Creepypasta Wiki

Witajcie. Wielu z was zapewne zna pierwotne wersje baśni Braci Grimm, Andersena i innych klasyków. Ale czy słyszeliście o człowieku imieniem Nikita Romanowicz Sokołow? Nie? Nic dziwnego. Jest on twórcą absolutnie zapomnianym, o którym mało kto wie. Dlaczego? Ponieważ jego twórczość odkryto dopiero niedawno.

Nikita Romanowicz Sokołow[]

Sokołow urodził się w roku 1874 w Kijowie. W wieku 12 lat, jego rodzina przeniosła się do Moskwy. Mając już lat 25 rozpoczął podróż po Europie Środkowo-Wschodniej, podczas której poznał i spisał wiele zapomnianych dziś opowieści, legend i baśni. W 1905 roku wrócił do Moskwy, gdzie mieszkał aż do swej śmierci. Zabili go bolszewicy w czasie wojny domowej, ponieważ za bardzo lubił się modlić w miejscach publicznych. Jego prace zostały albo zniszczone, albo ukryte.

No właśnie, jego prace. Zbiór licznych notatek, każda z jakąś historią. Odnalezione zostały 3 tygodnie temu, przez pracowników archiwum w Petersburgu, pracownicy szybko porozsyłali je badaczom literatury na całym świecie. Dlaczego?

Otóż zbiory Sokołowa są bardzo zniszczone, w wielu z nich brakuje około 30% treści, ale Rosjanie mają nadzieję, że dzięki międzynarodowej współpracy uda się je zrekonstruować, ale jednak ja w to nie wierzę. Dlatego udostępniam je wam, internautom, w niezmienionej formie. Może w ten sposób ocalę ich dawnego ducha...

Szybka uwaga na koniec: tych opowieści nie znajdziecie nigdzie indziej. Sokołow spisał je, zanim zostały zapomniane.

P.S.: Brakujące fragmenty oznaczone są jako:

(Fragment nieznany)

W żadnym wypadku nie znamy jednak długości zaginionych fragmentów ani ich dokładnego umiejscowienia w opowieści, dlatego musimy kierować się intuicją i kontekstem.

Oto pierwsza z baśni:

„Bajka o chorej babci”[]

Dawno, dawno temu żył sobie mały chłopiec. Miał on na imię Grisza i mieszkał w małej wsi koło Kijowa. Jego rodzinę (Fragment nieznany) i pies.

Pewnego dnia, gdy cała rodzina pracowała w polu, babcia zachorowała. Jej skóra zrobiła się zielona, wszystko ją swędziało i ciągle wymiotowała. Grisza bardzo się wystraszył. Kochał babcię i nie chciał, aby umarła. (Fragment nieznany)

Grisza bardzo rozpaczał. Cały dzień chodził po domu i płakał. Na próżno. Babcia dalej była chora.

Jęki malca zirytowały w końcu wodza wsi o imieniu Atiom, który przyszedł do domu chłopca (Fragment nieznany)

— Czemu ciągle płaczesz!?

— Babcia jest chora — odpowiedział Grisza.

— A słyszałeś o (Fragment nieznany) zielarzu (Fragment nieznany) podobno smoka wyleczył.

— Nie. A pomoże babci?

— Idź do niego i sam zapytaj. Mieszka w jaskini blisko naszej wsi.

Gdy Grisza dowiedział się o owym uzdrowicielu, postanowił od razu ruszyć w drogę i poprosić go o pomoc. Rodzina z trudem, ale zaakceptowała jego wybór. Chłopiec wziął bochenek chleba i poszedł do jaskini.

Droga była (Fragment nieznany) ale (Fragment nieznany) Rany bolały, ale to nie odstraszyło Griszy. W końcu udało mu się dotrzeć do jaskini. Gdy wszedł do środka, nabrał powietrza w swe małe płucka i krzyknął:

— Zielarzu!

Nagle poczuł dotknięcie dłoni na ramieniu. Natychmiast odskoczył przerażony. (Fragment nieznany) Był to mały staruszek owinięty w brudną brązową szmatę. W swej chudej ręce trzymał kostur. (Fragment nieznany)

— Jakie ma objawy? — zapytał starzec.

— Ma zieloną skórę, wszystko ją swędzi i ciągle wymiotuje — odpowiedział Grisza.

— Aaa... gorączka ogra. Spokojnie, da się to wyleczyć.

(Fragment nieznany) dźgnął go z całej siły w plecy. Ogr ryknął tak straszliwie, że ziemia cała zadrżała. Grisza zadygotał z przerażenia, ale bestia była już martwa.

Chłopiec pognał do znachora, by mu podziękować:

— Zabiłem ogra! — zawołał.

— Słyszałem. Ogry potrafią strasznie głośno krzyczeć... — odpowiedział starzec

Staruszek nie zdążył dokończyć, gdyż chłopiec już biegł do wioski. (Fragment nieznany) była martwa. Całe jej ciało było ponakłuwane odłamkami szkła. (Fragment nieznany) okno (Fragment nieznany)

Koniec.

„Nienawidził ich”[]

Jest to jedna z najbardziej zniszczonych opowieści.

(Fragment nieznany) nienawidził ich z całego serca, chociaż wiedział, że nie powinien. Nie potrafił jednak przebaczyć mordu jakiego się dopuścili.

Pewnej nocy gdy Hoj spał, jednego z członków starszyzny obudził dziwny szmer. Starzec wyszedł z chaty, aby zobaczyć co się dzieje. Ujrzał dwóch Połowców rozmawiających ze sobą. Byli nadzy i nieuzbrojeni. Jeden z nich po ujrzeniu starca wydukał łamanym ruskim:

-Witajte Pane. Myśmy w pokoj pribili.

(Fragment nieznany) Hoj nie wytrzymał i pobiegł za nimi w las. Biegł długo, aż dotarł do małej polany w środku lasu. Uczuł tam dziwny zapach, jakby połączenie miodu i krwi. Obejrzał się i zobaczył coś strasznego.

Był to wisielec z poderżniętym gardłem. (Fragment nieznany) wszędzie spływały fekalia (Fragment nieznany) ich (Fragment nieznany)

Hoja nie udało się (Fragment nieznany) Mówią, że ptaki do dziś (Fragment nieznany)