Creepypasta Wiki
Advertisement

Nigdy w życiu nie powrócę do urbexu. Co to takiego jest urbex? Byłoby lepiej dla mojego zdrowia psychicznego gdybym nie odpowiadał na to pytanie i jak najszybciej o tym całym zajęciu zapomniał, ale macie informację z Wikipedii. "Eksploracja zazwyczaj niewidocznych lub niedostępnych części ludzkiej cywilizacji.". Miałem akurat takie szczęście (lub nieszczęście, to zależy od czytającego) że żyłem w miejscu, które bardziej przypominało pobojowisko po wojnie niż wieś, za którą figurowało. Dla waszego bezpieczeństwa nie powiem gdzie to miejsce się znajduje, jedyne co mogę zdradzić to fakt, że jest ono blisko granicy z Ukrainą. Mój dom oraz parę innych było skupionych w rzędówkę pomiędzy pojedynczą ulicą a sporawym jeziorem, które było tak zarośnięte, że jego brzegi przypominały bardziej bagno. Po drugiej stronie ulicy znajdowały się pojedyncze budynki oraz małe sklepy, oraz jeden z tych typowych, obleśnych polskich barów sprzedających paskudne burgery z twardymi bułkami i majonezem, a za nimi gęsty las oraz mokradła. Podmokłe poszycie było wysokie do kolan, z ogromnymi pokrzywami oraz trawami. Bardzo mała ilość ludzi się tam zapuszczała, matki straszyły dzieci, że wpadną do wody i się utopią, te, co były bardziej kreatywne, dodatkowo dodawały, że mieszka tam topielec albo Baba-Jaga.

Na owych bagnach znajdowały się ruiny starej, opuszczonej fabryki oraz przyległej do niej papierni. Sporawe, w większości pozbawione dawno zawalonych dachów budynki porośnięte mchem, grzybem oraz porostami. Wielki komin był przewalony na ziemi, przypominając teraz nieco poziomą rurę. Myślałem nad eksploracją tego miejsca od dawna, byłem bowiem zainteresowany urbexem, a to była wręcz idealna lokacja. Nikt nigdy tam nie chodził, mówiąc, że jest to idiotyczny pomysł, prawdopodobnie coś może zwalić się komuś na głowę i tym podobne. W zasadzie to nikt nie zapuszczał się dalej niż granica podmokłych, porośniętych pokrzywami łąk z oczywistego powodu. Nikt tak naprawdę nie wiedział do czego służyła w latach świetności owa fabryka, ale biorąc pod uwagę jej wygląd, a także styl architektoniczny, strzelałbym, że zbudowano ją przed II Wojną Światową.

Stwierdziłem, że mam okazję odkryć coś naprawdę ciekawego, toteż zabrałem ze sobą scyzoryk, latarkę i ruszyłem do lasu. Był to dość pochmurny dzień, zbierało się na deszcz. W zasadzie po tym, co się stało, to chciałbym zakończyć historię na tym, że rozpadało się kompletnie i wróciłem do domu, ale wkrótce zacząłem brodzić w bagnie, zakrywając twarz przed pokrzywami które parzyły moje nogi i ręce. Niektóre z nich były takie wysokie, że sięgały aż do moich sutków. W końcu przedarłem się przez parzące moczary na malutką suchą "wysepkę". Wszystko dziwnie śmierdziało, wtedy to zorientowałem się, że owa wysepka była tak naprawdę stertą mokrych śmieci, głównie ludzkich odchodów, które były w połowie roztopione do takiego stopnia, że przypominały lepką, obrzydliwą pulpę. Smród był okropny, ale udało mi się ponad pokrzywami zobaczyć pomiędzy drzewami na drugim brzegu cegły pomiędzy pniami. Schodząc ze śmieciowej wyspy zacząłem ponownie brodzić w parzącym gąszczu aż trafiłem na brzeg.

Fabryka była faktycznie imponująca, jak na opuszczony budynek. Była już co prawda stara, a kamień popękany oraz porośnięty, ale nadal budziła we mnie architektoniczny podziw. Okna były powybijane, a wszystko, co metalowe, obrosło rdzą, natomiast miedziane – patyną. W wielu otworach znajdował się obrzydliwy szlam będący połączeniem ziemi i wody, wszędzie znajdowały się pajęczyny i roślinność. Komin faktycznie był przewrócony, a także porośnięty mchem. Wnętrze fabryki istotnie mnie zaskoczyło, spodziewałem się bowiem plakatów z okresu PRLu, ale zamiast tego powitały mnie podarte, podmokłe plakaty, na których to widniał znajomy wąs... Hitlera. Wyglądały na tak stare, że bałem się ich dotknąć z obawy, że rozerwą się pod najmniejszym naciskiem. Znajdowały się tam plakaty nazistowskie, spowodowało to u mnie ekscytację, albowiem dopiero wtedy zorientowałem się, że znajduję się w opuszczonej fabryce używanej przez siły niemieckie podczas II Wojny Światowej. Gdyby nie ich koszmarny stan z pewnością zabrałbym parę do domu i porobił zdjęcia, że też nie wziąłem ze sobą na miejsce aparatu. Spoglądając na maszynerię bliżej, byłem w stanie zauważyć, że nie wyglądała mi ona na żadne maszyny do produkcji broni lub pojazdów jakie znam, bardziej wyglądało to na urządzenia do produkcji butelek. Nie do końca rozumiałem po co nazistom fabryka butelek, ale wtedy przypomniałem sobie to, czego uczyłem się na historii. Popatrzyłem na maszyny ponownie i byłem w stanie zobaczyć, że wyglądały jakby ktoś w nich majstrował, z wygiętymi rurami oraz poprzemieszczanymi śrubami. Widocznie naziści próbowali przerobić maszyny na co innego. Już miałem wychodzić kiedy to zauważyłem w podłodze jednego z pokoi dziwny właz, podobny do studzienki kanalizacyjnej. Oczywiście z wygrawerowaną swastyką. Zaintrygowało mnie to, toteż odchyliłem go lekko, co ukazało mi ciemność pod spodem, zdecydowałem się więc zaświecić latarką. Znajdowała się tam drabina prowadząca w dół, wyglądało to jak korytarz na tyle wysoki aby pomieścić dwumetrową osobę i nic więcej, bardzo klaustrofobiczny. Zsunąłem się w dół, wpadając po kostki do cuchnącej wody, która tam się znajdowała. Większość metalowego sprzętu była tak zardzewiała, że rozpadała się po dotknięciu jakby była wykonana z mokrego papieru, wliczając w to drzwi, które po prostu byłem w stanie "rozerwać", ale trzymając się zasad urbexu zostawiałem je w spokoju. Znajdowały się tam różne rury, zgniłe jedzenie oraz książki, a także meble teraz bardziej przypominające sterty drewna. Wszystko to wyglądało mi na jakieś laboratorium.

Nie zdziwiło mnie to zbytnio, istnieje bowiem wiele historii, w tym prawdziwych, o tajnych laboratoriach Niemców. W końcu moje nozdrza uderzył metaliczny zapach przebijający się przez smród, dobiegający zza jedynych drzwi, które były kompletnie rozerwane, z dziurą, przez którą mogłem zajrzeć do środka. Zaświeciłem tam latarką i ukazało mi się coś pływającego w wodzie. Na początku myślałem, że to szara szmata, ale wtedy zorientowałem się co to było. To był wilk. Martwy wilk pływający na powierzchni wody, był rozerwany na pół, jego jelita oraz żołądek pływały obok jak groteskowe nenufary. Desperacko starając się nie zwymiotować odwróciłem głowę. W odległości paru metrów ode mnie mogłem zobaczyć coś w ciemnościach. Dwa białe punkty, które powoli zbliżały się do mnie. Z bijącym sercem skierowałem na nie latarki, i byłem w stanie zobaczyć, że należą one do mężczyzny. Był on dość pokaźny, ledwo co mieścił się w tunelu stojąc w kucki, wyglądał jak ściana. Jego długie ręce były zakończone długimi, grubymi palcami, trzymał je na ścianach jakby się nimi wspierał, natomiast spore nogi wyglądały na opuchnięte i brodziły w wodzie. Wyglądał jak ogromny, łysy goryl. To, co najbardziej mnie jednak przeraziło, to jego twarz, a raczej pysk. Oczy i uszy były ludzkie, ale zamiast ust i nosa posiadał on świński ryj, obrzydliwie zdeformowany i pokryty liszajami, pysk był wypełniony ostrymi, nienaturalnie powyginanymi zębami przypominającymi miniaturowe ciosy słonia ułożone w rzędy. Krzyknąłem i nie wiedząc co robić zacząłem biec w stronę drabiny. Mogłem słyszeć jak to coś za mną idzie, odwróciłem się raz nawet aby zobaczyć w jakiej znajduje się odległości. Człapało przez wodę jak hipopotam, pryskając wszędzie. Udało mi się wdrapać na drabinę, a kiedy znalazłem się z powrotem na powierzchni nie zdążyłem nawet zamknąć włazu, albowiem potwór wyskoczył z otworu i zaprezentował się w pełnej okazałości, ociekając wodą. Był ogromny, wyglądał na grubo ponad dwa metry, jak nie trzy, istotnie był umięśniony a ręce w pełni rozpostarte wyglądały tak jakby mógł nimi złamać człowieka na pół. Zacząłem brać nogi za pas, uciekając tak szybko i tak daleko, że kiedy dotarłem do wsi, moje płuca sprawiały wrażenie pełnych kwasu. Odwróciłem się, stworzenia tam nie było. Wróciłem do domu jak gdyby nigdy nic, starając się wyrzucić to coś z głowy. Czymkolwiek to było, mam nadzieję, że było tylko jedno, i że nigdy nie napotkam na nic podobnego. Nie wiem co się tam wydarzyło, czym było to laboratorium i to coś. Jedno jest pewne, nigdy w życiu nie powrócę do urbexu. I nigdy nie powrócę do tego lasu.

Advertisement