Creepypasta Wiki
Advertisement

-Co to jest?

To powiedział mój ojciec, stojąc z latarką na poboczu ulicy. Byliśmy na nocnym polowaniu, to nasza rodzinna tradycja z dziada pradziada. Ojciec mojego ojca zabierał go na polowania do tego rozległego lasu, tak samo i jego ojciec, a mój pradziadek, ale takiego czegoś jeszcze żaden z nich nie widział, co wywnioskowałem po jego wyrazie twarzy. Na poboczu ulicy leżał martwy jeleń, a przynajmniej na początku tak nam się zdawało. Wkrótce jednak po śladach posoki zwierzęcia udało nam się natrafić na dwa kolejne, nie wyglądało nam to na robotę dzikich psów ani wilków, zwierzęta te bowiem zawsze albo zabierają zwłoki ze sobą, albo zjadają wszystko na miejscu. Cokolwiek to zrobiło, zrobiło to nie żeby się pożywić, a dla zabawy.

-Synek, idziemy poszukać co to jest.

-Dobrze.

Nie byłem miękkim dzieckiem, chodzenie do lasu było jedną z moich ulubionych form spędzania czasu, niezależnie czy w dzień, czy w noc. Miałem wrażenie jakoby strzelba mojego ojca była idealną obroną na cokolwiek mogliśmy napotkać.

Ruszyliśmy naprzód przez gęsty las, podążając za strugą krwi. Wkrótce ta przerodziła się poprostu w kropelki osadzone na źdźbłach trawy, coraz rzadziej i rzadziej aż w końcu usłyszeliśmy szuranie liści w krzakach, a następnie pękanie gałązek. Ojciec wycelował karabin przed siebie, a ja schowałem się za jego plecami tylko po to żeby zorientować się że z krzaków tak naprawdę wybiega mały królik który pomknął w ciemność tak szybko jak tylko pozwalały mu na to jego małe nogi. Ponownie usłyszałem szelest i kilka kolejnych małych stworzeń przeleciało mi pod nogami. Zaczęliśmy iść naprzód, widząc po bokach jak przebiegają koło nas króliki, łasice, myszy polne i inne stworzenia. Później jelenie, sarny, dziki a nawet kilka wilków. Najbardziej jednak przeraził nas fakt że na samym końcu parę metrów od nas przebiegł niedźwiedź. Te zwierzęta najprawdopodobniej by nas rozszarpały gdyby miały okazję, ale nie teraz - wyglądały jakby uciekały od czegoś.

-Co jest?- powiedziałem, patrząc na znikające w ciemności zwierzęta. Dobrze wiedziałem że niedźwiedzie i wilki znajdują się w tej części kraju na samej górze łańcucha pokarmowego, ale teraz były śmiertelnie przerażone, do tej pory nawet nie sądziłem że te zwierzęta odczuwają strach.

-Nie wiem, ale znowu coś widzę. Patrz, krew.

Ojciec wskazał ponownie na trawę, tym razem byliśmy w stanie zobaczyć w świetle latarki sporą strugę krwi biegnącą dalej w zarośla, jakby coś wlokło ofiarę po ziemi. Ojciec dla pewności zaczął celować przed siebie.

-Widziałeś kiedyś coś takiego?

-Nie. To prawdopodobnie dzikie zwierzę z Zoo. Trzymaj się blisko mnie, Broń Boże żeby to nie był lampart.

Momentalnie zakłuło mnie w sercu i zbliżyłem się do ojca, przestraszony. Zaczęliśmy iść dalej, rozglądając się na boki, aż w końcu stanęliśmy.

Nasze uszy dobiegł cichy odgłos, brzmiący jak pies gryzący kość. Zobaczyliśmy w świetle latarki coś co wyglądało nieco jak człowiek. Ale nim nie było. Miało szarą sierść która pokrywała całe jego ciało, momentami przechodząc w brąz lub czerń. Ręce tego czegoś były długie, jak u małpy, ogółem wyglądało toto bardzo podobnie do szympansa lub orangutana, ale było nieco większe. Klęczało nad kolejnym zabitym jeleniem, obwąchując truchło i badając je dość sporymi, dziwnymi łapami. O ile ręce ewidentnie przypominały ludzkie lub małpie, tak zakończone one były łapami jak u psa lub wilka, z zakrzywionymi szponami.

-Czekaj tu.- szepnął do mnie ojciec, łapiąc się za karabin i powoli przeładowywując go. Kiedy tylko stworzenie usłyszało szczęk, odwróciło głowę w naszą stronę, nie jestem w stanie jednak opisać jak wyglądało dokładnie, najbliższe co przychodzi mi do głowy to połączenie twarzy goryla z niedźwiedzią. Rząd dość ostrych zębów trzymał kawał wyrwanego mięsa, a krew skapywała z niego na trawę, stworzenie to dodatkowo miało świecące oczy, z daleka wyglądające jak świetliki. Ojciec strzelił. Stwór wydał z siebie obrzydliwy ryk, brzmiący jak zarzynana świnia, a następnie skoczył w górę i...zniknął. Zanim zdążyłem cokolwiek zrobić, usłyszałem paskudny zgrzyt, i zorientowałem się że stworzenie siedzi na karku mojego ojca, chwytając go ostrzymi pazurami za twarz, rozdrapując ją.

Sparaliżowany nie wiedziałem co zrobić, złapałem strzelbę i w nerwach starałem się powtórzyć ruchy ręką ojca, koślawo ładując nabój i strzelając. Udało mi się trafić stwora w prawą łopatkę, ten ponownie wrzasnął i skoczył w górę, podczas gdy ja złapałem zataczającego się ojca. Jego ubranie było poplamione krwią, a twarz rozszarpana szponami.

-Musimy uciekać, musimy uciekać!

Szybko pobiegliśmy razem tak szybko jak się tylko dało, do momentu gdzie prawie dusiłem się z braku powietrza. Udało nam się dobiec do chaty leśniczego obok drogi. Ten wpuścił nas, a my zaryglowaliśmy drzwi.

-Co tu się dzieje?- krzyknął, podczas gdy ja zasuwałem wszystkie okna, zipiąc ze zmęczenia z walącym sercem.

-Coś nas goni, jakieś dzikie zwierzę. Chyba małpa. Musimy się ukryć.

Leśniczy zaczął oglądać ojca, szybko biorąc rzeczy z apteczki i czyszcząc mu rany.

-Jesteś pewny że to małpa? Wygląda na ślady wilka.

Zanim zdążyłem odpowiedzieć, usłyszałem odgłos uderzania o okno. Leśniczy wziął swoją strzelbę, a następnie powoli zbliżył się do pokoju z którego dobiegały odgłosy.

-Kto tam?

Drzwi dosłownie wypadły z zawiasów, a stanęło w nich to stworzenie, w pełni wyprostowane. Metr czy półtora wysokości, nogi krótkie a ręce długie. Leśniczy strzelił prosto w pierś tej istoty, a odrzut jego strzelby spowodował iż ta pokoziołkowała z powrotem do pokoju w którym to wybiła okno, przez które to z resztą uciekła.

Leśniczy zadzownił po pogotowie i policję, do czasu ich przyjazdu czuwaliśmy przy każdym oknie, każdy z bronią nawet mój ojciec, ale stwór nigdy nie wrócił. Kiedy dojechaliśmy z ojcem do szpitala i złożyliśmy zeznania policji, myśleliśmy że cokolwiek to było zostawiło nas w spokoju, zwłaszcza tak mocno zranione, ale nie.

Od pewnego czasu w naszej wsi zaczynają ginąć kury i króliki. Miejscowi podejrzewają o to oczywiście wilki, lisy lub wściekłe psy, ale my niestety wiemy wszystko, i to zbyt dobrze. Cokolwiek to było, mam jednak nadzieję że było tylko jedno.

Advertisement