Creepypasta Wiki
Advertisement

Ciężko dyszę. Gniew wzbiera we mnie z każdym spojrzeniem na tego potwora. Stoi tylko kilka kroków ode mnie. Wysoki, chudy, niczym nie wyróżniający się młody mężczyzna. W dłoni trzyma nóż. Na jego białej koszulce widnieją rdzawe plamy. Krew. A przy jego nogach leżą... Boże... Mój ojciec, moja matka, bladzi, nieruchomi, z szeroko rozwartymi ustami. Wokół ich ciał powoli poszerza się czerwona plama.

Żołądek podchodzi mi do gardła, szybko przenoszę wzrok na jego twarz. Bezczelny uśmieszek, kpiący i okrutny. Patrzymy sobie w oczy, nieruchomi. Przeraźliwa cisza dzwoni mi w uszach. Zaciskam dłoń na rękojeści noża, bardzo mocno. On robi to samo. Ostrze jego noża lśni szkarłatem. Nienawidzę go, tak bardzo go nienawidzę. Zabiję go, zabiję, zabiję...

Czuję furię, rozpaloną wściekłość, serce wali mi jak młot, robię kilka kroków i szybki zamach. Nóż ze świstem przecina powietrze i kieruje się w jego stronę, wkładam w ten cios wszystkie siły. Uderzam i...

Lustro przede mną pęka na tysiące kawałków.


Autor: Adam Małysz

Advertisement