Creepypasta Wiki
Advertisement

Ciemność.

Tylko tyle widziałem budząc się w nieznanym mi pomieszczeniu. Zapach krwi nie przemawiał do mnie niczym dobrym, przecież w tych czasach można się spodziewać wszystkiego. Kiedy moje oczy przyzwyczaiły się do mroku zacząłem rozglądać się po pokoju. Zdjęcia. Pełno zdjęć. Czyich? nie wiem, było na tyle ciemno, że nie udało mi się zobaczyć kto na nich był. Nagle usłyszałem dźwięk otwierających się drzwi...

[…]

Szedłem pewnym krokiem przed siebie. Budynki otaczały mnie z każdej strony, a wiatr rozwiewał moje gęste, ciemne włosy. Miałem wtedy około 17 lat i ledwo co przepuścili mnie do następnej klasy. Nie przychodziłem do szkoły, bo po prostu nie lubiłem towarzystwa i chaosu, który tam panował. Samotność to było to, czego potrzebowałem.

- David! - Usłyszałem znajomy głos z tyłu. Odwróciłem się o zobaczyłem Linę - jedyną osobę, której ufałem. Spojrzałem na szatynkę z góry - byłem dość wysokim chłopakiem.

- Od paru dni się nie odzywasz. - Powiedziała zmartwiona. - Bałam się, że coś mogło ci się stać.

- Nie mam ostatnio na nic czasu. - Wzruszyłem ramionami. - A co u ciebie? - spytałem po chwili niezręcznej ciszy.

- jak zwykle dużo nauki. Ty też mógłbyś się do niej zabrać. - Westchnęła. - Na pewno wszystko ok? - Spytała, aby się upewnić.

- Nic mi nie jest. - Odparłem krótko i ruszyłem dalej. Lubiłem Linę, ale tego czego najbardziej nie znosiłem to była przerwana chwila samotności. O tak, to zdecydowanie było najgorsze. Do czasu...

[…]

Obudziłem się, wiedząc, że znowu dostanę ochrzan od rodziców - albo dostawałem jedynki, albo chodziłem na wagary. Nie miałem z nimi dobrego kontaktu. W sumie, nawet nie miałem szczególnej ochoty na nich patrzeć. Pili wieczorem, rano wychodzili do pracy z kacem, wracali i znowu się upijali. Próbowałem z nimi o tym porozmawiać, ale nic to nie dawało. Po paru latach bezczynnej walki z ich nałogiem zrezygnowałem. Nie przejmowałem się tym zbytnio, tak samo jak moją przyszłością. Nie miałem nawet zaplanowanych studiów, o pracy nie wspominając. Wstałem i zacząłem się ogarniać. Szkoła - jedno z najgorszych miejsc. Dlaczego? Chyba każdy się domyśla. Tłumy ludzi budziły we mnie strach i złość. Jedno połączone z drugim. Spakowałem książki do plecaka i zarzuciłem go na ramię. Wyszedłem z domu niezauważony, kierując się prostą, kamienną drogą, jedząc przy tym śniadanie. Kątem oka widziałem rówieśników, którzy również szli do tego więzienia. Kopałem kamyk, nudząc się.

- Idź do lasu. - Usłyszałem nieznajomy głos w mojej głowie. Był to z pewnością męski głos..opanowany i cichy... Oszołomiony zaistniałą sytuacją zacząłem sobie wmawiać, że to tylko wyobraźnia. Lubiłem temat creepypast, duchów itp. Ale nie na tyle, aby w nie wierzyć. Podchodziłem do tego tematu sceptycznie.

- Nie daj się prosić. - Znowu go usłyszałem. Zdawał się mówić bardziej zniecierpliwionym tonem. W tamtej chwili miałem mieszane myśli. Poczułem, że nogi odmówiły mi posłuszeństwa i nie wiem dlaczego, ale po prostu bez słowa skierowałem się w stronę ciemnego lasu.

- "Nie będzie mnie dzisiaj w szkole. Przepraszam za tamto... ostatnio mam ciężki okres. David. " - Kliknąłem przycisk na telefonie wysyłając wiadomość do Liny. Była naprawdę fajną dziewczyną...śliczną i mądrą. Pomyślałem, że sms to trochę małe wytłumaczenie na moje zachowanie, więc spróbowałem zadzwonić. Nie odbierała. Spróbowałem jeszcze raz. Również nic. Westchnąłem.

- Może się obraziła. - Odparłem do samego siebie. Schowałem telefon i skręciłem w małą ścieżkę. Zastanawiałem się, po co tak naprawdę poszedłem do lasu. Po jakiś parunastu metrach stanąłem jak wryty nie mając odpowiedzi na to pytanie.

- Ten głos... pewnie to tylko skutek tego, że jestem niewyspany. - Pomyślałem. Zostałem tam jeszcze jakąś godzinę, słuchając przy tym muzyki. Nikogo nie zauważyłem.

Przez następne dni słyszałem ten sam głos. Namawiał mnie do pójścia do lasu. Ignorowałem to. Z kolejnymi dniami zaczęło mnie to mocno irytować. Z czasem moja teza na temat zmęczenia i zbyt bujnej wyobraźni stawała się mniej wiarygodna. Ten "ktoś" w mojej głowie chyba również traciło do mnie cierpliwość, bo z każdą prośbą naciskało jeszcze bardziej. Zastanawiałem się, czy nie iść z tym do psychologa. Po namowach samego zdobyłem się w końcu na odwagę i poszedłem do szkoły. Byłem pierwszy i ostatni raz na wizycie. Facet tylko machnął na mnie ręką i powiedział, że jest to spowodowane małą ilością snu oraz zbyt małego pobytu w towarzystwie innych osób. Nie przejęło mnie to, bo i tak wiedziałem, że ta postać istnieje. Z każdym dniem coraz bardziej w to wierzyłem. A Lina? Nadal nie dawała znaku życia. Nawet próbowałem pójść do jej domu, ale jej rodzice nie byli zbytnio ucieszeni moją obecnością. Uważali, że mam na nią zły wpływ. Także niczego nie dowiedziałem się na temat miejsca pobytu Liny. A głos nadal nie dawał mi spokoju. Nawet nocą dokuczały mi koszmary. Kiedy się po nich budziłem, czułem obecność kogoś obcego. Kogoś kogo na pewno nie chciałbym poznać.

Po jakiś trzech tygodniach ciągłego męczenia się z nieznajomym głosem ustał spokój. Cieszyłem się z tego powodu. Miałem go dość. Dość wszystkiego. Myślę, że powoli wariowałem przez ten stan. Przez kolejne trzy miesiące nie miałem problemu z tajemniczą postacią. Wszystko zaczęło się powoli układać. Coraz częściej i chętniej szedłem do szkoły. Jedynym problemem była Lina. Dziewczyna od dłuższego czasu nie pojawiała się w szkole. Zmartwiło mnie to.

Pewnego razu poszedłem do lasu z zamiarem posłuchania muzyki. Coraz mniej przejmowałem się dawnym problemem. Około godziny później udało mi się wejść na polane. Przez to, że tak pochłonęła mnie muzyka przestałem ogarniać teren i po prostu szedłem przed siebie. Trochę zmęczony chodzeniem usiadłem na chwile. Zakryłem twarz rękami. Byłem zmęczony i śpiący, ale wiatr pchał mnie dalej. Wstałem i już miałem iść dalej, kiedy poczułem czyjąś rękę na karku. Była lodowata i chuda. Odruchowo się odwróciłem i dostałem pięścią w twarz. Złapałem się za nią. Krew leciała mi z nosa. Przesunąłem wzrok na postać, leżąc na ziemi. Osoba … nawet nie wiem czy można to tak nazwać spoglądała na mnie z góry. Miała krótkie, białe włosy, szwy praktycznie na każdej części ciała. Miałem ochotę krzyknąć, lecz ze strachu nie mogłem wydusić ani jednego słowa. Spojrzałem na usta chłopaka - również były zaszyte. Wskutek mocno przyszytych szwów jego wargi krwawiły. Tajemnicza postać podeszła do mnie i łapiąc mnie za szyje podniosła do góry, przy tym dusząc mnie. Nie mogłem złapać oddechu. Próbowałem się wyrwać, lecz chłopak był ode mnie silniejszy, choć jego sylwetka nie przedstawiała tego - wyglądał jak anorektyk. Przed tym jak rozmazał mi się obraz ujrzałem tylko uśmiech na twarzy chłopaka. Przy każdym ruchu twarzą wargi coraz bardziej mu się rozrywały. Po dłuższej chwili zemdlałem.

Obudziłem się, ze strasznym bólem głowy. Rozejrzałem się, próbując coś zauważyć w ciemnym pomieszczeniu. Po chwili zdałem sobie sprawę, że jestem przywiązany do krzesła. Zacząłem się wiercić, chciałem się jakoś wydostać. Niestety liny, którymi byłem przywiązany były zbyt mocne, aby je rozwiązać, tym bardziej rozerwać. Miałem również zawiązaną chustę na ustach, pewnie abym nie mógł krzyczeć. Ledwo co ujrzałem niedaleko wiszące zdjęcia. Nie wiem kogo były, bo było zbyt ciemno, aby to zobaczyć. Przesunąłem się krzesłem do ściany. Starałem się być cicho, czułem obecność tamtej osoby. Po paru przebytych metrach zamarłem. To były zdjęcia Liny. Od lewej do prawej, wzdłuż ściany. Co najgorsze - od lewej do prawej zdjęcia przedstawiające Linę uśmiechniętą do Liny przywiązanej do krzesła, zakrwawionej... z zaszytymi ustami. Nie wiem nawet jak zdołałem ujrzeć tyle szczegółów w takich ciemnościach... Obawiałem się najgorszego.

- Widzę, że już zapoznałeś się z tym miejscem. - Usłyszałem śmiejący się głos w głowie. Lecz nie był on już teraz taki spokojny... wydawał się być przerażający. Spanikowany nie wiedziałem co robić. Po chwili można było usłyszeć huk otwierania domku. Światło dzienne wydostające zza drzwi przez pierwsze sekundy oślepiły mnie. Nagle poczułem znowu tą chłodną rękę. Jednym sprawnym ruchem chłopak zdjął mi chustę z twarzy.

- Czego chcesz?- Krzyczałem. - Zostaw mnie ! - Łzy napływały mi do oczu. Wiedziałem już, że Lina nie żyje... i że ja będę następny. Po chwili chłopak wyjął igłę i nić chirurgiczną z kieszeni. Z dumą im się przyglądał. Spojrzałem na niego przerażony, cały mokry od łez.

- Im mniej będziesz się ruszał, tym mniej będzie boleć.- Podszedł do mnie bliżej i szybkim ruchem wbił mi igłę w wargę. Zaczął zaszywać ją z drugą. W głębi duszy krzyczałem. Ból. To był ból, którego wcześniej nawet nie mogłem sobie wyobrazić. Po paru minutach wyjął nóż i rozciął mi kąty warg, w sposób po którym mi je tak naprawdę rozszerzył. Nie mogłem wytrzymać bólu, był nie do opisania. W tamtej chwili chciałem po prostu umrzeć. Śmierć była moim jedynym życzeniem. Chłopak nie przerywał swojej pracy, tyle, że teraz zaczął zaszywać rozcięte i krwawiące tkanki od połowy polików. Widziałem w jego oczach ekscytacje, jakby to była jego pasja...

Nie mam pojęcia ile trwał ten drastyczny zabieg... pół godziny.. godzinę? Po skończeniu byłem wycieńczony i ledwo co kontaktowałem. Okropny ból nadal mi towarzyszył. Wokół mnie była tylko wielka kałuża krwi. Rozwiązał mnie. Dotknąłem swoich warg i momentalnie się rozpłakałem. Mimo, że przy każdym ruchu buzią czułem rozrywającą się skórę, to nie mogłem przestać płakać. Otworzenie ust było czymś niemożliwym. Chłopak spojrzał na mnie ostatni raz z nożem w ręku. Wiedziałem, że to koniec.

- Jestem Anthony. - Uśmiechnął się. Miałem serdecznie dość jego idiotycznego głosu. Spojrzałem na niego z wyrzutem. Wygrał... a ja chciałem aby po prostu już to zakończył. Kontynuował

- Dziękuję, że mogłem odtworzyć na tobie tą piękną sztukę. Jesteś teraz jednym z nas, David.

[…]

WIADOMOŚCI : David P. i Lina K. zostali odnalezieni martwi w jednej z letnich chatek. Sprawcy na razie nie odnaleziono, jedynymi rzeczami, które były na miejscu morderstwa to zwłoki, zdjęcia i nić chirurgiczna.

Advertisement