Creepypasta Wiki
Advertisement

Drogi pamiętniczku...

Niedawno skończyłam 13 lat. W tym roku odpuściłam urodziny. Bo po co? Nikogo bym nie zaprosiła, bo nie ufam ludziom, nawet tym, których znam dwa, dziewięć lub nawet trzynaście lat. Dlaczego? Zbyt wiele razy miałam złamane serce przez "przyjaciół". Właśnie to, było jednym z powodów, dlaczego zaczęłam się ciąć.

Wielu osobom (takim jak nauczyciele, rodzina) wmawiałam, że to koty zrobiły. Z początku nie cięłam się po żyłach, bo nie chciałam, żeby ktokolwiek się domyślał tego, po tak dużej ilości krwi.

Najdziwniejszą rzeczą była dziewczynka patrząca się na mnie podczas każdej przerwy. Wydawało się, jakby znała moją tajemnicę. Nigdy nie dowiedziałam się, jak miała na imię i wolałam się nie dowiedzieć. Moja psychika coraz bardziej się pogarszała, wraz z nią rozcięcia zbliżały się do żył. Co dzień ręka stawała się coraz słabsza. Wreszcie nie wytrzymałam. Wzięłam żyletkę i już chciałam rozciąć żyłę wzdłuż, ale coś mnie zmusiło do pooglądania ostatniego filmiku na YouTubie, na którym spędzałam cały mój czas na komputerze.

Chciałam coś pooglądać, co będzie pasowało do mojej sytuacji. Wybrałam grę "The Static Speaks My Name". W skrócie, opowiada o mężczyźnie, który ma obsesję na punkcie obrazu dwóch palm i na końcu popełnia samobójstwo. Chciałam zobaczyć jak grają w nią jedyne osoby, na których mi zależy - Markiplier i Jacksepticeye.

Nie wiedziałam, że to uczucie jest odwzajemniane. Uratowali mi życie. Dzięki nim podarłam i spuściłam w toalecie (tak dla pewności) "list pożegnalny" i schowałam żyletkę. Przez całą noc płakałam, zastanawiając się, jaki błąd mogłam popełnić.

Kiedy wreszcie udało mi się zasnąć, w moim śnie ukazała się ta dziewczynka ze szkoły. Mówiła do mnie po japońsku, bo niektóre słowa udało mi się zrozumieć. Następnego dnia, w szkole, myślałam, że ta dziwna dziewczynka przestanie się mi tak przyglądać. Myliłam się. Teraz czułam się, jakby była wkurzona za to, że już nie mam myśli samobójczych.

Kolejnej nocy stało się to samo. Część zdania zapamiętałam i na ślepo wstukiwałam to co słyszałam w translator. Wyszło mi: "Watashi o shitsubō sa semasu. Watashi wa anata ga watashitachi ni sanka shiyou to omoimashita. Ima shinimasu!" co (podobno) oznacza: "Zawiodłaś mnie. Myślałam że dołączysz do nas. Teraz giń!".

Po tym jak to przeczytałam, na ułamek sekundy ukazała mi się ta dziewczynka na monitorze. Cała zakrwawiona z demonicznym uśmieszkiem na twarzy.

Minęły dwa miesiące, a ja jej wciąż nie widziałam. W szkole w ogóle się na mnie nie patrzyła. Już nie wyglądała tak jak wcześniej. Nie miała już lekko zaplamionej białej sukienki do kolan, tylko zwykłe jeansy i koszulę w czerwononiebieską kratkę. Nie miała już tych dziwnych butów jak z jakiegoś mundurka w jakiejś szkole w Japonii z białymi skarpetkami zakończonymi czarną falbanką, tylko zwykłe niebieskie conversy. Nie miała rozpuszczonych czarnych włosów, tylko długi warkocz. I nie uśmiechała się tak szeroko jak w moich snach. Nie była już tak blada jak ją zapamiętałam.

Myślałam, że wszystko wróciło do normy, że dziewczynka byłą tylko halucynacją spowodowaną małą ilością krwi, a koszmary powstawały na wskutek mojego strachu. Wróciłam do domu i pomyślałam, że sobie porysuję. Skończyłam rysować i chciałam schować rysunek do mojego segregatora. Był dziwnie ciężki. Otworzyłam go, a w nim były obrzydliwie narysowane rysunki przedstawiające dziewczynkę. TĄ dziewczynkę.

Yubi no kega

Rysunki Yubi

Przestraszyłam się, bo nie pamiętałam, żebym to narysowała, a nawet jeśli, to ja mam całkowicie inny styl rysowania. To samo w moim prywatnym folderze na komputerze. Pousuwałam zbędne pliki. Siedząc przed komputerem, pół okiem zauważyłam dziewczynkę w otwartych drzwiach na korytarz. Szybko się obróciłam w stronę drzwi. Nikogo tam nie było.

Pomyślałam, że mam jakąś paranoję. Zamknęłam drzwi. Za jakąś godzinę poczułam jakby ręka mi się paliła. Potem jakby mnie ktoś dotykał po żyłach od środka. Ustało. Za kilka minut poczułam znany mi ból. To był ból rozcięć na ręku. Odwinęłam rękaw, ale nie było tam nic. Ale przez to, co potem się stało, zamarłam. Usłyszałam głos tej dziewczynki.

Powiedziała, w dodatku po polsku: "Boli, prawda?". Wykrzyczałam "CZYM TY JESTEŚ!?". Jej odpowiedź brzmiała tak: "Jeśli musisz już wiedzieć, to jestem Yubi no kega. Co oznacza "Palec ran". Domyślasz się dlaczego?".

Moja mama wyszła z pokoju obok i zapytała się dlaczego tak krzyczałam. Chyba jej nie słyszała. Chyba tylko ja ją widzę. Od tamtej pory towarzyszyła mi każdej nocy. Żyłam tak niecały rok. Przez ten czas zauważyłam wiele szczegółów, takich jak to, że jej oczy z bliska wyglądają jak dwa czarne guziki, albo to, że nie ma żadnej skazy na jej bladej twarzy.

Aż do "rocznicy" pierwszego naszego spotkania widywałam ją codziennie. Tego dnia zaprowadziłam ją do kuchni, wyciągnęłam największy nóż i zaczęłam ją dźgać. Nie czułam wyrzutów sumienia, ponieważ nie wyglądała... naturalnie. Upadła na podłogę i rozpłynęła się w powietrzu.

Mija kilka miesięcy, a jej nadal nie ma. Nadszedł dzień dziecka. Ja już dzieckiem nie jestem, ale wiedziałam, że tak czy siak dostanę prezent. Mama przyszła do mojego pokoju z dużym pudłem. Mówiła coś o moich rysunkach z segregatora, ale ja byłam zbyt zagłuszona ciekawością, co jest w środku.

Mama dała mi do ręki pudełko, a ja bez zastanowienia je otworzyłam. "Ta-daa! Moja koleżanka uszyła ją specjalnie dla Ciebie, wzorując się na twoich rysunkach. Podoba ci się? Może nawet mówić!" Zaniemówiłam. Była tam lalka do złudzenia podobna do tej Yubi. Nie chciałam robić przykrości mamie, więc powiedziałam, że mi się podoba. Położyłam lalkę na komodzie. Potem, pomimo obaw, zasnęłam.

W środku nocy obudził mnie głos, jakby nagrany telefonem z mikrofonem najgorszej jakości. "K-k-koch-cham c-cię". Wstałam "ledwo żywa" i rozglądnęłam się po pokoju. Zobaczyłam tę potworną lalkę na moim krześle od biurka skierowanym w stronę łóżka. Pomyślałam: "Co ja, Annabele dostałam?".

Odłożyłam lalkę znowu na komodę, ale położyłam na jej nodze kwiatek, myśląc, że teraz się nie ruszy. Z lekkim niepokojem położyłam się spać z powrotem. Tym razem obudził mnie dźwięk rozbijania się doniczki o podłogę i śpiew tej potwornej lalki. Ponownie wstałam.

Rozejrzałam się po raz kolejny po pokoju, gdy nagle zobaczyłam, że lalka leży obok mnie i śpiewa kołysankę "Luli-laj kotki dwa..." czy jak to szło. Odskoczyłam z wrzaskiem i upadłam na podłogę. Uciekłam z pokoju na dół i pozamykałam wszystkie drzwi po drodze prowadzące na dół.

Wciąż słyszałam śpiew tej przeklętej lalki wraz z cichymi dźwiękami schodzenia po schodach. Pomyślałam, żeby zrobić to samo co ostatnio. Pobiegłam po ten sam nóż, którym "zabiłam" Yubi. Kroki ucichły. Otworzyłam drzwi na schody. Lalka rzuciła się na mnie.

Zrzuciłam ją z twarzy i pobiegłam do kuchni. Lalka powoli zbliżała się do mnie. Rodziców nie było w domu, bo pojechali do babci. Ogłuszona strachem rzuciłam nożem. Trafiłam prosto w łeb, pokryty czarnymi włosami z włóczki. Nóż rozciął lalkę w pół.

Nigdy nie zapomnę tej nocy. Ale najgorsze było to, że wypływały z niej ludzkie wnętrzności. Tym razem czułam się, jakbym kogoś zamordowała. Ale... Dlaczego? Co ta koleżanka mamy ma w głowie? A może to nie ona... Po tym zajściu słuch o Yubi no kega zaginął. Pozbyłam się jej na zawsze. Mogę żyć spokojnie.

Advertisement