Creepypasta Wiki
Advertisement

(pasta została przetłumaczona na prośbę Damiranc1 z jego artykułu Tłumaczenie Creepypast 2 co prawda po trzech latach ale mimo wszystko niech ma chłopak)

(oryginał: Birthday Clown)


To były piąte urodziny mojego syna.  Moja żona i ja wiedzieliśmy, że to były ważne urodziny. W przyszłym roku nasz mały ,Michałek miał pójść do szkoły, więc był to swego rodzaju koniec pewnej epoki, konie końców krótkiej. Po wielu debatach zdecydowaliśmy się na klauna, który miał zapewnić rozrywkę. Byłem temu przeciwny.

Byłem jedną z wielu osób, które bały się klaunów. Jako dziecko drżałem, trząsłem się i zaczynałem panikować na widok jednego w telewizji. Ale nasz syn tak nie miał. Odkąd Laura kupiła mu jakąś grę komputerową z klaunem w roli głównej, uwielbiał je. Jako ojciec wiedziałem, co muszę zrobić, aby mój synek był jak najszczęśliwszy. I jeśli oznaczało to zamówienie klauna, to zamówiłem klauna. Poza tym byłem dorosły - już mnie nie straszyli. A przynajmniej miałem taką nadzieję.

Dzieci bawiły się na podwórku, napychały buzie ciastem i przekąskami, ciesząc się światem w niewinny sposób, jaki tylko dzieci potrafią. Ja i Laura czekałyśmy na klauna w salonie. Był już spóźniony o 30 minut. Ale przecież nie można oczekiwać od klaunów punktualności. W końcu przybył, niosąc dużą różową torbę.

Przedstawił się jako "Bonko" i usiadł na naszej kanapie. To był naprawdę klasyczny klaun. Biały makijaż, kolorowy puchaty kostium, wielkie buty, wielki czerwony nos, pomarańczowa peruka, wszystko. Laura zapytała, czy może mu coś przynieść. On odmówił. Siedział w naszym salonie przez jakieś 15 minut, paląc papierosa i stukając butem o podłogę. Wyglądał na zdenerwowanego i mógłbym przysiąc, że widzę, jak pije z flaszki. "Czy to twój pierwszy raz?" zapytałem. Zachichotał i nie patrząc na mnie, powiedział: "Zawsze tak jest...". Nie rozumiałem, o co mu chodzi.

Po skończeniu palenia, zrobił radosny uśmiech klauna, chwycił swoją torbę i wstał. Dał mi klepnięcie w plecy. Pomyślałem, że być może wyczuł mój dziecięcy strach i próbował mnie rozluźnić.

Bonko wyszedł na zewnątrz i rozpoczął pokaz. Żonglował, opowiadał dowcipy, pryskał wodą, robił klasyczny slapstick. Nawet ja musiałem przyznać, że był dobry. A dzieci były po prostu zachwycone.

"A teraz wielki finał!" - oznajmił. Wyciągnął z torby trzy kolorowe pudełka. Wyglądały jak prezenty urodzinowe. "Wybierz jeden, solenizancie!"

Birthday-Presents-02902.jpg

Michałek pomyślał chwile. Wyglądał tak słodko, jakby udawał, że jest dorosły. Laura pstryknęła zdjęcie. W końcu wybrał środkowe. Bonko westchnął i chwycił je.

"O rany! Dobry wybór!" - powiedział komiksowym głosem, choć przysięgłam, że słyszałam w nim smutek. Bonko otworzył pudełko i wyjął z niego nóż.

Laura i ja byliśmy w szoku, ale zanim zdążyliśmy cokolwiek zrobić, Bonko zaczął ciąć sobie twarz. Kawałki skóry pokryte makijażem spadły na ziemię, dzieci krzyczały. Nasz mały Michałek był cały we krwi klauna i płakał. Pobiegłem, żeby zatrzymać Bonko, ale on upadł na ziemię. Sanitariusze uznali go za zmarłego.

Zajrzałem do pozostałych pudeł. W jednym był mały karabin, a w drugim puszka z płynem do zapalniczek i pudełko zapałek.

Wszystkie dzieci, w tym nasz mały Michałek, musiały pójść na terapię. Powiedzieliśmy o tym policji, a oni tylko patrzyli w podłogę ignorując nas. Postanowiłem, że nie mogę pozwolić, aby to przepadło. Namierzyłem firmę, która przysłała nam klauna.

Mieściła się ona w małym, dwupiętrowym budynku. Spodziewałem się zrujnowanego, strasznego, starego miejsca, ale było całkiem schludne i nowoczesne. Pomaszerowałem do biura kierownika, nie pozwalając nikomu mnie zatrzymać.

Rozejrzałem się. W jego biurze wisiały zdjęcia klaunów z odciętymi twarzami, odciętymi głowami, z dziurami po kulach w czołach, z wypalonymi twarzami; to było straszne. A na każdym zdjęciu płakały biedne, małe dzieci.

Kierownik był chudym mężczyzną w krawacie. Wyglądał na późne lata czterdzieste i miał wielkie, wybałuszone oczy. "Dlaczego w ogóle to robicie?" krzyknąłem. Nie odpowiedział, tylko roześmiał mi się w twarz. Dwóch dużych facetów przyszło od tyłu i wyciągnęło mnie na zewnątrz.

"Znajdę kogoś, kto sprawi, że zapłacisz! Nie będę milczał!" Uśmiechnął się do mnie i dał znak swoim ochroniarzom, żeby przytrzymali mnie w miejscu.

"Czy kochasz swoją rodzinę?" zapytał.

"Oczywiście," odpowiedziałem, "Dlatego tu jestem!".

"Popełnił pan błąd," powiedział, "Ciesz się resztą swojego życia."

Od tego czasu minęły 43 dni. Wciąż bardzo się boję.

Advertisement