Creepypasta Wiki
Advertisement

Rodzina Connorów właśnie wprowadziła się do nowego domu w Blaiswitch. Siedemnastoletnia Sandra wybrała największy pokój, bardzo dobrze oświetlony z widokiem na tajemniczy las. Connorowie mieli jeszcze trzyletnią córeczkę Ally, która miała spać z nimi w pokoju. Późnym popołudniem gdy najważniejsze rzeczy były już wypakowane, cała rodzina postanowiła przywitać się z nowymi sąsiadami. Po prawej stronie znajdował się, dość stary dom, sprawiał wrażenie niedostępnego i tajemniczego. Nowi sąsiedzi okazali się być bardzo mili, mieli córkę Martę w tym samym wieku co ich. Po godzinie wrócili do domu. Marta obiecała Sandrze pokazać jutro okolicę. Ally w nocy była bardzo marudna, śniły jej się koszmary. Na nastepny dzień o umówionej porze Marta przyszła do domu Connorów. Blaiswitch to małe miasteczko, w którym były tylko cztery sklepy. Stał tam też maleńki kościółek, Sandra chciała do niego wejść, ale Marta wystraszona powiedziała, że teraz jest on nieczynny. Było to trochę dziwne. Marta zaprowadziła Sandre, nad niewielki staw. Chciała z nią porozmawiać. Choć znały się zaledwie cały dzień, opowiedziała jej historię tego miasteczka.

-Nie chcę Cię wystraszyć, ale powinniście wyjechać-

-czemu?-spytała Sandra,

-To nie jest zwykłe miasto, nie zauważyłaś pustych placów zabaw, tego, że nie ma tu żadnych małych dzieci?-

Rzeczywiście od kiedy wyszły z jej domu, nie spotkały na swojej drodze prawie nikogo, a zwłaszcza małych dzieci.

-Faktycznie nie zauważyłam dzieci, ani nikogo dorosłego. Dlaczego?-

-To jest miasto SZATANA-

-Jasne, jasne, jasne, jak nie chcesz żebym tutaj mieszkała to po prostu mi to powiedz – ale nie ściemniaj mi tu o szatanie, bo napewno nie uwierze, a po za tym to nie jest zabawne-

-Ale to jest szczera prawda, nie ma tutaj dzieci bo wszystkie zgineły. Zostały poświęcone Jemu-

-Szatanowi?-

-Tak. Zawsze tak było, a mieszkam tutaj od urodzenia..-

-To jak ty mogłaś przeżyć?-

-Zostałam wybrana by Mu służyć, od dziesięciu lat żadne dziecko które się urodziło nie dostało tej szansy-

-Mówisz serio? Zaczynam się już bać-

-Nie ściemniam, chciałaś wejść do kościoła, prawda?-

-No, tak-

-To nie jest zwykły kościół, w tym miejscu odprawiane są czarne msze, w żadnym domu nie znajdziesz krzyża, ani świetego obrazka, jest to zakazane pod groźbą śmierci-

-Kiedy jest następna msza?-

-Ja nie żartuje twoja siostra jest w śmiertelnym niebezpieczeństwie, musicie uciekać, nie mów nikomu o naszej rozmowie, nikt nie może o tym wiedzieć, inaczej zginę za zdradę-

-OK, nikomu nie powiem-

-Robi się już poźno wracajmy-

-Dobra-

Żadna z nich w drodze powrotnej nie odezwała sie słowem do drugiej. Gdy były już blisko domu zauważyły jak w oknach salonu migają cienie. 
-Oni są u ciebie-
-Jacy „oni”?-
-Najważniejsi kapłani, pamiętaj co ci powiedziałam, narazie-
-cześć- Sandra powoli otwiera wejściowe drzwi
-O już jesteś kochanie, choc tutaj szybko mamy gości- powiedziała matka Sandry
-Już idę-
-A to jest nasza najstarsza córka : Sandra-rzekł ojciec
-Tato!!!-
-No dobrze juz dobrze, częstujcie się wszyscy-
Około dwunastej przyjęcie się skończyło, Sandra cały czas myślała o tym co jej powiedziała Marta. Obudziły ją dziwne odgłosy wstała i wyjrzała przez okno. Zobaczyła jak Marta wraz z całą rodzina gdzieś idą. Postanowiła ich śledzić. Ubrała się szybko, i jak najciszej wyszła z domu. Okazało się, że nie tylko oni wyszli na nocną przechadzkę. Inni mieszkańcy również gdzieś szli. Po krótkim czasie doszli do kościoła, Sandra w ostatniej chwili schowała sie w krzakach. O mały włos a by ją ujrzeli. Gdy wszystko ucichło,  podeszła do okna. To co zobaczyła, nierównało się zniczym co do tej pory widziała. Krzyk sam wyrwał się z jej ust. Wszystkie głowy zwróciły się w jej stronę. Widziała jak para osiłków wychodzi, szli po nią. Zaczeła uciekać. Wbiegła do lasu, słyszała za sobą ciężkie kroki. Była tak bardzo przerażona, że nie patrzyła gdzie biegnie. W końcu przystaneła na chwilkę, brakowało jej oddechu. Nasłuchiwała. -Chyba ich zgubiłam, i przy okazji siebie-pomyślała. Nagle poczuła na swoim ramieniu dłoń.

-Panienka pójdzie z nami- powiedział nieznajomy

-Nigdzie nie ide, póść mnie ty debilu-

Poczuła ukłucie – ogarneła ją przerażająca ciemność. Obudziła się na stole, była naga. W pomieszczeniu panował półmrok, gdzie nie gdzie tylko paliły się czarne świece. Na ścianach było pełno pentagramów i krwi. Spojrzała w góre, nie było tam sufitu tylko wielka dziura otoczona balustrada, za którą stało mnustwo osób. Wszyscy ubrani w czarne habity – nie mogła rozróżnić twarzy, było zbyt ciemno. Poczuła jak po jej ciele spływa ciepła ciecz. Nie wiedziała co to jest ale sie domyślała. Kapłan pochylił się nad nią i kazał jej coś wypić. Wypiła, smak był ochydny, ledwo powstrzymała wymioty. Nadal nie mogła uwierzyć w to co się stało. Myślał, że może śpi, że to tylko koszmarny sen. Reszte dziwnej substancji wylał na jej czoło. W tedy zobaczyła stróżkę krwi spływającą po jej ramienu. Była totalnie przerażona. Przez dłuższą chwilę nic się nie działo. Po tem poczuła jak ktoś rozwiera jej nogi. Zaczeła płakać, prosiła żeby przestał. Jej błagań nikt nie wysłuchał. Poczuła okropny ból. Zamkneła oczy nie chciała na to patrzeć. Ale słyszała jego okropne sapanie, i czuła jak coraz głębiej w nią wchodzi. Nagle zgasły wszystkie świece. Nastały egipskie ciemności. Było to tym bardziej dziwne, w pomieszczeniu panował okropny zaduch. Świadczyło to o tym, że nie było dostępu do świerzego powietrza. Więc przyczyna zgaśniecia świec nie mógł być przeciąg. Słyszała szepty zgromadzonych na górze ludzi. Kapłan przemówił:

-Zostałaś wybrana do słyżby najjaśniejszemu panu, od wielu lat nikt nie doznał tego zaszczytu, by stać się jedną z nas musisz poświęcić ofiarę. Tą ofiarą bedzie twoja siostra, jutro o tej porze przyniesiesz ją tutaj.-

-Nie, nigdy nie zabije mojej siostry-

-Milcz, albo ona albo ty, masz jeszcze czas, zastanów sie, wyprowadzić ją!!!-

Poczuła jak ktoś delikatnie ją zdejmuje ze stołu, i podaje ubranie. Sandra nie jest w stanie sama się ubrać. Jest zbyt osłabiona fizycznie i psychicznie. Nagle pokuj zostaje oświetlony. Osoba która jej pomaga jest Marta.

-Mówiłam ci, ale ty nie posłuchałas, teraz już nie masz wyjścia, twoja rodzina należy już do niego-

-NIE, jutro wyjeżdzamy-

-To na nic, oni cie znajdą, tak samo było z innym mieszkańcami, nie warto uciekać-

-Odprowadz mnie do domu-

-Dobra, chodz-

Gdy juz leżała bezpiecznie w łóżku, poczuła okropny ból w dole brzucha. Nie wytrzymała poszła do łazienki i zwymiotowała. Przez chwile zastanawiała się czy nie skończyć ze soba. Zrezygnowała, musi powiedzieć o tym wszystkim rodzicom. Nie maja terz wyjścia muszą uciekać, choćby nie wiem co.Poczuła jak poranne płomyki liżą jej twarz – to już ranek. Powoli odtworzyła oczy, była cała obolała. Przez moment myślała , że wczorajsze wydarzenia to tylko koszmar. Niestety nic już nie będzie tak jak było przedtem. Zeszła na dół na śniadanie. Jej siostrzyczka jeszcze spała. Matka jak zwykle krzątała się po kuchni, a ojciec zaczytany w poranną gazete nie zwrócił na nią uwagę.

-Mamo, musimy wyjechać- powiedziała wkońcu

-Ależ gdzie kochanie?-

-Mamo, ty nic nie rozumiesz, to nie jest normalne miejsce, tu…..-

-Cicho, wiem co chcesz nam powiedzieć- rzekł ojciec

-Jak to? Od początku wiedzieliście?-

-Tak, wychowaliśmy się w tym miasteczku, ale dawno temu musieliśmy je opuścić-

-Przecież, nikomu nie pozwolonno stąd wyjechać?-

-My zostaliśmy wybrani-

-Wybrani do czego-

-Mieliśmy promować to miejsce, żeby więcej rodzin się tu sprowadzało-

-Jak mogliście mi nic nie powiedzieć, zapewne wiecie już, że zostałam wybrana do służenia szatanowi, jednak nie mam zamiaru skorzystać z tej chorej propozycji. Po za ty nigdy w życiu nie zabije Ally, To miasto jest chore, wy wszyscy jesteście chorzy…-

-Zamknij sie, nie bluźnij przeciwko Niemu, zrobisz to co musisz i nic tego nie zmieni-

-Słyszałeś co powiedziałeś, chcesz zabić swoja własną córkę – jesteś POJEBANY!!!!-

-Wynoś sie nie chce cie już widzieć, porozmawiamy jak ochłoniesz-

Wkurzona Sandra wyszła z kuchni i poszła do pokoju. Nie miała zamiaru siedzieć bezczynnie. Chciała uciec wraz z Ally. Nie wiedziała tylko gdzie, ale napewno jak najdalej stąd. Spakowana próbowała po cichu wyjść z pokoju, drzwi były zamkniete. -Zamkneli mnie- pomyślała. Wieczorem przyszła do niej matka.

-Kochanie musisz się z tym pogodzić, nie masz innego wyboru-

-Mam, ucieknę stąd-

-To nic nie da, wielu próbowało i wszyscy zgineli-

-Mamo ale ja nie zabije Ally, już wole sama się zabić-

-Rozmawiałam z Kapłanem mamy miesiąc na przygotowanie się-

-Nie poznaje cię, nie jesteś już moją matką-

-Ranisz mnie…wykorzystaj ten czas jak najlepiej i porzegnaj się ze swoją siostrą- Sandra nie mogła znieść widoku Ally, cały czas miała przed oczami jak podrzyna jej gardło. Z dnia na dzień coraz mniej spała. Mdłości, zawroty głowy to tylke nie które dolegliwości które ją męczyły. Okres spóźniał jej się drugi tydzień. Czyżby była w ciąży?

W końcu nadszedł ten okropny dzień. O północy ubrana w czarne szaty poszła do kościoła. Pragneła iść sama, chciała przemysleć wszystko jeszcze raz. Słyszała jak obudzona przez matke Ally płacze, i nie chce nigdzie iść. Jednak posłusznie poddaje się, tak jak by wiedziała co ją czeka. Już prawie doszła do drzwi, słyszała muzykę. Mrożącą krew w żyłach pieśń. Weszła do środka, wszystko ucichło, oczy zgromadzonych zwróciły się ku niej. Zeszła po schodkach na dół. Jej siostra już leżała, na stole. Oczy miała zawiązane. Sandra słyszała jak Ally cichutko płacze. Kapłan odmówił modlitwę. Nastała cisza. Powoli podszedł do Sandry i dał jej ostry błyszczący nóż, którego rękojeść przypominała Krucyfiksa. Wiedziała co musi zrobić. Bała się, nie mogła znieść myśli, że nie zobaczy już więcej swojej siostrzyczki. Podeszła powoli do niej. Schyliła się i pocałowała ją w policzek. Chciała, zeby jak najmniej cierpała, żeby natychmiast umarła. Wbiła jej nóż w serce, które natychmiast przestało bić. Zemdlała. Śniło jej się, że jest na łące – bawi się z Edytą. Jest cudownie jak w bajec. Jednak sen szybko się skończył, za szybko. Obudziła się i zobaczyła zapłakaną matkę.

-Córciu już po wszystkim, nie martw się-

-Jak mam się nie martwić, jestem morderczynią, ja ją zabiłam rozumiesz? Zabiłam….- 

-To nie wszystko, spotkał cię nie samowity zaszczyt : jesteś w ciąży-

-Co????Nie to nie możliwe-

-Tak to możliwe będziesz matką, syna Szatana-

-Nie będę, nigdy-

-Uspokój sie, lepiej odpocznij- poczym wyszła z pokoju.

Sandra nie wiedziała co ma zrobić. Jedyne wyjście z tej sytuacji to śmierć. Podcieła sobie żyły a później gardło. Po dwóch godzinach, przyszedł do niej ojciec, to co zobaczył przeraziło go. Jak ona mogła to zrobić. Od tej chwili jej duch krąży wokół miasta i nie pozwala nikomu się tam dostać, ani nikomu z tamtąd wyjechać.

Advertisement