Creepypasta Wiki
Advertisement

Rozdział 1 – Poziom 0, A, B i C

Kiedy byłem małym dzieckiem uwielbiałem dwie rzeczy jakimi były Chip i Dale oraz gra na Pegasusie. Kiedy tylko dostałem na mikołaja grę „Chip & Dale Rescue Rangers” ucieszyłem się, to było spełnienie moich marzeń. Chciałoby się co?

Gra to była typowa platformówka z czasów Nesa i dziś na emulatorze jestem w stanie ją przejść w około 40 minut. Mimo swojej przeciętności bardzo wciągała, skłaniała do eksploracji, a fabuła była idealnym uzupełnieniem telewizyjnej serii.

Niestety, rok później mój ojciec sprzedał Pegasusa i gry, bo chciał zakupić Roześmianego Jacka w pudełku, za co ten go zabił, ale w sumie należało mu się.

Ostatnio na aliexpress kupiłem nową azjatycką podróbę Nesa, i po serii zatruwania życia mojemu koledze Rafałowi ten znalazł mi kopię Chip & Dale Rescue Rangers. Podziwiam go za to, bo przy ilości pracy u Pana Stasia to ledwo miał chwilę by zrzucić z siebie produkty przemiany materii. Oprócz tego dorzucił mi takie gry jak Gun Nac, Super Spy Hunter oraz jakieś badziewie o nazwie Godzilla: Monster of Monsters, ale liczyły się moje ulubione wiewiórki.

Po podłączeniu wszystkiego i uruchomieniu gry poczułem zalew przyjemnych wspomnień z grą, a 8 bitowy motyw z kreskówki ucieszył mnie jak idiotę. Pomyślicie, że to dziwactwo grać w tak stare gry, ale nie wymagały one DLC ani innych dziwnych rzeczy. Zresztą, gry na nesa to powrót do dzieciństwa.

Pierwszym bossem był ten charakterystyczny robot Dr Nimnula składający się z kilku chwytaków w kształcie rąk. Należało piłeczką rzucać w zielony punkt na szczycie robota by go zniszczyć. Kiedy wykonałem ostatni atak gra zglitchowała się. Ten glitch wyglądał tak, że dookoła było pełno czerwonych kropek, ale to co zauważyłem to kontury zakrwawionego noża....albo mi się wydawało, że była na nim krew, gdyż glitche były dość obszerne.

Wyjąłem kartridż, przedmuchałem i rozpocząłem grę od nowa docierając do bossa. Pokonałem go w ten sposób kończąc poziom zerowy.

Poziom A zaczął się tak jak pamiętałem z dzieciństwa – biegłem Chipem po czym musiałem wskakiwać na drzewie. Sprawnie dotarłem do bossa, ale tam działo się coś, co wywołało we mnie bulgotanie żołądka. No dobra, nie jestem tego pewny, bo miałem bigos na święta.

Cdrrscreem.jpg

Pokazał się czarno-biały glitch z dwoma jabłkami i Chipem, ale po chwili przełączyła się na widok, który mnie przeraził i to na poważnie. To nie był ten boss którego pamiętałem. Miał on głowę Spaślaka, a reszta ciała przypominała Smigola z Władcy Pierścieni.

Całość poziomu była czarno biała, a w tle były dwie wieże. Byłem zszokowany tym, że jako tło poziomu pokazały się słynne dwie wieże, które zbił Osama bin Laden Bushowi, ale to nie wszystko. Ta dziwna hybryda poruszała się po pajęczej sieci, jak Spiderman.

Po poziomie A byłem przerażony, chciałem wyłączyć grę, ale po chwili stwierdziłem, że jestem dzielnym graczem i nie boję się. Poza tym mam jedyną szansę, by dostać naklejkę „dzielnego idioty”, więc kontynuowałem grę wybierając poziom B.

To co ujrzałem mnie nie przeraziło, natomiast zszokowało i w pewien sposób obrzydziło. Teraz wiedziałem, że to durny hack, ale nie skłoniło mnie to do przerwania gry. Gra sama zmieniła mi postać na Dale'a, miał on na sobie czarne okulary, poziom wyglądał jak dom uciech cielesnych, w tle mogłem zobaczyć nagie antropomorficzne samice myszy...zupełnie jak Gadżet. Do tego motyw muzyczny – był inny. Dopiero do przysłuchaniu się zdałem sobie sprawę, że to kawałek „Addict” z kreskówki dla dorosłych „Hazbin Hotel” tylko w 8-bitowej wersji.

Hotel.png


Ta gra miała odbiorcę za idiotę. Nie jestem jakimś furrasem, by to mnie jarało, więc postanowiłem wykonać speedrun. Nie było to łatwe, bo armia półnagich myszy mnie atakowała. Za kogo ta gra mnie ma? Za admina pewnej strony o niebieskim jeżu czy za Yandere-deva?

Na szczęście to był poziom bez bossa i w ten sposób udało mi się dotrzeć do poziomu C.

Poziom C to nie było to do czego mnie przyzwyczaiła gra. Niby się człowiek łudził, ale jednak wiedział, że jak zwykle gra spróbuje odwalić coś głupiego. Z początku wszystko działo się normalnie – było to poziom w bibliotece, żadnej krwi ani pentagramów. Mogłem znów grać Chipem, ale coś przykuło moją uwagę – te książki miały na brzegach swastyki, a kangury próbujące we mnie trafił piłeczką tenisową były ubrane w mundury SS-mańskie.

Już wtedy wiedziałem, że ta gra to chora kpina z mojego dzieciństwa. Kpina z Brygady RR i wciągania Vibovitu, by poczuć się jak Tupac Shakur.

Boss, z którym przyszło mi walczyć wyglądał jak w drugiej części gry, tylko zamiast dźwigu do wyburzania był czołg Wermachtu. Mój szok szybko zamienił się w żądzę walki, którą wygrałem.

Uznałem, że to tylko głupi hack i nie ma tutaj nic takiego, co by mogło mi zrobić krzywdę.

Przyszła kolej walczyć z resztą poziomów....


Następny rozdział -> (już wkrótce)

Advertisement