Creepypasta Wiki
Advertisement

Będąc jeszcze młodą kobietą zapragnęłam niezależności i zaraz po znalezieniu stałej pracy zaczęłam szukać dla siebie mieszkania. Po dość długich poszukiwaniach trafiłam na prawdziwą perełkę - córka sprzedawała w pełni umeblowany dom po jej zmarłym ojcu.

Po szybkim rzucie oka na mieszkanie podekscytowana podpisałam umowę wynajmu.

Kawalerka była zadbana, ściany oklejone beżową tapetą w jasno brązowe pasy umeblowana antykami. Zanim jeszcze przewiozłam do niej swoje rzeczy postanowiłam porządnie ją wysprzątać. Zakupiłam więc potrzebne do tego środki i zaczęłam od odsunięcia mebli w pokoju. Zebrała się tam spora kupka kurzu i innego brudu. Tam na próżno było doszukiwać się czegoś ciekawego. Za to bez trudu znalazła coś interesującego na tylnej ściance mebla.

Było to jakieś pudełko zawinięte w brązowy papier i przyklejone taśmą do tylnej płyty komody. Kiedy je odkleiłam w środku coś zagrzechotało. Odłożyłam pakunek na stół i posprzątałam to co miałam, a kiedy podłoga schła musiałam dać upust swojej ciekawości.

Pudełko okazało się być pudelkiem z puzzlami dla dzieci. 24 fragmenty układanki przedstawiającej bawiące się ze sobą szczeniaki będące zapewne z jakiejś rosyjskiej bajki, sądząc po napisach w cyrylicy.  

Samo opakowanie było pomięte i pobrudzone. Miało sporo lat i pewnie dużo przeszło. Otworzyłam je i wysypałam 9 puzzli, z których nie szło zrobić chociaż fragmentu układanki. Każdy puzzel miał przetarte rogi i zniszczony tył: pięć miało w nim wyrwaną dziurę niemal niszcząc obrazek, dwa miał 3 przecięte kreski, a pozostałe dwa oderwany kawałek tekturki i zagięty do środka.

Moje pierwsze myśli? Ktoś zrobił jakąś grę z puzzli, której zasady rozumiał tylko ten, komu twórca je wyjaśni. W takim razie dlaczego były ukryte?

Nie zastanawiając się nad tym długo po prostu odłożyłam je do szuflady i kontynuowałam sprzątanie.

Przez długi czas w ogóle zapomniałam o puzzlach. Leżały na dnie szuflady, a ja rozdzielałam czas pomiędzy pracę, a znajomych. Jednak pewnego dnia przyszedł do mnie list. Nieopatrzne otworzyłam go, a w środku znalazłam puzzel od wewnętrznej strony pokryty tłustymi plamkami. Dopiero teraz poparzyłam na adresata i był nim Roman Urszulewski, czyli były właściciel tego mieszkania.

Poczułam się zmieszana i zrobiło mi się dziwnie przykro. Nie powinnam otwierać tego listu. Chociaż z drugiej strony to tylko puzzel i to pasujący to tych, które pan Roman ukrył. Musiał mieć jakiś powód to tego, aby nikomu nie powiedzieć o swojej tajemnicy.

Obejrzałam więc pudełeczko z puzzlami, ale żadnej notki nie znalazłam. Przyjrzałam się więc kopercie. Stempel z Białego Stoku. Nadany tydzień temu. Nic więcej. Wrzuciłam więc puzzel do reszty jego braci, i włożyłam razem z kopertą do szuflady.

Czas mijał, a puzzli miałam coraz więcej. Każdy ze zniszczonym tyłem. Poczta z nimi przychodziła najczęściej z Polski i Ameryki, ale zdarzyły się też listy z Brazylii, Japonii i Kanady. Kiedy uzbierałam ich już 21 to na kopercie 22 znalazłam adres zwrotny do pana Sławomira Kosekossa. Napisałam do niego list, w którym oczywiście się przedstawiłam i zapytałam o co chodzi z puzzlami dodając, że teraz ja mieszkam u świętej pamięci Romana Urszulewskiego.

Doczekałam się odpowiedzi zanim dostałam kolejny puzzel:

„Droga pani Tereso,

Bardzo zdziwił mnie pani list. Nie wiedziałem, że Romek nie żyje, chociaż kiedy ostatnio pisał wspomniał coś, że jego zdrowie szwankuje. Nie mniej bardzo się cieszę, że postanowiła pani zbierać puzzle pozostawiając to w tajemnicy.

Owe puzzle, których pani posiadaczką się stała, są bardzo oryginalną formą oddania pamięci poległym żołnierzom, bo ja otóż, proszę pani, jestem weteranem wojennym, tak samo jak był nim śp. Romek i wszyscy inni, którzy nadesłali pani kawałki układanki.

Na froncie byliśmy jednostką lotniczą, a nasz dywizjon liczył dokładnie 24 samoloty. Czyli tyle z ilu ile puzzli składa się będący w pani rękach obrazek. Tak naprawdę nie pamiętam jakim cudem ta układanka znalazła się w naszych rękach. Nie mniej to Romek powiedział, że ona symbolizuje nas, bo jest jedności zbudowaną z kawałków. Tak więc ułożony obrazek leżał cały w naszej kwaterze. Kiedy ktoś wyjeżdżał zabierał ze sobą fragment. Podobnie robiło się gdy ktoś umierał, tylko z tą różnicą, że rewers puzzla niszczyło się tak, aby przypominał sposób w jaki zmarł ten który był mu przypisany. Tak więc: wyrwana dziura znaczyła śmierć po pocisku, pocięty rewers znaczył śmierć poniesioną z powodu noża, a oderwany i zagięty do środka fragment kartoniku był samobójstwem. Takie puzzle trafiały do pudełka. Przyrzekliśmy sobie, że w naszym ostatnim obowiązkiem będzie przesłanie wszystkich puzzli Romanowi, który połączy je ze sobą i w ten sposób, nieważne gdzie będziemy, w jakiś sposób znów będziemy stanowić drużynę. Ten puzzel, który wysłałem pani jest od mojego brata, Hektora, a plamy oznaczają śmierć przez chorobą.

Mam nadzieję, że odpowiedziałem na wszystkie pani pytania. Jeśli po tym, co się pani dowiedziała czuje pani wstręt do układanki proszę mi ją odesłać, tak samo jak wszystkie listy z jej fragmentami. Jednak nie miałbym nic przeciwko, gdyby pani dalej w tajemnicy zbierała jej fragmenty.

Serdecznie panią żegnam i zachęcam do dalszej konwersacji

Sławomir Kosekossa”

Po tym jeszcze przez kilka lat pisałam z panem Sławomirem aż do momentu, gdy jego puzzel znalazł się w moim pudełku. Zmarł na raka, co wywnioskowałam nie tyle z puzzla co z jego listów.

Zachowałam puzzle dla siebie i chociaż od dawna mam już wszystkie, nigdy nie odważyłam się ich ułożyć.

Advertisement