Creepypasta Wiki
Advertisement

Witaj. Zastanawiałeś się co jest po śmierci? Ja zastanawiam się cały czas. Leżę w ciasnej trumnie. Ale czemu mnie pochowali? Przecież ja żyję! Zaledwie godzinę temu słyszałam szloch żałobników. Chciałam wyjść z trumny i wykrzyczeć, „Ja żyję! Nie płaczcie!”, ale niestety trumna była szczelnie zamknięta. Zapewne niedługo skończy mi się powietrze. Jeśli nie, umrę z pragnienia. Nie pozostało mi nic innego, niż czekać na śmierć. Śmierć? Czym ona właściwie jest? Błogosławieństwem, czy przekleństwem? Nagrodą, czy karą? Nie jest teraz to dla mnie ważne. Pożyjemy, zobaczymy… Hah… Nawet w takiej chwili humor mi dopisuje. Pomimo zdartych paznokci, które się zdarły przez próbę otwarcia wieka trumny.  Piecze niemiłosiernie. Co ja tym próbowałam osiągnąć? Może po prostu wariuję? Wszystko zaczęło się jednego dnia. Dnia, który zmienił moje życie…

Pośpiesznie wybiegłam z mojego domu. Zabrałam ze sobą kluczyki do auta. Śpieszyłam się na randkę.  Tak dla Waszej wiadomości… Mam 25 lat.  Poznałam wtedy chłopaka. Kochałam go. Zresztą… Głupia byłam…  To sku*wiel jakich mało… Ale czy moje uczucia mają w mojej sytuacji sens? Odbiegam od tematu… Wsiadłam do mojego czarnego szewroleta, wcisnęłam gaz i ruszyłam. Czułam się nieswojo. Dziwne uczucie, że zaraz stanie się coś złego, towarzyszyło mi cały czas. Zatrzymałam się na parkingu, kilometr oddalonego od restauracji. Ahhh… Zapomniałam Wam powiedzieć. Umówiłam się z nim w restauracji. Druga sprawa… Zaparkowałam tak daleko, gdyż w całym mieście były korki. O wiele szybciej było iść, że tak się wyrażę „z buta”, niż jechać samochodem. Dziwne uczucie jeszcze nie zniknęło. Wręcz przeciwnie. Nasiliło się. Myślałam nad powrotem do domu i usprawiedliwić się, z powodu nieobecności na randce chorobą. Odrzuciłam ten pomysł. Byłam przecież dorosłą kobietą. Nie wierzyłam w zjawiska paranormalne, psychopatów z wyciętymi uśmiechami, czy w wysokich mężczyzn bez twarzy. Nawet w Boga!

Kroczyłam dalej. Spojrzałam się na mój zegarek. Wskazywał on godzinę 12:50.

„Jeszcze dziesięć minut do spotkania”- pomyślałam.

Aż wreszcie dotarłam na miejsce.  Wkroczyłam do budynku. To co tam zobaczyłam… To było okrutne i złe… Mój chłopak całował się z jakąś kobietą… Ale co on robił? Przecież tu się umówiliśmy! Nie zastanawiałam się nad tym długo. Łzy napłynęły mi do oczu. Wybiegłam z budynku wprost na ulice. Jedyne co pamiętam to ogromny tir jadący w moim kierunku.

Obudziłam się…  W szpitalu. Nic mnie nie bolało. Nie byłam zabandażowana. Nic z tych rzeczy. Ale… Byłam sparaliżowana. Nie mogłam się ruszać. Słyszałam rozmowę, zza pomieszczenia:

„Jak im to przekażemy?” – odezwał się niski, męski głos.

„Nie mam pojęcia” – odpowiedziała jakaś kobieta.

„Szkoda dziewczyny… Miała przed sobą całe życie…” – odezwał się ten sam, męski głos.

Nie wiedziałam o kim mówi. Nie mogła to być ja. Ja przecież żyłam i żyję. Chciałam im do powiedzieć, ale jak wcześniej wspominałam paraliż ogarnął całe moje ciało. Dalej wspomnienie się urywa. Pamiętam jak nieśli trumnę. Ze mną w środku. Odzyskałam już władzę w ciele, ale nie próbowałam się wydostać. Nie wiem czemu. Dziwne uczucie, jakie towarzyszyło mi wcześniej zniknęło.

Teraz słyszałam, jak zasypują dół z trumną. Pochowali mnie żywcem.

Próbowałam się wydostać. Bezskutecznie. Teraz jedna myśl zaprzątuje mi głowę. Jedna myśl nie daję mi spokoju. Skoro tutaj jestem i żyję to zastanawia mnie jedno… Czy śmierć w ogóle istnieje?  

Nieważne. Właśnie udało mi się zrobić dziurę w trumnie. Od razu zawaliła mnie masa ziemi. Z trudem wyszłam na powierzchnię. Idę do najbliższego domu. Jest już ciemno. Może tam mi pomogą.

Advertisement