Creepypasta Wiki
Advertisement

Strzeż się atramentu to wznowiona wersja crossovera gry Bendy And The Ink Machine z starą kreskówką Z życia nastoletniego robota. Miłej lektury.

------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Sześć lat temu

W pewnym budynku w Nowym Jorku odbywał się Targ Naukowy, to było największe wydarzenie dla ludzi, którzy się interesują nauką. Wiele wielkich umysłów z całego świata prezentowało swoje wynalazki, lub odkrycia. Częścią tego wydarzenia było rozdawanie Złotych Atomów za daną dziedzinę nauki.

-A teraz... - powiedział prowadzący. - czas na kategorię "Robotyka". Z nami jest wiele wynalazców, którzy próbują zmienić nasz świat, swoimi maszynami, ale zwycięzca może być tylko jeden. Za nagrodę w dziedzinę robotyki zdobywa... Dr. Nora Wakeman! - po chwili owa osoba weszła na scenę. Była trochę niższa od innych. Miała siwe włosy, gogle z czerwonymi szkiełkami, żółty płaszcz i żółte buty na niskich obcasach. Wiele ludzi zaczęło klaskać, a niektórzy albo byli oburzeni, albo płakali. Nora odebrała nagrodę, uścisnęła dłoń prowadzącego, a tymczasem dziennikarz zrobił zdjęcie. Chwilę później zaczęła swoją przemowę z uśmiechem na jej twarzy.

-Dziękuję. Dziękuję bardzo za tą nagrodę. Jestem szczęśliwa tą najwspanialszą chwilą mojego życia. Od dziecka chciałam zostać naukowcem, ale nie wiedziałam, że dojdę tak daleko. Wiem, że z całego tego tłumu są osoby, które nie są zachwycone moim sukcesem. - wtedy spojrzała na naukowców, którzy palili zdjęcie z jej podobizną. - Ale dla was też przyjdzie dzień, gdzie będziecie stali tam, gdzie ja. Jeszcze raz dziękuję. - po chwili zeszła ze sceny ze swoją nagrodą.

Dwie godziny później rozdawanie Złotych Atomów się skończyło i zaczęła się impreza galowa. Tam gadali o swoich odkryciach, a niektórzy przechwalali się swoimi statuetkami. Dr. Wakeman akurat stała obok stołu z ponczem i go piła z kubka.

-Przepraszam. To pani jest Nora Wakeman? - nagle ktoś podszedł do niej. Był to dorosły wysoki facet. Miał czarne krótkie włosy. Nosił czarny garnitur z białą muszką, czarne spodnie i buty.

-Tak. To ja. A czemu pan się pyta? -zapytała się go.

-Nic, tylko chciałem pogratulować zdobycia nagrody w dziedzinie robotyki.

-Bardzo dziękuję, panie...

-Connor. Dave Connor. - potem podali sobie ręce.

-Pan też został nominowany w jakiejś kategorii?

-Nie. Przyszedłem tylko jako osoba towarzysząca jednemu z naukowców.

-Rozumiem. - odpowiedziała. - A jaką dziedziną się interesujesz?

-Interesuję się inżynierią biomechaniczną. Mam to po dziadku.

-Pewnie musi być dumny z tego, że jego własny wnuczek pracuje dla jednego z największych naukowców. - wtedy Dave'owi zniknął uśmiech. Nora to zauważyła.

-Przepraszam, jeśli coś powiedziałam nie tak.

-Nic się nie stało. Po prostu nigdy nie poznałem moich dziadków. Znam ich tylko ze słyszenia.

-Pewnie za wcześnie umarli. - odpowiedziała ze smutkiem.

-Prawdopodobnie.

-"Prawdopodobnie"? - Dr. Wakeman się trochę zdziwiła. Wtedy Dave zaczął opowiadać.

-W okolicach drugiej połowy lat pięćdziesiątych dziadek Tom i babcia Allison znikli bez śladu. Policja próbowała ich znaleźć, szukając ich po całym mieście, ale niestety nie udało im się. Wtedy mój tata został przeniesiony do rodziny zastępczej.

-To bardzo smutne. - odpowiedziała zasmucona.- Ale musiał być jakiś trop, który prowadziłby do nich.

-Tak się składa, że był. - odpowiedział. - Podobno ostatnio byli widziani przed Joey Drew Studios. Dowiedzieli się od znajomego mojego dziadka: Wally'ego Franksa.

-Joey Drew Studios? - zapytała się z zaciekawieniem.

-To było miejsce pracy moich dziadków. Tworzyli tam kreskówki, w których głównym bohaterem był uśmiechnięty diabełek o imieniu... - i wtedy przerwał historię. - Zaraz. Jak się nazywał? Andy? Buddy? Bondy...?

-Bendy! -przerwała mu myślenie Nora. - Nazywał się Bendy. Pamiętam, jak oglądałam z nim kreskówki, kiedy byłam mała.

-Tak. Tak! To był Bendy. - potem Dave kontynuował opowieść. - Mój dziadek był tam mechanikiem i naprawiał rury, a babcia podkładała głos pod postać Alicji Anioł. Pamiętam jak mój tata puścił mi kreskówkę, gdzie właśnie dubbingowała Alicję. Ona miała przepiękny głos. - wtedy obaj nie powiedzieli ani słowa. Po chwili Nora odezwała się.

-A czy twój dziadek coś stworzył albo odkrył?

-Podobno dla tego studia miał stworzyć jakąś Maszynę Atramentu.

-Maszynę Atramentu? A do czego miała służyć?

-Szczerze mówiąc to nie wiem. Wiem tylko, że to miało być częścią czegoś większego. Czegoś, co nikt jeszcze wcześniej nie wymyślił. -powiedział Dave.

Dr. Wakeman była bardzo zaciekawiona tą maszyną.

-Ale według mnie to tylko durne plotki. Tata mówił, że policjanci nie znaleźli w studiu tej maszyny.

-A gdzie dokładnie znajdowało się Joey Drew Studios?

-W Brooklynie na Broadway'u. A czemu się pani pyta?

-Tak tylko z ciekawości.

-Dave! Pora już iść! - nagle ktoś krzyknął z daleka. Był to naukowiec, dla którego pracował mężczyzna.

-Muszę już iść. Miło było panią poznać, pani Wakeman.

-Wzajemnie. - potem podali sobie ręce i on poszedł do naukowca.

Dr. Wakeman wyszła z budynku, zabierając ze sobą swoją nagrodę, którą trzymała w papierowej torbie. Potem wsiadła do taksówki i pojechała do Broadway'u. Po niedługiej jeździe po nowojorskich ulicach, dotarła do Broadway'u i wysiadła z auta. Nagle zauważyła wysoki i ceglany budynek z napisem: Joey Drew Studios. Nora poszła do tego budynku i weszła do studia. Nagle zauważyła na podłodzę ogromną dziurę. Na jej szczęście za pomocą jej butów, w których zamontowała mini silniczki rakietowe przeleciała nad dziurą. W środku cały pokój był wykonany z desek, wszędzie były porozrzucane kartki i było mnóstwo pajęczyny. W dodatku można było zauważyć kartonowe podobizny Bendy'ego. Zauważyła plakat, który informuje jaki dany pokój się tam znajduje. Dr. Wakeman podeszła tam i zauważyła, że dolna część została zniszczona. Potem poszła do prawej części studia, a tam zauważyła coś dziwnego. Na ścianie korytarza było coś napisane atramentem. Poszła tam, by to przeczytać.

-"Marzenia się spełniają?" Widzę, że pracownicy wzięli to sobie do serca - pomyślała na głos.

Po chwili zauważyła na drugim końcu korytarza wejście do jakiegoś pokoju. Poszła tam sprawdzić. Nie wiedziała co tam znajdzie, ponieważ znak informujący też został zniszczony. Kiedy miała już tam dotrzeć, potknęła się o wystającą rurę. Po chwili wstała i kiedy miała już w końcu wejść zobaczyła kolejną przeszkodę. Wejście do pokoju było zabarykadowane deskami, więc Nora wzięła mini laser i przecięła deski na pół, a te spadły na podłogę. Wreszcie dotarła do pokoju. Wyglądał jak duży stary magazyn, tylko że na środku był ogromny otwór, a na suficie porozwieszane były łańcuchy. Przed nią była dźwignia i miejsce na dwie akumulatorki. Spojrzała się potem w lewo i znalazła pierwszą na półce. Drugą znalazła w skrzyni pod półką. Potem włożyła je oba w te miejsca i pociągnęła dźwignię. Łańcuchy zaczęły się ciągnąć się w górę. Po chwili ku jej oczom ukazała się niejaka Maszyna Atramentu.

-A więc te plotki to prawda. - znów pomyślała na głos.

Dr. Wakeman wzięła pistolet zmniejszający i zmniejszyła maszynę. Potem wyciągnęła pistolet przyciągający, przyciągnęła ją do siebie, odkręciła rury do którego były przyczepione i schowała do kieszeni. Potem zaczęła iść do wyjścia, tym razem uważając na rurę i omijając dziurę i wyszła ze studia.

Po kilku dniach przebywania w Nowym Jorku wsiadła do samolotu i poleciała do Tremorton. Po kilku godzinach podróży nareszcie dotarła. Nora znów zamówiła taksówkę i pojechała do domu. 

Po kilku minutach wysiadła z taksówki i weszła do swojego apartamentu. I wtedy zauważyła, że jest ogromny bałagan: meble były porozrzucane, mnóstwo plam na ścianach i było mnóstwo czarnej substancji. Nagle usłyszała dziwny hałas z kuchni. Dr. Wakeman wzięła swój pistolet laserowy i powoli zaczęła iść w stronę hałasu. Jak tak szła to dźwięki były głośniejsze. Po krótkim momencie dowiedziała się, że te dźwięki dobiegały z małej szafki. Nora wycelowała w szafkę i powoli otworzyła drzwiczki. I wtedy gwałtownie coś wyleciało z szafki i wylądowało na podłogę. Był to mały biały robot, który z wyglądu przypominał małą dziewczynkę. Miał niebieskie włosy wplecione w kucyki, niebieskie ubranko dla małych dzieci i małe niebieskie buciki. Była trochę pobrudzona olejem. Wtedy ona schowała swoją broń.

-XJ9! Po jakiego licha zamknęłaś się w szafce!? - krzyknęła Nora na tego robota.

XJ9 była robotem płci żeńskiej, która została stworzona przez Norę. Zbudowała ją, by broniła miasta przed złoczyńcami i meteorytami. Mimo iż była jej wynalazkiem, to Dr. Wakeman kochała ją jak własną rodzoną córkę.

-Przepraszam, mamusiu.- powiedziała XJ9.- Próbowałam wyjść, ale się zatrzasnęłam.

-Ale dlaczego ty...? Dobra. To już nie jest istotne. Ale dlaczego zrobiłaś ogromny bałagan w domu? -powiedziała wściekle Nora.

-Próbowałam poćwiczyć latanie tak jak mi kazałaś.

-Mogłaś to zrobić w sali treningowej, a nie w całym domu!

-Chciałam tam ćwiczyć, ale nie znałam kodu.

-A ja czułam, że coś zapomniałam. - powiedziała do siebie Nora. - Wiedziałam, że to zły pomysł zostawiać cię włączoną! Od dzisiaj jak gdzieś wyjadę, to cię wyłączam. Zrozumiano!? - powiedziała do niej wciąż wściekła.

Wtedy z oczu XJ9 zaczęły spływać łzy. Wtedy Dr. Wakeman westchnęła.

-Przepraszam, że na ciebie nakrzyczałam, ale robię to dla twojego dobra. Po prostu boję się, że ktoś cię zauważy i przez to Gwiezdny Patrol może mi ciebie zabrać. Chcesz, żeby odebrali mi ciebie? - powiedziała ze smutkiem.

-Nie chcę. - odpowiedziała XJ9. Wtedy one się przytuliły. Po krótkim tuleniu puściły się nawzajem.

-A jak było w Nowym Jorku? - XJ9 zmieniła temat.

-Było super. Zwiedziłam wiele miejsc, spotkałam wiele ludzi. Fajnie było.

-Też chciałabym kiedyś polecieć.

-I polecisz. Ale dopiero jak będziesz trochę duża. A poza tym... - wtedy Dr. Wakeman poszła do swojej walizki wziąć jej statuetkę. -... spójrz kto wygrał w kategorii o robotyce. - powiedziała szczęśliwa.

-Ale super! Moja mama wygrała! - powiedziała radośnie XJ9.

Potem Dr. Wakeman odstawiła nagrodę na blacie.

-W dodatku mama coś przyniosła dla ciebie. - powiedziała wyciągając z kieszeni czapkę z napisem Nowy Jork.

-Dzięki, mamusiu! - robo dziewczynka odpowiedziała z ekscytacją i zakładając czapkę na głowę.

-A to jeszcze nie wszystko, ponieważ jeszcze stąd coś przyniosłam. Ale musimy iść z tym do laboratorium. - powiedziała Nora.

Wtedy obie poszły w kierunku drzwi do laboratorium, a obok nich był panel do wpisywania kodu. Przed wpisaniem, Dr. Wakeman spojrzała na XJ9 wzrokiem mówiącym, że ma nie patrzeć. Po czym ona odwróciła się do tyłu, a Nora wpisała kod.

-KOD POTWIERDZONY. -powiedział komputer.

Wtedy XJ9 odwróciła się do przodu, a drzwi się otworzyły. Obie weszły do ogromnego pomieszczenia, w którym było mnóstwo wynalazków leżących na stole, naczynia chemiczne i sprzęt laboratoryjny. One szły akurat do szklanego pomieszczenia. Kiedy dotarły, Dr. Wakeman kazała XJ9 zostać tu. Nora akurat weszła do tego pomieszczenia, wyciągnęła z kieszeni Maszynę Atramentu i położyła na podłogę. Potem się cofnęła, wyciągnęła pistolet zmniejszający, zmieniła tryb na powiększający i powiększyła maszynę. Tymczasem XJ9 patrzyła na to wszystko z zaciekawieniem. Nora chwile później wyszła ze szklanego pomieszczenia i wróciła do swojej córki.

-Mamo. Co to jest? - zapytała się z zaciekawieniem.

-To jest Maszyna Atramentu.

-A do czego to służy?

-Szczerze mówiąc to nie wiem. Usłyszałam od mojego znajomego o tej maszynie. Chcesz zobaczyć jak działa?

-Pewnie! - odpowiedziała XJ9.

Wtedy na panelu sterowania wcisnęła czerwony przycisk, a Maszyna Atramentu się włączyła. Ona zaś utworzyła dużą kałużę atramentu.

-Chyba robi tylko atrament. - powiedziała XJ9.

-W sumie nie wiem czego się spodziewałam. W końcu nazywa się Maszyna Atramentu.- potem Nora westchnęła.- Czyli ta część, że miała służyć do czegoś wielkiego to jednak plotki. - dodała ze smutkiem.

Nagle XJ9 usłyszała szlochanie.

-Hej. Nie płacz, mamusiu. Pewnego dnia stworzysz coś wielkiego.

-Ale nie płakałam. - odpowiedziała Nora.

-Skoro to nie ty, to...? - wtedy znów usłyszała szloch.

-Mamo. Ten płacz dochodzi z kałuży. - później dodała robo dziewczyna.

Miała rację, ponieważ rzeczywiście z kałuży wydobywał się płacz, który powoli stawał się głośniejszy. I nawet można było słyszeć jak szlochało więcej osób.

-M...Mamo? Co się dzieje?

-Ja... Ja nie wiem.- odpowiedziała Nora

Chwilę później z kałuży gwałtownie wyłoniła się czarna ręka. Przez to XJ9 schowała się za Dr. Wakeman. Potem wyłaniały się kolejne ręce, a następnie całe ciała. Byli to ludzie utworzeni z atramentu, którzy wyglądali jak mężczyźni, kobiety, a nawet dzieci. Mieli żółte oczy, nie mieli ust i byli bardzo wychudzeni. Potem podeszli do szklanej ściany i zaczęli niszczyć szybę. Wciąż można było usłyszeć ich płacz. Po chwili zniszczyli szkło. XJ9 i Nora cofnęły się od nich.

Potem Dr. Wakeman wyciągnęła pistolet laserowy.

-Cofnij się! - powiedziała do XJ9.

Robocik się cofnął, a dr. Wakeman zaczęła walczyć z nimi. Trafiała w nich w głowę, nogi i tułów. Później jeden z nich zabrał broń i ją zniszczył. Potem wziął Norę za szyję i przytrzymał ją do ściany i ją dusił. Ona zaś zauważyła, że obok niej jest topór strażacki, więc szybko zbiła szybkę, wzięła topór i odcięła mu głowę. Kiedy kilka z nich próbowało ją dorwać, ona zabiła ich toporem. Po pokonaniu tych atramentowych ludzi zauważyła, że po drugiej stronie laboratorium kilku ludzi z tuszu otoczyło XJ9.

-C... cofnijcie się! Mam broń! I n...nie zawaham się tego użyć! -powiedziała XJ9 do nich, zamieniając jej rękę w broń.

Jednak nie posłuchali i powoli zbliżali się do niej.

-D... dobra! Sami tego chcieliście!

Wtedy wystrzeliła z jej broni piłeczki. Nie zrobiło to na nich wrażenia, więc jeden z nich wziął Jenny za szyję i przytrzymał ją do ściany. Wtedy jej czapka wyleciała z głowy. XJ9 czuła ogromny ból na szyi, a łzy leciały z jej oczu. Wtedy Nora podbiegła do niego i przyłożyła mu toporem w głowę. Potem zabiła resztę atramentowych ludzi. Następnie odetchnęła z ulgą. Po chwili zauważyła XJ9, która trzymała swoją szyję. Kiedy miała podejść do swojej córki znów usłyszała szlochy. Spojrzała na atramentową kałuże, a w niej wychodzili inni atramentowi ludzie. Szybko pobiegła do panelu sterowania i wyłączyła Maszynę Atramentu. Wtedy atramentowe potwory zaczęły się topić, krzycząc w bólu, cierpieniu i w agonii. Chwilę później zostały z nich tylko kałuże atramentu. Potem Nora podbiegła do XJ9, która leżała, trzęsąc się w strachu.

-Nic ci nie jest? -zapytała ją, zmartwiona.

Później zauważyła ranę na szyi XJ9.

-Dobry Boże. - pomyślała na głos.

Chwilę potem XJ9 zaczęła płakać z bólu i ze strachu. Nora ją przytuliła.

-Cśś. Już dobrze. Będzie dobrze. Przepraszam, że przyniosłam tą przeklętą maszynę do domu. - powiedziała, głaszcząc jej małą główkę.

-To się więcej nie powtórzy. - po chwili dodała.

CIĄG DALSZY NASTĄPI

Advertisement