Creepypasta Wiki
Advertisement

Przewidzenia, zwidy i omamy słuchowe to rzeczy, z którymi jestem związana tak naprawdę od kiedy pamiętam.

To COŚ, z którym zmagam się od dzieciństwa, odwiedza mnie do dziś.

Nie jestem osobą wierzącą. Nie wierzę również w duchy i tym podobne zjawiska. Zawsze wydawały mi się absurdalnym wymysłem ludzi. Jestem jedną z tych, którzy "gardzą" Bogiem i świętymi. I nie widzę w tym nic złego.

Ale przejdę już do rzeczy.

Czy ty też jako dziecko, a może nawet i teraz, miewasz takie stany, kiedy to budzisz się w środku nocy bez żadnego powodu i odczuwasz wrażenie, że ktoś cię właśnie obserwuje? A może miewasz gorsze przypadki? Otwarcie zawsze powtarzałam, że nie wierzę w takie bzdury i jest to po prostu niemożliwe.

Parę miesięcy temu, kiedy moich rodziców nie było w domu, obudziłam się w środku nocy. Nie wiedziałam, która jest godzina. Wiedziałam, że ktoś jest w moim pokoju. Czułam wyraźną obecność. Jednak to nie było coś, co już przeżywałam.

Sparaliżował mnie strach, kiedy usłyszałam jak skrzypi podłoga. Zastygłam w bezruchu, bałam się otworzyć oczy... Po moim pokoju rozchodziły się ciche szepty, jakby parę osób rozmawiało w tym samym czasie, jednak nie rozumiałam żadnego ze słów. Szepty z każdą chwilą stawały się głośniejsze. Czułam, jak spod moich powiek wypływają łzy strachu.

W końcu z każdej strony dawało się słyszeć głosy, były bardzo głośne, zmieszane ze sobą, nie rozumiałam ani jednego słowa. Miałam uczucie, jakby były one w mojej głowie, ale przecież dobiegały wprost do moich uszu...

Czułam, jakbym zwariowała i znajdowała się na sali w psychiatryku. To był jeden, wielki szum. Chciałam złapać się za głowę i zasłonić dłońmi uszy, jednak strach nie pozwalał mi na żaden ruch.

W końcu mimowolnie otworzyłam oczy i szybko rozejrzałam się po pokoju. Był on inny, jakby pokazany w innym wymiarze, pochłonięty czarną mgłą i mrokiem. Mój wzrok powędrował na biurko, stojące naprzeciw mojego łóżka. Zdałam sobie sprawę, że szepty wydobywają się spod biurka, tak jakby coś pod nim siedziało.

Chciałam się od tego uwolnić, ale jedyna rzecz, jaka mi przyszła do głowy, to było zapalenie światła.

Do włącznika było kilka kroków.

Bardzo ostrożnie wstałam, starając się nie wydać żadnego dźwięku i włączyłam światło.

W jednej sekundzie szepty ustały i nastała grobowa cisza. Zdałam sobie sprawę z tego, że jestem sama.

Przeszukałam pokój, niczego w nim nie było.

Do dzisiaj szukam odpowiedzi na to pytanie.

Co lub kto to był?

Czy druga strona naprawdę istnieje?

A może zmarli próbowali mi udowodnić, że się mylę?

Zastanawiam się tylko, czy wyłączyć znów światło...

Advertisement