Creepypasta Wiki
Advertisement

Do tej pory nie dzieliłem się tą historią z nikim poza policją, ale uznałem, że będzie tu pasować, bo lubicie takie upiorne opowiastki. W przeciwieństwie do większości historii zamieszczonych tutaj, ta jest prawdziwa.

Lubiłem robić prank calle, czyli dzwonienie do losowych ludzi i mówienie jakichś głupot. Zawsze robiłem to z kumplem. Pewnego wieczora, po partyjce w Mortal Kombat, gdy rodzice wyjechali z domu, podeszliśmy do telefonu. Wzięliśmy książkę telefoniczną, po czym zadzwoniliśmy do paru losowych osób. Kiedy już mieliśmy kończyć, kumpel nakłonił mnie na jeszcze jeden żart. Po drugiej stronie odezwało się zdenerwowane "Taa?"

— Witamy, tutaj mafia. Czy możemy pożyczyć pana samochód?

Do tej pory pamiętam co facet odpowiedział.

— Słuchaj g*wniarzu, nie rób sobie ze mnie k*rwa żartów.

Po czym się rozłączył. Minęło kilka godzin. Do północy graliśmy, oglądaliśmy filmiki i takie tam. Rodzice mieli przyjść o szóstej rano, więc mieliśmy sporo wolnego czasu. Nagle coś usłyszeliśmy. To był dźwięk otwieranej furtki na podwórze. Wzruszyłem ramionami, uznając to za przesłyszenie. Wtedy to obaj podskoczyliśmy, kiedy zauważyliśmy, że ktoś szarpie klamkę.

Spanikowaliśmy i zaczęliśmy szukać kryjówki. Mamy w domu łóżko przykryte długą szmatą, która zakrywa to co jest pod nim, tak że nie można było nas zobaczyć gdybyśmy się pod nim schowali. Kiedy to zrobiliśmy, mogliśmy usłyszeć jak ktoś wybija okno, otwiera wszystkie drzwi, a potem zmierza krokami prosto do sypialni. Staraliśmy się oddychać tak cicho jak to tylko możliwe, bo zobaczyliśmy parę dużych, czarnych kozaków wchodzących do środka.

Już się baliśmy, że włamywacz zajrzy do środka, ale po minucie, która zdawała się być godziną, wyszedł. Kiedy się upewniliśmy, że na pewno nie ma go w domu, wyszliśmy spod łóżka. Akurat gdy dobiegliśmy do pokoju, w którym zobaczyliśmy, że ktoś szarpie za klamkę, zauważyliśmy, że jedno z okien jest wybite, a na podłodze pośród kawałków szkła leży spory kamień. Wtedy mój przyjaciel krzyknął przerażony, wskazując na coś w kącie.

Tam leżał mój pies, skomląc z bólu. Podszedłem do niego i zorientowałem się, że ma wbity w bok spory nóż. Szybko zadzwoniliśmy po policję i weterynarza.

To co mnie zastanawia, to to czy mój prank call miał coś wspólnego z tym włamaniem. Nawet jeśli, to kto u diabła tak reaguje na zwykły żart? Może miałem nieszczęście trafić na wyjątkowo aspołecznego człowieka albo coś gorszego. Jedno jest pewne — sk*rwiela nie złapali.

Advertisement