Creepypasta Wiki
Advertisement

Jakiś czas temu odwiedziłam moją kuzynkę. Scenariusz jest chyba wszystkim znany: duża impreza rodzinna, zjeżdża się mnóstwo ludzi, w tym dużo dzieci, z którymi prawdopodobnie nie chce ci się spędzać czasu. Moja kuzynka i ja zostałyśmy jednak poproszone o opiekę nad młodszymi. Żadna z nas nie zna się na tym w najmniejszym stopniu, no ale wyboru nie było. Postanowiłyśmy więc, że zajmiemy dzieciaki jakąś grą.

Nasz wybór padł na grę podpatrzoną w horrorze (obie oglądamy ich sporo), będącą pewną wariacją gry w chowanego i ciuciubabki. Jedna z osób uczestniczących w zabawie ma zasłonięte oczy, inne natomiast chowają się. Osoba "szukająca" może poprosić o zaklaskanie, by w ten sposób odnaleźć schowanych uczestników. Schwytany szuka w następnej rundzie, i tak dalej, aż do znudzenia.

Moja kuzynka szukała jako pierwsza. Wszyscy rozbiegli się do swoich kryjówek, ja natomiast schowałam się w stercie mebli i rzeczy stojących w nieużywanej części korytarza. Dom kuzynki był stary, więc, oczywiście, znajdowało się w nim mnóstwo przedmiotów zbyt starych, by z nich korzystać, ale jednocześnie takich, których nikt nie chciał się pozbywać. Znalazłam sobie wygodne miejsce za jakimś stołem, przycupnęłam tam i czekałam.

Jako że moja skrytka nie była najbardziej wyszukaną, gdy tylko zaczęliśmy klaskać, kuzynka od razu ruszyła w moją stronę. Szła powoli, ostrożnie i strasznie nieporadnie. Kiedy dotarła do stołu, za którym siedziałam, zamiast go ominąć, zaczęła iść pod nim, zginając się w pół, niemal wlokąc ręce po ziemi. Żałowałam, że źródło światła znajdowało się za nią i mogłam zobaczyć tylko jej ciemną sylwetkę, a nie wyraz twarzy. Była już blisko, na wyciągnięcie ręki. Przez chwilę zastanawiałam się, czy jej nie dotknąć i nie skończyć jej upokorzeń, ale nie zrobiłam tego. Zaklaskaliśmy jeszcze raz i...

Odwróciła się. Jeden z dzieciaków pod naszą opieką musiał znajdować się równie blisko i kuzynka najwyraźniej wolała ruszyć w jego stronę. Został złapany, runda się zakończyła. A później bezprzygodowo minęła kolejna i kolejna. Jak mówiłam, aż do znudzenia.

Pod wieczór goście zaczęli się rozchodzić. Razem z kuzynką usiadłyśmy u niej w sypialni i wspominałyśmy ze śmiechem sytuacje, które wydarzyły się tamtego dnia.

— Chyba naprawdę polubili tę grę — powiedziała moja kuzynka, wspominając wspólną zabawę. — Aż żałuję, że nie powiedziałam im, że to z horroru. Teraz będą zmuszali nas do niej za każdym razem.

— Wiesz, że to nie było w sumie takie złe? — odparłam. — Mnie tam bawiło, jak skradałaś się do mnie pod tym stołem. Wyglądałaś normalnie jak jakieś zombie, demon albo nie wiem co.

Szeroki uśmiech mojej kuzynki nieco zbladł, stał się sztuczny, a po chwili zniknął zupełnie.

— Że co? Kiedy to się niby stało? — zapytała mniej pogodnie.

— Nie pamiętasz? W pierwszej rundzie, na samym początku.

— Ja nie szłam pod żadnym stołem. Nawet tam nie podchodziłam. O czym ty mówisz?

I mnie przestało to bawić. Pamiętałam to dokładnie. Ciemny kształt skulony pod stołem, długie ramiona, długie włosy... Nagle przypomniałam sobie, że moja kuzynka cały dzień chodziła w związanych włosach. Nie rozpuszczała ich w trakcie gry.

— Widziałam coś, co szło do mnie korytarzem. Prawie mnie dotknęło, a później zawróciło.

Kuzynka pokręciła głową.

— To nie byłam ja.


Autor: Nakamayabi

Advertisement