Creepypasta Wiki
Advertisement

Plakat z poszukiwań Weroniki

Weronika Teresa Fąferek. Piętnastolatka zaginęła 6 lipca 2017 roku. Była godzina 16:30. Weronika wyszła z domu, mówiąc swojej mamie, że idzie ze swoją przyjaciółką się przejść, dziewczyna nigdy nie wróciła. Z relacji jej przyjaciółki, Kornelii wynika, że spotkały się o 16:42 i przebywały ze sobą do godziny 19:12. W pytaniu w jakich miejscach były widziane dziewczyna odpowiadała, że były bardzo blisko garaży między ulicą Wiśniową a ulicą M. Konopnickiej. Poszukiwania dziewczyny rozpoczęły się 7 lipca około godziny 10 rano. Policja rozpoczęła poszukiwania od miejsca wskazanych garaży, lecz nie znaleziono niczego, co mogło by wskazać, gdzie podziała się dziewczyna. Poszukiwania trwały 2 tygodnie. Nie znaleziono żadnych poszlak, które mogłyby wskazać, gdzie znajduje się dziewczyna. Miasto nie było monitorowane, nie było więc możliwości zobaczenia monitoringu.

Psy wywąchały trop dziewczyny, ale urywał się on na pobliskim moście w lesie, psy wtedy zataczały koła, nie były w stanie nic więcej znaleźć. Policja postanowiła, że to w tamtym miejscu skupią się na poszukiwaniu. Mieli nadzieję, że uda im się cokolwiek znaleźć. Matka dziewczyny została przesłuchana, ale nic nie wiedziała. Policja przeszukała pokój dziewczyny, jedyne co znaleźli, to jej rysunki oraz kartki, napisane znaczkami kanji. Dziewczyna miała w pokoju słownik języka japońskiego więc postanowiono przetłumaczyć napisy. Nic nie zrozumiano. Napisy na kartkach były tylko ciągiem nic nie znaczących słów. Śledztwo zatrzymało się w miejscu. Wiele było podejrzeń co do tego, co mogło się z nią stać. Na pierwszym miejscu znalazło się porwanie przez pedofila. Potem uznano, że mogła paść ofiarą szaleńca, który ją zabił, albo została ofiarą nieszczęśliwego wypadku. Najmniej prawdopodobne było samobójstwo. Dziewczyna miała dobre życie, więc co mogło ją do tego skłonić? Policja poddała się, nie wiedzieli, co mogło się stać z nastolatką. Śledztwo zostało porzucone. Rodzina i bliscy dziewczyny starali się dowiedzieć, co stało się z nią na własną rękę, ale to zawiodło. Nie pozostała im już żadna garstka nadziei...

20 grudnia 2017. Urodziny Weroniki, które nie były obchodzone z solenizantką, nią była żałoba i smutek. Rodzina opłakiwała stratę ukochanej osoby, a przyjaciele udawali, że nic się nie stało, oprócz jednej osoby. Kornelia w nocy miała sen. Przyśniła jej się ogromna polana otoczona lasem, ta wchodzi do niego i zatrzymuje się. Niebo nabiera czerwonych barw, jest jaskrawo pomarańczowe, tak jakby cały świat się palił. Przed Kornelią leży dziewczyna owinięta leśnym mchem, wokół jest pełno krwi i organów. Dziewczyna ma szeroko otwarte, krwiste oczy a jej usta wymawiają dziwne słowa. Kornelia je rozpoznała, były to słowa po Japońsku, pamiętała bowiem jak jej przyjaciółka uczyła ją pojedynczych słówek. Rozpoznała ona słowa "LAS", "SIEKIERA" oraz "POMOCY". Dziewczyna wstała i zbliżyła się do Kornelii - ta chciała uciecz ale jej nogi były nie posłuszne. Jej usta szeroko się otworzyły a z nich wydał się potworny dźwięk, przypominający szuranie krzesłem, skrzypienie skrzypiec i zdeformowany krzyk w jednym. Kornelia poczuła ukłucie w klatce piersiowej i wstała. Bała się powiedzieć o tym, co się stało. Uznała więc, że sama postanowi szukać prawdy. Widziała karteczki ze znakami Kanji, miała nawet ich zdjęcia. Kornelia zaczęła powoli wyczytywać słowa. Nie miały one sensu, lecz wtedy wpadła na pomysł. "A co jeśli to jest napisane od tyłu?". Rzeczywiście miała ona racje, to wszystko było napisane od tyłu. Czytając to i w tym samym momencie tłumacząc to zrozumiała, że karteczki były kluczem w tej sprawie. Po ułożeniu ich wszystkich i odwróceniu ich na drugą stronę Kornelia otrzymała zdanie "Czerwone chmury i czerwony las". Kornelia uznała, że jeżeli karteczki miały znaczenie to może i rysunki coś znaczą. Spoglądając na zdjęcia doznała szoku. To co było narysowane widziała w swoim śnie, pomarańczowe niebo, łąka i ciało okryte mchem. Kornelia musiała jednak dobrze się im przyjrzeć, ponieważ nie były one widoczne na pierwszy rzut oka. Kornelia doskonale wiedziała, gdzie jest miejsce z jej snu i wtedy zorientowała się, że policyjne psy wskazywały miejsce dzięki któremu można było się tam dostać. Trzeba było iść wzdłuż małej rzeczki, która prowadzi w głąb lasu. Kornelia zrozumiała przekaz karteczek. To, co musiała zrobić musiało zdarzyć się w określonym czasie. Czerwone chmury zwiastowały wieczór. Kornelia pobiegła do lasu, w miejsce gdzie była we śnie. Obrała dokładnie tą samą drogę. Była już blisko, czuła to, ale wiedziała też, że się gubi. To było to, stała przed miejscem gdzie jej przyjaciółka była po raz ostatni. Jej ciało było idealnie przykryte mchem, a śnieg tylko w tym pomógł. Jedyne, co pozostało widoczne, to jej dłoń, wyglądała jakby prosiła kogoś o pomoc. Kornelia wyciągnęła telefon próbując dodzwonić się na policję, ale nie było sygnału. Kornelia rzuciła telefonem o śnieg i wtedy zorientowała się, że nie jest tam sama. ON też tam był. Wtedy była pewna, że ON nie był człowiekiem. Starała się uciekać ile sił, ale tylko coraz bardziej się gubiła. W końcu wyczerpana padła na śnieg. Śnieg zaczął padać, zakrywając nowe ślady krwi. Kornelia zaczęła krzyczeć i płakać, gdy ujrzała jak tułów oprawcy pada na ziemię a a nim stoi Weronika, nie posiadająca większości skóry i połowy twarzy.

Advertisement