Creepypasta Wiki
Advertisement
Creepypasta Wiki
Momooklada.jpg

Maszkara ze smartfona

Poniższa historia pochodzi ze spisanych w jedną opowieść odzyskanych wiadomości i rozmów z moją córką.

***

Jeśli używasz internetu do czegoś więcej niż szkalowania Donalda Tuska pod artykułami na Onecie, to prawdopodobnie rzuciły ci się w oczy straszne historyjki z Momo w roli głównej. Dziwaczna maszkara z demonicznym uśmiechem przykuła moją uwagę, gdy sprawdzałam co grzeje na YouTube. Na szczycie był filmik vlogera DeeJayPallaside, na którym rzekomo dzwoni do postaci rodem z japońskiego horroru. Też chciałam poczuć ten dreszczyk emocji, co wystraszony youtuber.

F175e24e729a21947a78ed7891d1c561,780,0,0,0.jpg

Zadzwoniłam pod oba numery znalezione w necie. Był późny wieczór, więc sam sygnał połączenia przyprawił mnie o gęsią skórkę. Nie wiedziałam czego tak naprawdę się spodziewać. Czy za chwilę odbierze internetowe monstrum? Usłyszę mrożący krew w żyłach oddech w słuchawce? Ta chwila niepewności była bardziej emocjonująca niż oczekiwanie na chwilę, w której nauczycielka z chemii weźmie kogoś na "ochotnika".Jak można się spodziewać - Momo nie odebrała (odebrało?). Prawdziwie dziwne rzeczy zaczęły się dziać dopiero następnego dnia.

Dlaczego ktoś mnie podgląda?

Wstałam niewyspana. Pół nocy przewracałam się z boku na bok, bo wciąż byłam podekscytowana faktem dzwonienia do fikcyjnej postaci z internetu. Głupie, prawda? Rozbudziło mnie jedno spojrzenie na ekran smartfona. Miałam powiadomienie od... Momo.

4f24996764f9689c0adb52a4589f5961.jpg

Dostałam wiadomość na WhatsAppie bez żadnej treści. Było w niej jedynie zdjęcie. Moje zdjęcie. Siedziałam w swoim pokoju przed komputerem. Wszystko wskazuje na to, że ktoś w nocy czaił się za oknem. Nie wiem czy Momo istnieje naprawdę, ale to zdjęcie było jak najbardziej prawdziwe. Trzeba być naprawdę chorym człowiekiem, by podglądać kogoś w nocy przez okno, a po wszystkim wysyłać fotkę!

Nie rozumiałam, dlaczego ten ktoś wybrał akurat mnie? Pod numer podany w internecie dzwoniło zapewne mnóstwo osób.   Pisałam do "Momo" i dzwoniłam jeszcze wielokrotnie. Bez odzewu.

***

Moja 15-letnia córka Sandra od tego momentu zaczęła się dziwnie zachowywać. Nie wiedziałam dlaczego nagle praktycznie przestała opuszczać swój pokój. Mówiła, że się źle czuje, że to chyba jakiś wirus. Wychodziła tylko do toalety, nie była w szkole. Wtedy jeszcze nie wiedziałam o co chodzi, bo nie powiedziała mi wszystkiego.

"Przyjdź tutaj, to się dowiesz"

Nie ukrywam, że po pierwszym zdjęciu od "Momo" zaczęłam panikować. Mama oczywiście od razu zauważyła, że coś nie gra. Naściemiałam jej, że mam grypę jelitową. W sumie i tak nie było sensu chodzić do szkoły, bo i tak myśli zaprzątał mi mój prywatny stalker. 

Poszperałam w internecie i na facebooku, ale nie znalazłam nikogo, kto miałby podobny problem. Z nikim się też nim nie podzieliłam - ludzie mieliby mnie za wariatkę, atencyjną gimbuskę. Jedynie mamie powiedziałam pół żartem, pół serio, że poznałam nowego chłopaka. Uwierzyła!

Dwa dni po nocnym zdjęciu, wreszcie "Momo" się odezwało. "Przepraszam za brak odpowiedzi, ale byłem zajęty" - tak brzmiała pierwsza wiadomość. Okazało się, że Momo to tak naprawdę chłopak. Choć brzmię jakbym się tym ekscytowała, to byłam cholernie przerażona. Musiałam się jednak dowiedzieć, czemu wybrał akurat mnie i zakończyć to raz na zawsze. Wymieniliśmy ze sobą kilka wiadomości.

"Dlaczego zrobiłeś mi zdjęcie w nocy?"
"Żeby pokazać, że istnieję naprawdę..."
"A nie mogłeś po prostu zadzwonić lub napisać?"
"Wstydzę się..."
"A dlaczego teraz piszesz?"
"Pisałem, że byłem zajęty..."
"Ok, a skąd miałeś mój adres?"
"Powiem Ci, jak się spotkamy..."

Mrrw.jpg

W następnej wiadomości wysłał mi współrzędne... i zdjęcie. Sprawdziłam koordynaty na mapach. Punkt wypadał w lesie, a palec wskazywał miejsce spotkania. "Przyjdź tutaj, to się dowiesz" - tak brzmiał podpis pod zdjęciem.

Nie czekając długo, wzięłam z kuchni najlepszy nóż do mięsa (taki z gumową osłonką) i ukryłam go w spodniach. Tak na wszelki wypadek. Powiedziałam mamie, że idę do lekarza, bo się coraz gorzej czuję. I faktycznie, źle mi było z tym, że jakiś gość sobie ze mną pogrywa. Wyszłam z domu, by mu dać nauczkę.

Momo (nie) istnieje naprawdę

Moja córka zaginęła. Od roku nie dawała znaku życia. Śledczy uważają, że została zamordowana i wciąż szukają sprawcy. Ja czuję wewnątrz, że ona gdzieś tam jest. Tylko... zagubiona.

Wcześniej to, co jej się wydawało, że trwało przez dwa dni, ciągnęło się tygodniami. Sandra nie była sobą. Nie jadła, nie spała, z nikim nie rozmawiała. Wyjątkiem był ten jej "chłopak". 

Początkowo uznałam, że jest zakochana, dlatego tak dziwnie się zachowuje. Jednak, czy zakochana dziewczyna przestaje się malować? Wcześniej to była wręcz jej pasja, codziennie oglądała kanały na YouTube z makijażem. Miarka się przebrała, gdy zaczęła wagarować w szkole. Jej znajomość przybrała oblicze chorej obsesji, udało mi się wydusić z niej szczątkowe informacje. Były niewystarczające i żałuję, że bardziej się nie starałam. Uznałam jednak, że to normalne w jej wieku.  Ostatni raz widziałam ją, gdy wychodziła z domu do lekarza. Porzuconego lewego buta i zakrzepniętą krew na drzewie odkryło trzy dni później małżeństwo grzybiarzy. Medyk sądowy stwierdził, że ślady należą do Sandry.

Jej telefon, a raczej dwa telefony, znaleziono nieopodal w lesie. Wcześniej gdzieś je ukrywała i dlatego nie mogłam podejrzeć wiadomości, kiedy spała. Sandra wszystko zmyśliła i pisała sama ze sobą. Oba zdjęcia znalazła w internecie. Straszna historyjka zaraziła jej mózg, zupełnie jak wirus. Zachorowała na "Momo". Tak ją to pochłonęło, że wysyłała wiadomości ze starego telefonu (że też go znalazła w garażu!), na nowy, który dostała na 15. urodziny. 

Policja już, na dobrą sprawę, porzuciła poszukiwania, ale ja wiem, że Sandra żyje. Poniżej  zdjęcie, które zostało wysłane na jej numer. Widzicie na na nim lewy but mojej córki. To właśnie jego również szukają funkcjonariusze.

Suicide-forest.jpg

Zdjęcie zostało wysłane wczoraj ze starego telefonu. W rocznicę zaginięcia mojej córki. Tylko kto je wysłał, skoro telefon cały czas trzymałam pod poduszką?

Advertisement