Creepypasta Wiki
Advertisement

Robiliśmy z kumplami ognisko. Była już 2 w nocy, dlatego postanowiłem, że chyba powinienem pójść już do domu. Mało wypiłem. Nigdy nie byłem fanem alkoholu, ale gdy już wszyscy znajomi piją, to ja nie chcę być gorszy. Moje osiedle znajdowało się blisko tego lasu. Pomiędzy lasem a ulicami znajdowały się pola. Pożegnałem się ze wszystkimi i poszedłem. Miałem latarkę i ciągle oświetlałem sobie drogę.

Opuściłem las i znajdowałem się właśnie na tych polach. Gdy się odwróciłem, nie słyszałem już głosów moich znajomych, ani nie widziałem już dymu z ogniska. Była cisza. Miałem 23 lata i nigdy nie przytrafiło mi się nic związanego z paranormalnymi rzeczami, dlatego nie bałem się. Po chwili usłyszałem jak ktoś bardzo szybko za mną biegnie. Odwróciłem się i zobaczyłem, że stoi przede mną jakaś postać.

Była dosyć wysoka, miała długi czarny płaszcz i cylinder na głowie. Zdecydowanie był to mężczyzna. Cały czas stał nieruchomo. Znałem moich przyjaciół od dawna i wiedziałem, że uwielbiają robić żarty innym. Byłem pewien, że to kolejny żart z czyjejś strony. Chciałem złapać ich na gorącym uczynku, dlatego odwróciłem się i poszedłem. Ponownie usłyszałem, że osoba za mną biegnie. Odwróciłem się i był już o wiele bliżej. Jakieś 10 metrów. Było ciemno i dalej nie widziałem jego twarzy. Powoli zacząłem się cofać, nie odwracając wzroku od niego.

Po kilkunastu sekundach on odwrócił się i pobiegł. Ciągle patrzyłem jak jego postać oddala się. W końcu kompletnie jej nie widziałem. Jednakże po chwili coś zaczęło się powiększać. To znowu on. Jego postać była coraz większa... Biegł do mnie. Nie wytrzymałem, pomyślałem "A co, jeśli to nie jest żart i ten facet jest kimś innym niż myślałem?".

Odwróciłem się i zacząłem sprintem biec do mojego domu. Byłem dosyć wysportowaną osobą. Mówiłem już, że nie wypiłem za dużo i nie kręciło mi się w głowie. Ciągle słyszałem dźwięk za moimi plecami. Biegł i mocno uderzał butami o ziemię. Wybiegłem na ulicę. Zapadła cisza. Odwróciłem głowę na chwilę. Latarnie oświetlały całe osiedle. Widziałem go. Zatrzymał się jeszcze wcześniej ode mnie. Stał na krawężniku. Zbliżał się, ale tym razem nie biegł. Poruszał się powoli. Jego ręce były w miejscu. Wyglądały, jakby były przyklejone do jego ciała. Ruszały się tylko nogi. Szybko pobiegłem na jedną ze ślepych uliczek, na której znajdował się mój dom. Stałem przy furtce i patrzyłem się... Przez 10 sekund nie było tam nikogo, ale zobaczyłem go ponownie. Pojawił się i cały czas zbliżał się tym swoim krokiem. Wszedłem na swoją posesję, zamknąłem furtkę, a klucz do niej schowałem w kieszeni. Słyszałem jego kroki. W końcu pojawił się tuż przy mojej bramie i ciągle się na mnie patrzył. Podszedłem do niego. Cały trzęsłem się ze strachu. Zostawiłem mój telefon w domu. Mógłbym zadzwonić na policję, ale nie wiem, co w tym czasie zrobiłby mój gnębiciel. Po chwili zdjął kaptur. To był Mike.

— Czy ciebie posrało? Wiesz jak się bałem?! — Wykrzyknąłem to do niego.

On tylko się śmiał. Opowiedział mi o tym, jaką miałem minę i jak bardzo się bałem. Powiedział też, że wraca na ognisko. Pożegnałem się z nim i udałem się do domu. Ech, to było chore. Dopiero w domu coś sobie uświadomiłem.

Mike nie miał na sobie płaszcza i cylindra...

Autor: Gromon

Advertisement