Creepypasta Wiki
Advertisement

Siedziałem pod ścianą w jakiejś zapyziałej i brudnej uliczce małego miasteczka. Chmury dość sprawnie przysłaniały promienie słoneczne, których niedosyt tworzył szarą, ponurą atmosferę. Smród przegniłych resztek jedzenia wydobywający się z koszów baru za rogiem był irytujący. Jednocześnie kusił, mącił mój żołądek swymi obrzydliwymi łapskami, a jednocześnie odpychał i wywoływał odruchy wymiotne. Umierałem z głodu. Nie pomnę kiedy ostatnio najadłem się do pełna. Z mojego brzucha co chwila dochodziły głośne pomruki, które oznaczały, że proces trawienia narządu się rozpoczął. Głowę zaprzątały mi różnorakie myśli. Czy to o jedzeniu, czy to o mojej przeszłości i teraźniejszości. Położenie w jakim się znalazłem było wyłącznie moją winą, gdyż dałem się omotać tej niewdzięcznej suce jaką jest moja żona. No, teraz już była. Zabrała mi wszystkie dokumenty, całe wspólne oszczędności i wyjechała ze swoim fagasem w siną dal. W jeden dzień straciłem wszystko.

Złapałem się za brzuch i oparłem głowę na kolanach. Nie miałem pojęcia co robić. Pozostało mi jedynie czekać na śmierć, jedną z okrutniejszych. Legendy głoszą, że na tych, którzy sczeźli z głodu, w raju czeka wielka uczta, przy której nigdy się nie najedzą do syta. Jako iż nie jestem pokornym wyznawcą Boga, myśl ta nie wzbudziła we mnie ani krzty nadziei, miast tego natchnęła mnie obojętnością.

Wtem, zgoła nieoczekiwanie, coś przykuło moją uwagę. Usłyszałem cichy szelest kroków kierujących się w moją stronę. Na początku pomyślałem, że to po prostu umysł płata mi figle, ale mimo to podniosłem lekko głowę i rozglądnąłem dookoła. W oddali ujrzałem małą, pyzatą postać. Podskakiwała radośnie. Nie zdołałem zobaczyć nic więcej, gdyż ból żołądka przypomniał sobie o swoim istnieniu. Bolało tak mocno. Nim się obejrzałem, owa osoba stała przed moimi stopami. Był to chłopczyk, wyglądał na jedenastolatka.

— Co tu robisz? — zapytał

Zdziwiłem się. Co w tak obskurnym miejscu jak to robił niewinny chłopiec? Miał na sobie dość oficjalny ubiór, prawdopodobnie wracał ze szkoły. Trzymał w dłoni hot doga z musztardą.

— A co ty tutaj robisz? — zapytałem ze zmęczonym uśmiechem co chwila spoglądając na jego rękę. Uśmiechnął się miło i rzekł.

— Tą drogą jest szybciej do mojego domu. Zawsze nią wracam. — zaśmiał się — Moja mama zawsze mówiła, że w takich uliczkach ludzie się gubią, ale ja w to nie wierzę — zachichotał cicho i przyjął poważną minę.

— Poniekąd mają rację. — gdy to powiedziałem z mojego brzucha rozległo się głośne burczenie. — A tak z ciekawości, to skąd wracasz? Wszystko w porządku?

— Tak, jest super! Brałem udział w przedstawieniu. Moja pani powiedziała, że zagraliśmy bardzo dobrze i że jest z nas dumna, więc po szkole zabrała nas na hot dogi. Zastanawiałem się czy… — jego wypowiedź została przerwana przez ponowne burczenie i mój głośny jęk bólu, który zmusił mnie do pozycji embrionalnej. Czułem, że dogorywam. Co chwila spoglądałem na chłopca, który nieświadomy sytuacji patrzył na mnie swoimi wielkimi, błękitnymi oczyma. Wystawił rękę, w której trzymał hot doga i rzekł.

— Proszę. Zjedz to. Zastanawiałem się i tak czy powinienem to jeść. Rodzice mi mówili, że to niedobre dla mnie, bo wtedy zgrubne i będę wyglądał jak wieeelki kotlet.

Spojrzałem na niego ze łzami w oczach i z łakomym uśmiechem. Wstałem z trudem na własne wychudzone nogi, sapiąc głośno niczym pies w upalny dzień i złapałem go mocno za nadgarstek.

— To będzie pyszna uczta.


Autor: Marszuk

Kotki tutaj!

05:57, cze 1, 2017 (UTC)

Advertisement