Creepypasta Wiki
Advertisement

Około 2 w nocy cichy stukot na schodach wyrwał mnie ze snu. Od zawsze miałem z nim problemy, więc zignorowałem to i chciałem już wrócić w objęcia Morfeusza, kiedy zorientowałem się, że moja żona nie leży w łóżku obok mnie. Nieco zaniepokojony usiadłem na moment, zastanawiając się, gdzie mogła się podziać o tej godzinie. Wstałem, żeby zerknąć na korytarz, ale okazało się, że drzwi łazienki są otwarte i nikogo nie ma w środku.

Już miałem ją zawołać, kiedy moją uwagę zwrócił dźwięk czyjegoś oddechu. Kiedy podszedłem bliżej schodów, usłyszałem głos mojej żony, ale mówiła tak cicho, że nie potrafiłem wyłapać słów. Szloch i głośny oddech utrudniały jej szept, i przez chwilę pomyślałem, że oszalała. Z tego, co usłyszałem, zdawało mi się, że mówi sama do siebie. Gdyby krzyczała, pewnie jakoś bym interweniował, ale wydawała z siebie tylko ledwo słyszalne, trudne do zrozumienia pomrukiwanie, i to absolutnie mnie przeraziło.

Nadal więc słuchałem i udało mi się wreszcie wychwycić kilka niewyraźnych, aczkolwiek mających sens słów:

– ...jego... Nie mogę... Co?

Wtedy uświadomiłem sobie, że rozmawiała z kimś przez telefon. Poczułem ukłucie w sercu, bo od razu pomyślałem, że jedynym powodem, dla którego mogłaby szeptać do słuchawki na dole schodów o 2 w nocy, było to, że mnie zdradza.

Teraz nie mogłem już zrezygnować z podsłuchiwania. Wyrwałem się z półsnu, uważnie starając się wyłapać jakieś nazwiska czy inne szczegóły. Energicznym krokiem przeszła do kuchni, która znajdowała się zaraz przy schodach. Tak długo, jak stała blisko drzwi, mogłem usłyszeć mniej więcej połowę tego, co mówiła.

– ...przepraszam... nie mogę... nie wiem, gdzie są róże...

Zamilkła na moment, wchodząc głębiej w kuchnię.

– Powiedziałam... nie wiem, gdzie są róże...

Głos zaczął jej się załamywać. Wziąłem głęboki wdech w ciszy. O co jej chodziło z tym „nie wiem, gdzie są róże”? Czy chodziło o coś, co miałem przynieść dla niej, a tego nie zrobiłem? A może o róże, które dostała od tego nowego faceta? Próbowałem przezwyciężyć złość.

– Dobrze... Poszukam... ale... o tej godzinie, w nocy... Nie, nic...

Znów ucichła i otworzyła szufladę. Usłyszałem cichy brzęk.

– Nie... Ja... naprawdę...

Wciąż nie mogłem nic z tego zrozumieć. Nic z tej rozmowy nie dawało mi informacji na temat osoby po drugiej stronie linii, czy o tym, co planują.

– Znalazłam... Znalazłam róże...

Zamarłem. Co do cholery?

– Naprawdę... myślisz... mogę? Więc... zrobię to...

Gwałtownie przełknęła łzy. Ja, skonfundowany, słuchałem dalej.

– Zrobię to.

Powoli zaczęła wychodzić z kuchni.

Nagle uświadomiłem sobie coś i momentalnie popędziłem do drzwi wyjściowych. Szybko zaalarmowałem sąsiada, który zadzwonił na policję.

Cały ten czas kompletnie źle słyszałem słowo „róże”.


Jeśli ktoś miał okazję przeczytać pastę w oryginale, z pewnością zauważy sporą różnicę w tytule i równie znaczącą w samej treści. Próbowałam w ten sposób oddać sens historii przy przekładaniu jej na język polski, bez zmiany tytułu prawdopodobnie nie miałaby po prostu sensu lub dużo trudniej byłoby się do niego dokopać. Czy wyszło mi to dobrze? Cóż, oryginał uważam za zdecydowanie lepszy, ale myślę, że zrobiłam to najlepiej, jak mogłam. Mam nadzieję, że chociaż częściowo podzielacie tę opinię.

Autor: Rinskuro13

Tłumaczenie: Nakamayabi

Advertisement