Creepypasta Wiki
Advertisement

-To Pana ostatnia szansa! Albo Pan mówi całą prawdę albo gnijesz w więzieniu do końca swoich dni.-Powiedział cały wściekły Komendant.


-J-już tylko błagam niech Pan tylko da mi chwilę... To-to było tak.


W końcu! To moja szansa... Dzięki temu stażowi wejdę na sam szczyt! Moje marzenia się spełnią. Po tylu latach studiów, praktyk on mnie przyjął pod swoje skrzydła i będę kimś. Będę najlepszym naukowcem na świecie!" Pomyślałem ale wtedy... ach! Gdybym wiedział, że to się tak zakończy. Że będę musiał zrobić coś tak obrzydliwego... Wybrałbym się na kolejne kilka lat pedagogiki i został nauczycielem. Już to by było lepsze. Siedzenie z...z... dzieciakami było by lepsze niż takie okrucieństwo. Kiedy pierwszy raz wszedłem do tego laboratorium to zabrało mi ono dech w piersiach. Było ono dosyć duże dzieliło się na dwie części:


Główna część:


Była to część do której się bezpośrednie wchodziło. Białe ściany, duży stół na środku z zamontowanym metalowym kranem, dwa białe krzesła i białe kafelki jak w izolatce. Na stole były różne probówki, wielki mikroskop i inne takie laboratoryjne głupoty a pod nim w szafce znajdowały się chemikalia i środki czystości. Za blatem na całej ścianie rozciągał się rozległy regał na którym znajdowały się teczki z zapisami eksperymentów, książki chemiczne etc.


Druga część:


Znajdowała się ona naprzeciwko stołu w odległości dwóch metrów było one oddzielone pięćdziesięcio centymetrową ścianą a resztę oddzielało szkło o grubości dziesięciu centymetrów. W pomieszczeniu ściany były zrobione z miękkiej gumy, która w dotyku była podobna do gąbki. W prawym rogu oddalonym od szyby było metalowe łóżko z materacem i cienką kołdrą.


I szczerze... nawet nie zastanawiałem się po co było to łóżko... i taka gruba szyba. Byłem za bardzo zapatrzony w niego... Za bardzo zapatrzony w sukces. Pierwszy tydzień przeminął gładko. Można powiedzieć, że sprawdzał granice mojej psychiki, wiedzy. I zauważył jak mocno uważałem go za autorytet. Właśnie wtedy postanowił zdradzić mi swój sekret i co miał zamiar zrealizować. Oczywiście powiedział mi, że nie da sobie rady bez drugiej osoby. Osoby utalentowanej, wiernej, mądrej. Ten człowiek zamydlił mi oczy. I to zaczęło się tak... On bardzo uwielbiał pająki. Fascynował się nimi. Wszystkie eksperymenty jakie robił polegały na poprawie życia pająków, na ich wytrzymałości. Dlatego wielu uznawało go za obłąkanego bo bardziej dbał o potrzeby stawonogów niż ludzi. A tego wymagało się od naukowca, żeby ratował ludzkość a nie cholerne pająki. Teraz jak o nich pomyśle to mnie przechodzi gęsia skórka. Ale wracając. Pod koniec naszego ciężkiego dnia, było około dwudziestej. Zawsze ja się zbierałem pierwszy bo wieczorem on chciał mieć "prywatność". Ale tego dnia było inaczej, gdy byłem już przy drzwiach, żeby udać się do domu zatrzymał mnie i kazał mi usiąść na krześle naprzeciwko niego. Zestresowałem się trochę bo miał poważny wyraz twarzy jednak usiadłem i czekałem aż zacznie coś mówić... Powiedział, że mi ufa i chce, żebym to właśnie ja uczestniczył w jego przełomowym eksperymencie, który da "nowy obraz użyteczności pająków!". Testy zaczęliśmy na drugi dzień. Gdy wszedłem rano do laboratorium po drugiej stronie widziałem człowieka. Młody mężczyzna, miał może około dwudziestu pięciu lat? Ale to nie ważne. Ważne było to, po co on tam był. Również jak wszedłem zauważyłem na blacie małe terrarium z pająkiem. Był to sieciarz jaskiniowy. Jego trucizna nie była jakaś wybitnie mocna, powodowała co najwyżej opuchliznę i złe samopoczucie... Nie wiedziałem wtedy co chciał zrobić. On wprowadził tego pająka pod skórę tego chłopaka. On wcześniej naciął niewielką szczelinkę w nadgarstku tego chłopaka. … Mężczyzna był przykuty do łóżka z odsłoniętym nadgarstkiem i wsadzonym ręcznikiem do ust, która zapewne miała zagłuszyć jego krzyki…Ten pająk miał ponad pięć centymetrów. Jak o tym myślę to aż ciarki mnie przechodzą. Na początku widać było jak chłopak skrzywił się z bólu kiedy  on wprowadził pająka pod jego skórę. Ale potem sieciarz najwidoczniej go ugryzł bo „pacjent” zaczął się miotać i było słychać jego stłumione krzyki. Z bólu zaczęły lecieć mu łzy a przez jego skórę widać było jak pająk porusza się. A bardziej szamota. W trakcie eksperymentu on zaczął mi tłumaczyć o co chodzi dokładniej. Sieciarz jaskiniowy, który został wpuszczony pod skórę mężczyzny był samicą z jajeczkami. A w eksperymencie chodziło o to, żeby doprowadzić do symbiozy pomiędzy człowiekiem a pająkiem… „Ludzie idealnie nadadzą się na pożywienie dla młodych pająków i tych starszych, my jesteśmy tacy samolubni… przyszedł czas na podzielenie się czymś”. No Jezu Chryste! Ten chłopak zmarł po dwóch dniach. Jednak nie wyrzuciliśmy jego ciała. Pozostało po drugiej stronie laboratorium i zaczęło gnić. A pająki i jej nowo narodzone dzieci nie wydawały się narzekać na pożywienie. Inne gatunki też. Ofiar było z dziesięć... A pająki, które były jednym z najnowszych pokoleń urodzonych i przyzwyczajonych do życia w ludziach, zostały wypuszczone. Nie wiadomo gdzie teraz są i co się z nimi stało.

Prawa natury złamane!?[]

W [] w mieście [] odkryto zwłoki pięcioletniej dziewczynki jednak to co znaleziono w jej ciele było niebywałe, albo wręcz przerażające! W ciele zmarłego dziecka odkryto całą rodzinę pająków z gatunku czarnej wdowy. Połowa z organów, mięśni etc. w zwłokach dziewczyny zostały najprawdopodobniej wyjedzone przez stawonogi... Przyczyną śmierci było najpewniej wyjedzenie kawałków organów przez pająki, bądź odwodnienie...

Advertisement