Creepypasta Wiki
Advertisement

Tego dnia słońce powoli, wlokąc się po niebie, sprawiało wrażenie jakby nigdy nie miało schować się poza horyzont. Szare chmury pokrywały się ze śmierdzącymi spalinami, oraz dymami z kominów. Spokojne uliczki, na wybrzeżach miasta spowiła cisza, co jakiś czas zakłócona warkotem silniku auta, lub szczekaniem psów. Niebo mozolnie stawało się coraz ciemniejsze. Szeregi domów - starych i nowych otaczały ulice. Wszystkie okna , były pozasłaniane żaluzjami, czy wszelakiego koloru firankami - taka w końcu ludzka natura iż cenią sobie prywatność, a po zdarzeniach które niedawno miały miejsce, nie ma nawet czego się dziwić . - oprócz jednego małego okienka w ostatnim z szeregu domu. Siedziała tam 15- letni chłopak - Jacob, zawzięcie i ze skupieniem rysując coś w swoim szkicowniku. Miał on blond, krótkie, rozczochrane włosy i niebieskie oczy, mieniące się jak dwa brylanty.Chłopak nie posiadał zbyt wielu kolegów, siedział sam w ostatniej ławce nikomu nie zawadzając, lecz był i tak workiem treningowym dla uczniów z jego klasy. Kochał tą porę dnia, kiedy czuć zbliżającą się noc, ponieważ niebo wyglądało wtedy bajecznie. Po kilkudziesięciu minutach było już wystarczająco ciemno, aby na sklepieniu zawitały złote gwiazdy i zaświeciły się stare uliczne latarnie, których światło było już ledwo widoczne. Chłopak, był sam w domu -jego rodzice pojechali na wycieczkę z okazji ich rocznicy. Jacob, po długim przyglądaniu zmieniającemu się krajobrazowi, stwierdził, że pójdzie spać. Ubrał piżamy, położył się do łóżka i zgasił lampkę nocną, powoli zamykając ciężkie powieki. Leżał tak, jednak jakieś dziwne uczucie nie pozwalało mu zasnąć, jakby o czymś zapomniał. Kilka godzin później chłopak w końcu pogrążył się w sen, próbując zapomnieć o dręczącym go pytaniu Rano obudziły go promienie słońca spoglądające nieśmiało do jego pokoju. Była dopiero 6:00, lecz Jacob lubił wcześnie wstawać pomimo tego, że nie szedł do szkoły. Wyglądną przez okno, chwile wsłuchując się w śpiew ptaków i pobiegł po schodach na dół, lekko potykając się na niektórych stopniach. Usiadł na sofie, włączając telewizję. Właśnie leciały poranne wiadomości, w których mówiono o zaginięciach wielu osób z ulicy na, której mieszkał Jacob. Chłopach wsłuchiwał się uważnie w każde słowo reportera popijając herbatę. Po wiadomościach wyłączył Telewizor i poszedł do kuchni , aby zrobić sobie śniadanie. Kiedy zaczął przyrządzać jajecznice uczucie, że o czymś zapomniał ponownie do niego wróciło, lecz nadal nie mógł sobie przypomnieć o czym. Jacob przesiedział cały dzień w domu, nie chcąc być dla nikogo zauważalnym. Nie lubił przebywać w towarzystwie innych ludzi, a co dopiero z nimi rozmawiać. Dzień szybko miną, a chłopak zaczął gramolić się po schodach na górę, nadal z tym dziwnym uczuciem, że coś mu wypadło z głowy, położył się do łóżka.


-O cholera! Już wiem! -Jacob krzyknął, zerwał się na proste nogi i pobiegł jak torpeda na dół po schodach


Zaczął przeszukiwać wszystkie szafki, do puki nie znalazł klucza, którym to otworzył drzwi do piwnicy. Z dołu dobiegł go ohydny zapach zgnilizny. Zbiegł na dół i zaświecił światło. Jego oczom ukazał się widok kilkudziesięciu zmasakrowanych ciał, których kończyny walały się na podłoże, a w niektórych miejscach widniały kałuże gęstej, czerwonej cieczy kapiącej z półek - powykładane były na nich ludzkie narządy rozmieszczone w rządku zaczynają na jelitach, a kończąc na sercach. Twarze nieboszczyków były powykręcane w wyrazach strachu i bólu, te odcięte , jak i również te jeszcze pozostawione z ciałem. Pod ścianami ułożone w rzędach słoiki , w których znajdowały się paznokcie, oczy, czy zęby- oczywiście odpowiednio podpisane- przyprawiały o odruchy wymiotne. . Odór był już nie do zniesienia. Chłopak prześlizgną się zwinnie pomiędzy ciałami i otworzył drzwi znajdujące się na końcu pokoju. Ujrzał tam swoich rodziców przywiązanych grubym sznurem do fotela, zimnych, wychudzonych, oraz widocznie nieżywych.

-No nie znowu zapomniałem, że mam dać im żreć! A miała być taka romantyczna randka. Ale chyba wycieczka się udała? Najbardziej to chyba podobało  się wam znoszenie w workach po schodach, słyszałem wasze radosne okrzyki.- wykrzykną chwytając włosy matki i mocno nimi szarpiąc, tak że parę z nich oderwało się razem ze skórą pozostawiając w dłoni chłopaka, a z rany wytrysnęła krew - No cóż , ale nie można pozwolić, aby ich ciała się zmarnowały - dodał chwytając piłę położoną na podłodze.

Advertisement