monolitu ani potwora.Policjanci uznali to powiastkę za wymysł mojej chorej fantazji i umieścili mnie w psychiatryku,gdzie jestem do dzisiaj, zaś Janka lub tego co z niego zostało do dzisiaj nie znaleziono.

Advertisement